Year: 2014

Dizajn dla roślin

Dziś skupimy się na roślinach. A konkretnie na tym, jak je efektownie wyeksponować. Inspiracji poszukamy w Polsce, we Włoszech, w Niderlandach i w Hiszpanii. Zobaczcie dość nietypowy dizajn dla roślin. LIGHTOVO Już sama nazwa jest kapitalna, ale to, co dziewczyny — Zuza i Aga stworzyły pod tą marką, przechodzi najśmielsze oczekiwania. Lampa „Milo” to lampa niezwykła. Pełni jednocześnie rolę klimatycznego oświetlenia, pięknego ekspozytora dla kwiatów oraz miniaturowej szklarni, idealnej dla roślin doniczkowych, które potrzebują dużo światła. MATTEO CIBIC STUDIO Przenosimy się do Włoch, żeby podziwiać dwunożne terraria projektu Matteo Cibic Studio. Donice w kształcie nóżek z kloszami przypominające małe ufoludki, świetnie się sprawdzają dla wszelkiego rodzaju sukulentów. Być może zabawne kształty doniczek w połączenie z odpornością sukulentów, to dobry pomysł, żeby zainteresować roślinami najmłodszych? TIM VAN DE WEERD A teraz donice od Tim van de Weerd. „Monstera” — bo tak się nazywają — ożywiają rośliny, dzięki czemu jedne wyglądają, jakby chciały uciec lub zatańczyć, inne jakby się zastanawiały, co tu można zmalować. REMEDIOS VINCENT Ostatnie dzisiaj doniczki wyglądają jak wyjęte z chatki starej wiedźmy, a …

Pełne życia gify Magaly Ugarte

Ostatnio pokazywałem czarno-białe, bardzo nastrojowe fotograficzne gify tajemniczego Neto — dziś będą zupełnie inne. Nie licząc kilku bardziej klimatycznych czy smętnych wyjątków, te gify będą bardziej pozytywne — barwne, szalone, nierzadko zabawne. „Mam na imię Magaly Ugarte” — pisze o sobie autorka gifów — „żyłam jak nomadka w północnych okolicach Meksyku, a teraz żyję w mieście Meksyk. Lubię science fiction i ufo, magię, koszmary po najedzeniu się, rodzinne samochodowe wycieczki przez pustynię, folk i elektronikę, dziewczyńskie drama i filmy, przez które płaczę”. Podobno urodziła się w dniu, kiedy na El Paso w Teksasie samolot wpadł w centrum handlowe. W sieci można znaleźć o niej trochę informacji, ale przede wszystkim po hiszpańsku (#1, #2, #3). Po angielsku znalazłem tylko jeden artykuł, na Ballad of. Można się z niego dowiedzieć kilku rzeczy. Że większość jej gifów powstaje podczas spotkań z przyjaciółmi — gdy szpiegują sąsiadów, czy opalają się topless. Że jej największym marzeniem jest pracować z Sofią Coppolą. Że lubi filmy Stevena Spielberga, tajemnicze światła, Wesa Andersona, swetry, śnieg, pustynię, kalejdoskopy, miniaturowe małpki i Daft Punk. Zaczęła …

Gify tajemniczego Neto

Nie podpisuje się imieniem i nazwiskiem — przedstawia się jako Neto. Niespecjalnie chce o sobie opowiadać — wysłał mi dwa zdania i dopisek, że to wystarczy. „Rocznik 1979, skorpion, absolwent Krakowskiej Szkoły Filmowej im. Wojciecha Jerzego Hassa. Lunatyk kochający sny, jak i śnić na jawie, wierzy w moc!”. Niech przemówią więc za niego gify, które zmajstrował ze zdjęć swojego autorstwa. Jeśli jesteście miłośnikami piersi, kobiet, lasu, drzew, czarno-białej fotografii lub niepokojącej sztuki, skrolujcie aż miło. Neto znajdziecie na Fejsie. Na Instagramie. Na jego stronie. Na Tumblrze z gifami. Prace Neto można kupić na Etsy.

