Year: 2015

Bękart. Typograficzna karcianka edukacyjna

Listonosz przyniósł mi dwa egzemplarze karcianki „Bękart”. Założenie było takie: stworzyć nowoczesne wcielenie klasycznego Czarnego Piotrusia, podpinając pod jego trywialne zasady i frajdę jaką daje, pomysł nauczenia dzieciaków podstawowych haseł typograficznych. Ale nie będę nawet próbował przekonywać kogokolwiek, że „Bękart” może zaciekawić tylko dzieciaki. To jest przepięknie wydana gra, będzie zarąbistym skarbem również dla dorosłych miłośników dobrego dizajnu, osobiście znalazłem dla niej kawalątek miejsca w swoim sercu. Nawet graliśmy trochę partyjek z Węgorzem, czyli mamą, i babcią – było czadowo. Najlepsze są te momenty, kiedy ciągniesz od kogoś kartę i po jego minach próbujesz wnioskować, czy właśnie chwyciłeś Bękarta! Zasady gry są banalne. Grać mogą 2-4 osoby. Jest dwanaście par i jedna karta bez pary – w oryginale to był Czarny Piotruś, a tutaj Bękart (uśmiechnięty potwór na zdjęciu powyżej), czyli – w żargonie – „krótki wiersz tekstu, który przeszedł do kolejnej kolumny, chociaż nie powinien”. Na początku gry karty są rozdawane po równo między graczy. Wtedy wszyscy rzucają na stół pary, jakie im się trafiły. Gracz, któremu zostało najwięcej kart, pozwala wyciągnąć jedną ze …

Krwawy nabiał to najlepsze, co wydarzyło się w świecie animacji od czasu Scorpion Daggera

Pochodzi z Tajwanu, mieszka w Nowym Jorku, nazywa się Min Liu i robi animacje. Niesamowite animacje! Przez sto dni przygotowywała jeden ruchomy obrazek dziennie. Niezwykle trudne zadanie, jeśli chcesz, aby każdego dnia animacja zaskakiwała pomysłem i zachwycała wykonaniem. Min Liu się udało. Jej prace wyróżnia: piękna kreska, oszczędność kolorów — wybrała jedynie trzy: czarny, czerwony i biały, oraz pomysł bazujący na błyskotliwych skojarzeniach, zahaczający o elementy surrealistyczne, czy czarny humor. Min Liu czerpie inspiracje z każdej rzeczy, chwili, myśli i każdego kota napotkanego na swojej drodze. Projekt o nazwie Bloody Dairy zwieńczyło trzyminutowe wideo, złożone z gifów wykonanych podczas tych stu dni. Więcej znajdziecie na Bloody Dairy oraz stronie, Instagramie i Vimeo Min Liu.

„Domowe herbarium” Eweliny Rivillo

Internet znalazł się pod wpływem oddziaływania chłodnego frontu atmosferycznego potocznie zwanego „jesień, ty chuju!”. Synoptycy ostrzegają, przed lawinowo rosnącą liczbą malkontentów, którzy swoje niezadowolenie wylewają na portalach społecznościowych, czego skutkiem jest narastająca fala dyskryminacji i nienawistnych komentarzy pod adresem listopada (zdaje się, że w październiku ludzie są jeszcze udobruchani grzybobraniem, a w grudniu już myślą o świętach). W tej sprawie mam wam do powiedzenia tylko jedno — kocham jesień! Jesień to słońce w kolorze bahama yellow i mżawka nazywana kapuśniaczkiem. To szelest liści pod stopami, feeria barw i korale z jarzębiny. Jesień to kalosze, skakanie po kałużach, to zapach zmokłego psa. To wreszcie ciepłe swetry, miękkie koce i kubek gorącej herbaty. Czego tu nie lubić? Aha przeziębienia. Wszyscy chodzą chorzy, zakatarzeni, kichają na innych. Rzeczywiście tak jest, ale radzę się zastanowić, czy przypadkiem sami nie jesteśmy sobie winni? Matka natura daje nam wszystko, co potrzeba, żeby nas przed chorobami uchronić, tylko jakoś nie bardzo potrafimy to docenić i z tego skorzystać. Domowe sposoby, którymi leczyły się nasze babcie, wkładamy między bajki, a większość z nas, …

