Month: Listopad 2016

Czarna dziura w Gdańsku. Kogo usłyszymy na SpaceFeście w 2016 roku

SpaceFest to gdański festiwal skupiający się na kosmicznej, melancholijnej i nastrojowej muzyce — rozmaitych eksperymentach, muzyce psychodelicznej, shoegazie i space-rocku. Już niedługo, bo 2 i 3 grudnia, w Klubie Żak odbędzie się szósta edycja imprezy. Jak dotąd, na pięć edycji, byłem na czterech. W 2014 przygotowałem zapowiedź, a potem wrażenia. W 2015 pochłonęła mnie czarna dziura. A teraz, w 2016, znów będę, więc stworzyłem tę tekstową pigułkę, żeby was nakręcić. Pełną rozpiskę znajdziecie na stronie festiwalu, tu zaprezentuję wam próbki muzyczne niektórych twórców tegorocznej edycji. Zacznę od dwóch projektów, na które czekam najbardziej. Pierwszy to MDME SPKR z Wielkiej Brytanii. Po odsłuchu epki „Humanoid” (2015) stwierdzam, co następuje: w muzyce garaż, punk, ale też stoner i psychodelia, podane w energetyzującej i charakternej formie; prawdziwym skarbem jest jednak głos tej kobiety — potężny, charyzmatyczny, dziki, brutalnie seksowny. Poniżej odsłuch wspomnianej epki. HUMANOID by MDME SPKR Drugi wymaga odwiedzin w ciemniejszym fragmencie galaktyki — gdyńskie Lonker See, którego płytę zamówiłem kwadrans po tym, jak pierwszy raz ją przesłuchałem. Przecudowna muzyka — gęsta, mroczna, wciągająca, korzeniami sięgająca zarówno …

Plantarium Kamili Ciszek. Czyli stacja kosmiczno-botaniczna dla oplątw i sukulentów

Robiłam śniadanie, kiedy Michał próbował policzyć wszystkie moje roślinki. Wiedziałam, że nie jest to łatwe zadanie, bo sama kiedyś próbowałam, bez rezultatu. Spora doniczka kaktusów na małym stoliku. Dwie ławy i cały parapet zastawiony gęsto doniczkami różnej wielkości. Mnóstwo roślin na podłodze w różnych zakątkach pokoju. I spora doniczka zaczepiona nad oknem, z której zwisała bardzo długie i bujne Epipremnum złociste. Jest sporo dorosłych osobników, ale zdecydowana większość to młodziutkie sadzonki żyworódki, nad której rozmnażaniem już dawno straciłam kontrolę. Nie zdziwiło mnie wcale, gdy wracając do pokoju z talerzem kanapek i kawą usłyszałam bezradny głos Michała: „Próbowałem, ale zgubiłem się przy trzystu osobnikach, za to doliczyłem się ponad pięćdziesięciu doniczek”. Większość mojej domowej dżungli stanowią wspomniane już żyworódki, które w postaci czterech ledwo od ziemi odrastających kurduplów Michał wiózł do mnie przez pół Polski. Mam też wyciągniętą ze śmietnika monsterę i kilka roślin odebranych interwencyjnie, za rażące niedbalstwo. Cudownie jest patrzeć, jak odżywają. Jakieś sadzonki dostałam od sąsiadki, która za każdą nawet najdrobniejszą przysługę, czuje wewnętrzny przymus odwdzięczenia się, a odwdzięcza się często właśnie roślinami. …

Stolica walczy. Tylko kto jest dobry? O przygodówce „Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo”

Widzimy stolicę jakiegoś królestwa. Przemawia król; głosem pełnym wściekłej determinacji ogłaszając swoim poddanym nową straż — mechaniczne golemy, stworzone, by pilnować ładu i bronić miasto przed zdradzieckimi Gwardzistami, do których król pała nazbyt ewidentną nienawiścią. Jeden z Gwardzistów, zakapturzony mężczyzna w masce ptaka, stoi w tłumie, wmieszany między ludzi, słuchając zapowiedzi króla: golemy nie spoczną, póki ostatni z buntowników nie zawiśnie. Tak rozpoczyna się wydana trzy dni temu, 10 listopada, przygodówka „Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo”, sygnowana przez Artifex Mundi, choć wyprodukowana przez inne polskie studio, World-Loom. CZYM SĄ HOPA? JAKIE SĄ GRY ARTIFEX MUNDI? Dla mnie gry spod szyldu Artifex Mundi są wśród przygodówek tym, czym pratchettowska seria Świata Dysku wśród książek fantasy. Czymś takim, do czego możesz się przyzwyczaić; wiedząc, że zbyt szybko się nie skończy (Pratchett w tym cyklu wydawał czterdzieści jeden pozycji — Artifex Mundi chyba nawet więcej gier), że łatwo się wchłania (w tym dobrym sensie, w sensie przyjemnego odcięcia się od świata, tak bardzo pożądanego, od czasu do czasu), że doświadczenie, mimo coraz to nowszych wątków i motywów, będzie miało …

Byłeś tu ze mną, Michale, noc w noc

AKT PIERWSZY, SCENA PIERWSZA W tle stresująca muzyka. Tum-dum. Michał zbliża się do celu. Tum-dum. Stawia kroczek po kroczku, stara się robić to cicho, żeby żadna ze wścibskich sąsiadek nie przybiegła do judasza. Tum-dum. Klatka schodowa skąpana jest w półmroku. Tum-dum. Michał wie, bo mieszka tu już za, kurwa, długo, że potrzebny jest jeszcze tylko jeden krok, żeby zamontowana w rogu fotokomórka zareagowała. Tum-dum. I rzeczywiście. Tum-dum. Robi krok, a światło zapala się. Tum-dum. Teraz, jeśli ktoś go przyuważy. Tum-dum. Już na zawsze mu to zapamięta. Tum-dum. Ten złodziejski występek. Tum-dum. Obsesję posiadania. Tum-dum. Posiadania książek. Tum-dum. Najlepiej w ilości, której nigdy nie przeczyta. MICHAŁ (klękając nad stertą książek, wyraźnie wzburzony) Czy to możliwe, że komuś wypadły? DRUGA CZĄSTKA MICHAŁA (w myślach, współdzielonych z Michałem właściwym) A jak to sobie wyobrażasz, że ktoś wyrzuciłby… książki? MICHAŁ Faktycznie, to niemożliwe. Choć z drugiej strony, Rihanna «istnieje»! Też jakby… OBAJ MICHAŁOWIE (dokańczają wspólnie) …wbrew wszystkiemu! MICHAŁ (z obrzydzeniem) Czyli jednak ktoś wyrzucił? No bo tu, tak pod drzwiami wejściowymi? Niemożliwe, żeby ktoś zostawił je na chwilę. DRUGA …