Jestem malarką, dlatego maluję — to mój język. Rozmowa z Anną Taut

Dużo pamięta ze swojego dzieciństwa, nawet rzeczy bardzo wczesne, z czasów kiedy miała półtora roku. Mówi, że nie zapomniała, jak to jest być dzieckiem, być zupełnie nowym na tym świecie. Że malarzem jest się cały czas, nawet gdy nie dochodzi do samego aktu rozprowadzania farby po płótnie. Że nie śledzi za bardzo sztuki innych, ale kiedy już coś ją zainteresuje, szuka, czyta, bada, daje temu „szansę się wykazać i nie zniknąć pod stertą kolejnych, nowszych, świeższych”. Opowiedziała mi o sobie, o swoim malarstwie, streetartowym duecie Atak Crew, a także podejściu do sztuki. Zapraszam na rozmowę z Anną Taut. Twoja ulubiona historyjka z dzieciństwa. Mam mnóstwo historii z dzieciństwa, zwłaszcza że naprawdę dużo pamiętam nawet z bardzo wczesnego okresu. Moje najstarsze wspomnienie, które udało mi się umieścić w czasie, to narodziny mojej siostry – śnieg, obok tata, w dole moje buciki, a w górze mama, której nie mogłam dojrzeć w szpitalnym oknie. Miałam półtora roku. Często opowiadam rodzicom historie z punktu widzenia dziecka lub oni z pozycji osoby dorosłej, wymieniamy doświadczenia, umiejscawiamy je w czasie. Tak …

Podobały mi się zespoły supportujące Snowida. Czyli o SpaceFeście 2014

Że SpaceFest jest moją ulubioną imprezą muzyczną wie już chyba każdy, kto mając nas w polubionych zaglądał w ciągu ostatnich dni na Fejsa. A ponieważ SpaceFest 2014 już za nami, przyszła pora żeby opisać wrażenia. Jednym z elementów tegorocznego SpaceFesta, o którym się dużo mówiło, był plakat. Długowłosy, brodaty samiec alfa, z kobietą przerzuconą przez bark to oczywiście dziarski, przykuwający oko motyw — wisienką na torcie zarąbistości były jednak rajtki, w których stoi Snowid, główny bohater fotografii. Istny szał. Co ciekawe, na to zdjęcie autorstwa Druidart wpadłem kilka tygodni przed festiwalem, przeczesując internetowe odmęty artystycznych portfolio, w poszukiwaniu czegoś, co bym chciał na blogu pokazać. Zainteresowała mnie zakładka „Fotografia alternatywna”, ale jej zawartość okazała się mieć nieznośną wręcz dawkę kiczu, aż do momentu, kiedy chcąc już zamknąć zakładkę, zobaczyłem «to» zdjęcie. Z miejsca mnie zachwyciło, zapisałem sobie na telefonie, pokazałem Oli. Ależ było moje zdziwienie, kiedy jakiś czas później na Fejsie SpaceFesta zobaczyłem oficjalny plakat z tym zdjęciem! Ostatecznie zdjęcie posłużyło do większości materiałów festiwalu, włącznie z plakatem, bannerami, pocztówkami. Tak przykładowo wygląda moja ulotka …

Polećmy w kosmos. Kogo usłyszymy na SpaceFeście w 2014 roku

Jak dotąd byłem na wszystkich trzech edycjach festiwalu SpaceFest i zdecydowanie nie żałuję, bo bawiłem się kosmicznie. W tym roku również będę, do czego zachęcam każdego miłośnika space rocka, shoegaze’u, noise’u, elektronicznych eksperymentów i wszelkich innych przejawów muzyki psychodelicznej. Oto garść wykonawców, których przyjdzie nam zobaczyć i usłyszeć podczas SpaceFest 2014. Brytyjski duet THE KVB gra muzykę, która bardzo mi się podoba. Taka senna mieszanka shoegaze’u, elektronicznych wstawek i wokalu, który odpływa gdzieś w przestrzeń, zarówno w sensie takiego specyficznego rozmarzenia, jak i tego, że jest mocno przez muzykę przytłoczony (kocham ten zabieg). Dla mnie wszystkie ich utwory brzmią jakby były opowieścią czegoś co zdarzyło się nocą, w stanie upojenia i następnego dnia zdawało się być tyleż samo magiczne, co nieprawdziwe. 2Kilos &More już raz grali na SpaceFest, opisałem ich wtedy tak: „No i absolutnie fenomenalny, najlepszy tego wieczoru występ francuskiego duetu 2kilos &More. Usłyszeliśmy wtedy interesującą elektronikę, podsycaną wizualną otoczką. Otóż wizualizacje były dwie – wyświetlane za ich plecami, ale też na półprzezroczystej płachcie powieszonej przed nimi. Cała ta intensywna, gęsta, czerpiąca z post …