Dino, czy coś. O animowanym świecie Magdy Pileckiej

Poznałam dziewczynę, która ma farmę z małymi żyjątkami, nazywa je „Dino or something”. Ta dziewczyna to Magda Pilecka — młoda, zdolna animatorka, ilustratorka, hobbystycznie zajmująca się fotografią. Dinusie Magdy to nie są takie zwykłe stworzonka. Myślą i czują jak ludzie, ale jak ludzie nie mówią, miauczą jak koty, ćwierkają jak ptaki i wydają inne ciekawe dźwięki, a wyglądają jak skrzyżowanie dinozaura z alpaką. Magda dba o to, żeby Dinusiom się nie nudziło. I tak, czasem wysyła swoich małych przyjaciół na bezludną wyspę, czasem do Warszawy, Dinusie przeżywają też inne ciekawe przygody, których jeszcze nie zdradzę. Za to oddam głos Dinusiowej mamie: „»Dino or something« to świat, do którego sięgam. Póki co, wyciągam z niego filmy, ale jest tam dużo więcej. Dinki do mnie przychodzą i wygląda na to, że jest ich nieskończenie wiele. Bardzo je uwielbiam i chciałabym, żeby każdy wiedział, że żadnemu nie dzieje się przy mnie krzywda. Wszystkie mają się świetnie i pozdrawiają. Należy pamiętać, że animacja jest iluzją”. Zapytałam Magdę, co powiedziałaby nieznajomemu, z którym utknęłaby w windzie na trzy godziny. „Prawdopodobnie …

„Jungle” — nowa seria wazonów Oko od Malwiny Konopackiej

„Jungle” to jest kolejna po „Kobalcie” i „Gld/Pltna” limitowana seria wazonów ilustrowanych przez Malwinę Konopacką. Ręcznie malowanych i wykonanych w Polsce. Tym razem motywem przewodnim jest dżungla. Powstało dwadzieścia motywów. Większość z nich przedstawia różne gatunki roślin — liście palmowe, paprocie, liany, monsterę, kaktusy, trawę, bananowca. Inne są bardziej abstrakcyjne, choć też zachowane w klimacie dżungli. Są też dwa hołdujące obrazom Henriego Rousseau. Wszystkie wzory znajdziecie tu. Zdjęcia autorstwa Pauliny Pajki. Niektóre wzory wazonów można jeszcze zamawiać pisząc na mejla Malwiny (malwinakonopacka@gmail.com). Cena egzemplarza to 1290 zł. Malwinę możecie obserwować na Fejsie i na Instagramie, a także zaglądać na jej stronę.

Plakaty typograficzne nie muszą być nudne. O Krzysztofie Iwańskim

Spacerując ulicami Łodzi, nie sposób nie natknąć się, na któryś z jego plakatów. Krzysztof Iwański w łódzkim środowisku kulturalnym jest artystą z już wyrobioną marką, a jego plakatami sygnowane są najciekawsze festiwale i wydarzenia w tym mieście. Instytucje, z którymi współpracuje, darzą go zaufaniem na tyle, by dać mu wolną rękę i nie wtrącać się w proces tworzenia. Swoimi projektami przekonał mnie, że plakaty typograficzne mogą być ciekawe, mogą przykuwać wzrok. Mogą wywoływać chęć wyciągnięcia z kieszeni telefonu, tylko po to, żeby zrobić zdjęcie. Mogą też sprawić, że zaczniemy szukać podpisu autora, żeby go sobie później wyguglować. Tak właśnie wpadłam na Iwańskiego. Jest absolwentem łódzkiej ASP, dyplom bronił na Wydziale Grafiki i Malarstwa. Zaczynając studia, nie wiedział jeszcze, że za kilka lat połowa miasta, w którym się wychował, obklejona będzie jego pracami. „Nie planowałem zajmować się plakatem, nic nie planowałem. Pojęcie plakat pojawiło się jakoś nagle, ale bardziej w perspektywie sitodruku niż faktycznie plakatu wykonanego na zlecenie. To dość zabawne, ale na łódzkiej ASP każdy arkusz papieru z nadrukowanymi literami lub cyframi (głównie w pracowni …

Bad Codec. Czyli neonowo-mroczne gify Daniela Harpera

Nazywa się Daniel Harper, pochodzi z Wielkiej Brytanii z Manchesteru. Współtworzy projekt Meat Cassette zajmujący się VJingiem i produkcją filmową oraz tworzy Bad Codec — jego osobiste miejsce w sieci, blog, na którym pokazuje bieżące i minione projekty oraz mnóstwo, mnóstwo gifów. Daniel jest postacią dość tajemniczą. Poza wymienionymi wyżej informacjami niewiele się o nim dowiedziałam. Właściwie tylko tyle, że nasze porównanie na last.fm wypada fatalnie. O jego gifach mogę powiedzieć ciut więcej. Przenoszą w inny wymiar, którym rządzą zasady geometrii, a świat albo promienieje całą paletą neonowych barw, albo za sprawą odcieni szarości wprowadza w mroczny klimat. Czasem łączy też jedno i drugie, tak jakby nie mógł zdecydować jakiemu nastrojowi się poddać. Nawet wtedy uzyskuje ciekawe efekty. Jego gify są mocno komputerowe, ale nie kojarzą się z nowoczesnością. Są bardzo retro. Nawiązują do starych kaset VHS. Na niektórych gifach, są nawet naniesione, jak mi się wydaje, fragmenty starych nagrań wideo, albo fotografii i chyba właśnie one podobają mi się najbardziej. Więcej gifów znajdziecie na Tumblrze i Facebooku artysty.

