Month: Październik 2014

Ulubione majtki też trzeba prać

Jakiś czas temu odstawiłem smartfon na rzecz telefonu bardziej tradycyjnego — z porządną baterią, fizyczną klawiaturą i podstawowymi funkcjami. Zamiast bawić się mniej lub bardziej głupimi aplikacjami, wysyłam morze esemesów. Poza tym, dużo szwendam się po mieście, rozmawiam z ludźmi, czytam książki, myślę. Znów więcej wiem o innych, a oni o mnie. Znowu jakby bardziej żyję. Rutyna coś w nas zabija. Odbiera zapał, pozostawia tylko działanie z rozpędu. Żeby nie zwariować i żeby odkrywać coraz to nowsze pytania, wciąż coś zmieniam. Wracam do domu inną trasą. Śpię odwrotnie niż zwykle. Wychodzę w środku nocy na spacer. Siadam na peronie, choć wcale nie czekam na pociąg. Wysyłam papierowe listy. Wychodzę na miasto i włażę w zakamarki, które dotąd mijałem idąc na autopilocie. Stoję w nich, zastanawiam się jak bym wyglądał stamtąd gdybym przechodził tak jak zwykle. Wychodzę wieczorem na balkon i obserwuję domowników przez szyby. Zaczepiam obcych ludzi na przystanku, pytam jak minął im dzień. Znajduję w mieszkaniu miejsce, z którego rzadko korzystam i siadam tam na dłuższą chwilę. To mogą być rzeczy drobne, to mogą …

„Jesteś najpiękniejsza na całym peronie” i „Pan się chyba wykoleił”, czyli Traffic Design odmienia peron w Gdyni Redłowie

Kocham miasto. Inspiruje mnie skubane, jak mało co. Szwendam się po nim godzinami, przeważnie bez planu innego niż kolejny krok. I kolejny, i kolejny, i kolejny. Wyszukuję fajne miejsca, czasem też znane, ale przeważnie te mniej oficjalne – takie sortu B. Bardziej porośnięte mchem wysokie murki, niż parki. Bardziej schody za ciekawymi budynkami lub łąwka pod trzepakiem, niż place przed centrum handlowym. Bardziej niszowe wspierające sztukę knajpki, niż modne tańcbudy na Monciaku. Bardziej alejka, niż jedna z głównych ulic. Bardziej spękany chodnik, niż ten równiutki. Bo ja nie znoszę miejsc sztywnych, zbyt szpanerskich, pozbawionych zwykłej, prostej frajdy, że się w nich jest. I z każdym rokiem widzę to – jak ten „błysk” ogarnia kolejne fragmenty miasta, przeganiając mnie i moje szwendanie na coraz mniejsze rewiry. Dziś chciałbym napisać o jednym z najfajniejszych wyjątków tej patowej sytuacji. I nie zrozumcie mnie źle. Bo choć z optymizmem obserwuję, jak Polska się rozwija, jak budują się błyszczące budynki, odświeżane są ulice, pojawiają się nowoczesne autobusy z cyfrowo wyświetlanymi nazwami przystanków, i choć miesiącami nie mogłem się napatrzyć, jak …