Plakatów prawie nie robię, bo prawie nikt już mnie nie chce. O twórczości Wiesława Wałkuskiego

Wysyłając maila do Wiesława Wałkuskiego z prośbą o kilka informacji, nie wierzyłam, że dostanę odpowiedź, myślałam, że sięgam zbyt wysoko, tymczasem po dwóch godzinach wiadomość czekała w skrzynce odbiorczej. Następna była jeszcze szybsza. Wiesław Wałkuski jest jednym z moich plakatowych mistrzów, a dla niejednego grafika niedoścignionym wzorem i jak się okazuje bardzo miłym i skromnym, choć znającym swoją wartość, człowiekiem. Ten artysta nie tworzy zwykłych plakatów, jego projekty to rzadko już spotykany majstersztyk. „Plakat może być dziełem sztuki albo zwyczajnym śmieciem. Wszystko zależy od tego, kto go tworzy. Podobnie jak klasyczny obraz olejny. Dziś takich dzieł sztuki na ulicach chyba się nie spotyka. A jeśli już to bardzo rzadko. Dziś plakat adresowany jest do motłochu i »mówi« językiem dla motłochu zrozumiałym. Przecież nie rzuca się pereł świniom. Ja nigdy nie adresowałem swoich prac do motłochu. Starałem się »porozmawiać« z inteligentnym i wrażliwym przechodniem” — napisał mi. Przykre słowa, ale prawdziwe. Dzisiaj traktuje się nas jak idiotów, tworzy się plakaty, które atakują sloganami, jaskrawymi kolorami czy zdjęciami photoshopowanych pań i panów, sztucznie zadowolonych z siebie, a …

Modowe gify Grety Larkins

Dzisiaj będzie o modzie. Sama się sobie dziwię, bo to akurat ten element życia, z którym nigdy nie było mi po drodze. To, co aktualnie gości w najnowszych trendach, mnie podoba się dopiero za cztery sezony (jeśli w ogóle). Nie lubię chodzić na zakupy, nie lubię babskich pogaduszek o ciuchach, a jedyne co mi zostało pod tym względem z kobiety, to fakt, że od czasu do czasu nowy ciuch poprawia mi humor. No i lubię oglądać zdjęcia modowe, a od kiedy odkryłam Gretę Larkins, także modowe gify. W 2011 roku Greta założyła FashGif, czyli blog, który połączył jej dwie największe pasje: modę i animację. Na sukces tego projektu składają się przede wszystkim — znakomite wyczucie w doborze zdjęć i spora dawka humoru. Greta śledzi kolekcje i fashion weeki z całego świata, ma swoich ulubionych projektantów i swoje ulubione modelki. Czasem ma pomysł, do którego musi znaleźć zdjęcie, czasem widzi zdjęcie i rodzi się pomysł. A wyobraźni, to jej akurat odmówić nie można. Zresztą sami zobaczcie. FashGif znajdziecie na Tumblrze i Instagramie.

Jelitka, och, jelitka! Gify Henrique Limy

To był naprawdę piękny poranek. Ciepłe promienie słońca oświetlały pokój, ptaki odśpiewywały swoje serenady, kawa powoli budziła do życia. Nic nie zapowiadało tego, co miało nastąpić za chwilę. Obudziliśmy laptopa Wacka i ze starych znalezionych w piwnicy głośników popłynął jazz. Już chciałam chwycić po telefon, aby zająć się niezwykle fascynującą czynnością, jaką niewątpliwie jest podglądanie na Instagramie innych ludzi, gdy z siedzącego obok mnie Michała zaczęły wydobywać się dziwne dźwięki: „jelitka, jelitka, och, jelitka, jelitka obracają mi się na czole”. I pokazał mi serię przedziwnych, zakręconych i niezwykle hipnotyzujących gifów, po czym dodał, że muszę o tym napisać! Okazuje się, że to normalna reakcja na serię gifów — Mestre Fungo, której twórcą jest Henrique Lima. O samym artyście niewiele można się dowiedzieć. Pewne jest, że talentu mu nie brakuje, a jego prace najczęściej opisywane są słowami: szalone, psychodeliczne, odjechane. Od siebie dodam, że oglądanie tych gifów może spowodować krwawienie z oczu, może wywołać reakcje alergiczne, szok i niezrozumiały dla przeciętnego odbiorcy słowotok (patrz Michał). A nieoglądanie może pozbawić cię czegoś bardzo cennego i na resztę …