Oto piękne polskie piwa #2

Nie będę was dłużej trzymał w niezdrowej dla serduszka podskórnej histerii pod hasłem „A GDZIE ETYKIETY BROWARU X?” — gdybym wszystkie fajne projekty wrzucił w jednym wpisie, zrobiłby się z niego tłuścioch. Dlatego tworzę z tego całą serię. Oto druga część przeglądu świetnie zaprojektowanych polskich piw. KATARZYNA ŁUBIŃSKA / REDKROFT Obecność Innych Beczek, które dla mnie są w top trzy najlepszych krajowych etykiet, niech będzie dowodem, że numer odcinka nie ma znaczenia, w każdym będą ładniutkie rzeczy. Autorką tych cudnych, barwnych i pełnych życia ilustracji jest Katarzyna Łubińska. Etykiety składa i projektuje studio Redkroft. Efekt jest przepiękny. FOGRAVIS Etykiety linii PLON z Kormorana tworzy grafik Tomasz Niewęgłowski, założyciel Fogravis. Te grafiki są bardzo oszczędne, to właściwie tylko prosty napis „PLON” złożony z szyszek chmielu w różnych barwach, ale efekt jest ładny. Na półkach w sklepie rzucają się w oczy (sprawdzone info). Fajnie wyszło im też skojarzenie: wznieśmy zatem piwem PLON toast za polski chmiel, bo „PL is ON”. LOGOTOMIA Za całą wizualną otoczkę Peruna odpowiada studio Logotomia. Trzeba przyznać, że wychodzi to bosko (oczywiście dzięki …

Oto piękne polskie piwa #1

Oddaję na wasze monitory i ekraniki pierwszy odcinek przeglądu polskich pięknie zaprojektowanych piw. Kolejność we wpisie nie ma znaczenia. FLOV / NOMONO Na początek Nomono, czyli New Zealand Freestyle APA uwarzone przez Browar Solipiwko jako współpraca ze studiem Nomono, którego odnoga, agencja kreatywna Flov, jest w świecie piwnym bardzo aktywna. To zresztą nie jedyna ich współpraca z Solipiwkiem — stworzyli też całą minimalistyczną linię opartą o kolory i typografię. Ubrali też Red AIPA z Birbanta w kowbojskie fatałaszki. Raczej bardziej rozebrali, niż ubrali taką paniusię — Miss Big Foot, czyli Smoked Foreign Extra Stout uwarzony w kooperacji Birbanta z poznańskim pubem Piwna Stopa. Stworzyli dziesięcioramienną psychodelię dla 10 hops z Birbanta. I takie minimalistyczne typograficzno-graficzne projekty dla browaru Brodacz. OSTECX CRÉATIVE Dziwnie byłoby pokazywać dizajn polskiego kraftu bez Ostecx Créative, autorów jednego z najpiękniejszych projektów, jakie widziałem — butelki piwa Deep Love, czyli west coast belgan rye ipa powstałego ze współpracy AleBrowaru i norweskiego Nøgne Ø. Oczywiście ich współpraca z AleBrowarem to dużo większa sprawa. Są odpowiedzialni zarówno za stary, jak i odświeżony styl całej …

Lubię imprezy, na których Marcin Pryt wskazuje mi drogę do WC. Czyli o LDZ Music Festival 2015

Lubię imprezy, na których Marcin Pryt wskazuje mi drogę do wc. A taki właśnie jest LDZ Music Festival — z jednej strony wizjonerski i profesjonalnie organizowany, a z drugiej — ludzki, niszowy, sympatyczny. Zderzenie twórców i odbiorców. Klimatyczne miejsca. Dobre piwo. Różnorodna i ciekawa polska muzyka. Otóż 5 i 6 czerwca stawiliśmy się z Olą na czwartej edycji Eldezetu. Pierwszy dzień odbywał się w Bajkonurze, położonym kawałek od centrum Łodzi. Knajpa jest rzucona gdzieś za plecami budynku chowającego się za plecami budynku, który przysłania budynek, z którego już prawie widać budynek, za którym jest budynek właściwy. Chyba najlepiej oddaje to znak „Bajkonur → 200 m (a następnie w lewo 100 m)”. Prawda jest taka, że pofabryczny budynek, w którym się mieści jest — zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz — tak klimatyczny i cudowny, że warto byłoby go odwiedzić nawet gdyby trasę wyznaczał gęsty labirynt. Wysokie gmaszysko pokryte muralem, w środku surowo i przemysłowo. Odpowiednie warunki dla sztuki niezależnej. Pierwszy wystąpił Paweł Szamburski, współzałożyciel wytwórni Lado ABC i klarnecista. Odniosłem takie wrażenie, że trochę się …