Year: 2017

Koniecznie wybierzcie się na Nacisk, nowy wrocławski festiwal druku

Jestem pełen podziwu, jak dobry program drukarnia Drukomat i stowarzyszenie Regime Brigade przygotowali na pierwszą edycję swojego nowego festiwalu druku, Nacisk. Jeżeli mieszkacie w okolicach Wrocławia, nie może was tam zabraknąć! Zaplanowano dwie prelekcje — Ryszarda Kai i Patryka Hardzieja. Pierwszy, niezwykle utalentowany plakacista, opowie o tym, jak przelać siebie na papier. „O tym, jak w niezakłamany i nieskomplikowany sposób odbić swoje linie papilarne, jak tworząc pokazać prawdziwe »ja« nawet na małym fragmencie celulozy i utrwalić swój ślad w trybach ciężkich, ogromnych maszyn drukarskich w prosty sposób”. Drugi, ilustrator i propagator dobrego logotypu, „przeanalizuje identyfikację wizualną Centrali Produktów Naftowych, opowie o jej historii, twórcach i okolicznościach powstania”. Grzegorz Myćka i Bartosz Mamak z grupy BiG Poster przygotowali na tę okoliczność wystawę, na której będzie można zobaczyć selekcję plakatów ich autorstwa, a także prezentację zinu będącego chyba ich największą zajawką (Ola pisała o nim pod koniec lipca) — oprócz dwóch pierwszych numerów, pojawiają się dwa realizowane w ramach festiwali ArtWeek i podczas Kongresu Kobiet w Poznaniu, które dotąd nie były szerzej pokazywane. Dodatkowo, panowie będą mieli …

„Gify są fajnym kompromisem między ilustracją a rozbudowaną animacją”. O gifach Oli Jasionowskiej

Przygotowując tekst o plakatach Oli Jasionowskiej, zauważyłam, że wiele z jej projektów ma swoją animowaną wersję zapisaną w formacie gif, zapytałam Oli jak myśli, czy animowane plakaty zastąpią kiedyś plakaty papierowe? „Myślę, że nic nie zastąpi papieru. Papier jest super. Gify są fajnym kompromisem między ilustracją a rozbudowaną animacją. Doskonale odpowiadają na potrzeby dzisiejszego odbiorcy, który chce szybko przyswajać treści w internecie, ale który nie pogardzi też ilustracją do takiej treści. Nie angażuje tak bardzo, jak film, ale proponuje coś więcej, niż statyczny obrazek. Lubię gify Kiszkiloszki i Scorpiona Daggera, ale oni robią znacznie więcej, niż to, o czym powiedziałam przed chwilą. Są przemistrzami” — odpowiedziała. Choć jej gify charakteryzuje raczej absurdalny niż wisielczy humor, to ten drugi również bardzo polubiła za sprawą jednego ze swoich pierwszych szefów: „Lubię Kiszkiloszki, Scorpion Daggera, Bolesława Chromrego i biurowe zdjęcia ze stocka — czyli chyba lubię czarny humor. Jeśli dobrze pamiętam, takie rzeczy zaczęły mi się podobać, kiedy pracowałam w zakładzie produkującym pieczątki, a za moimi plecami w biurze wyłożonym boazerią pływała pirania w akwarium, którą szef karmił …

„Krytyka jest wpisana w zawód grafika i nie wyobrażam sobie forsowania projektu, który tylko mi się podoba”. O plakatach Oli Jasionowskiej

Mało śpi, dużo projektuje. Boi się latać, ale ma nadzieję, że ten strach kiedyś minie, bo chciałaby zobaczyć na żywo swoją rysunkową panoramę miasta w poczekalni odlotów na warszawskim Okęciu. Stworzyła identyfikację wizualną dla Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, plakat z podziękowaniem dla „spacerowiczów” też jest jej i jest z niego bardzo dumna. Ilustrowała książkę dla dzieci „Hej, Szprotka!”, tworzy plakaty, gify, neony, upiększa Warszawę jako grafik miejski. Kto taki? Ola Jasionowska. Przez długi czas kojarzona jedynie z „Hozmówkami z Hanną”, przez co czuła się trochę jak: „dorosła gwiazda serialu, w którym grała jako dziecko”. Dzisiaj o Hozmówkach nie będzie nic, dzisiaj będzie o plakatach. Pierwsze projekty zrobiła dla Baru Studio i właściwie od tego momentu zaczęła się jej przygoda z plakatami: „W 2012 roku pod koniec działalności Chłodnej 25 i na początku istnienia BaruStudio, Zuzia Mockałło i Grzesiek Lewandowski (właściciele) zaproponowali, żebym coś dla nich narysowała. To było chyba »Pierwsze wiosenne śniadanie«, ten pierwszy plakat. Mimo że jako graficzka pracuję znacznie dłużej, to dzięki tej współpracy przekonałam się, że jest to moja ulubiona dziedzina projektowania. Współpracujemy …

Dostaliśmy bezlusterkowca Fujifilm X-A10. Oto pierwsze wrażenia i garść zdjęć, które zrobiłem

Przysłona, migawka, ISO, ekspozycja, ogniskowa — jeszcze do niedawna te terminy rozumiałem tylko teoretycznie. Nigdy wcześniej nie miałem sprzętu, dzięki któremu mógłbym pobawić się nimi w praktyce. To się jednak zmieniło za sprawą pewnego kociarza Mieszka, który, z ramienia agencji, zaproponował nam fajną współpracę. Otóż niedawno kurier przywiózł nam uroczy kuferek, wewnątrz którego był aparat cyfrowy z wymienną optyką, czyli tak zwany bezlusterkowiec. Mowa o modelu X-A10 debiutującym w grudniu 2016 roku jako „najtańszy bezlusterkowiec od Fujifilm”, z wyglądu piękniutkim, ze specyficznym dla tej marki powrotem do retro dizajnu. Teraz zdradzę swoje pierwsze wrażenia i pokażę zdjęcia, które z jego pomocą zrobiłem. Zanim wziąłem ten sprzęt do rąk, zdążyłem poczytać teksty i pooglądać filmiki o trójkącie ekspozycji, jeśli chodzi o teorię, ale nic więcej — reszta była dla mnie absolutną czarną magią. Później wreszcie chwyciłem aparat, zamontowałem kitowy obiektyw, Fujinon XC 16-50mm f/3.5-5.6 OIS II, i zacząłem się bawić. Przekręciłem na tryb manualny i spojrzałem na ekranik (X-A10 nie ma wizjera, więc fotografujesz dzięki trzycalowemu LCD z podglądem na żywo). Na wyświetlaczu zobaczyłem zupełną ciemność. Co prawda …

Zarąbista akcja dla Huncwotów

Do Huncwotów, czyli uczestników akcji pisania listów i osób, które chciałyby w takiej akcji wziąć udział! Mam do was ogromną prośbę. Będę organizował akcję związaną z pisaniem listów. Chciałbym zrobić imprezę Róbmy Dobrze w jednej z trójmiejskich knajp (zależy, która by mnie przygarnęła), na którym byłoby oczywiście piwo, fajni ludzie i rozmowy, ale też jakieś atrakcje, między innymi przyszedłbym z workiem, w którym miałbym dużo listów od Huncwotów, specjalnie napisanych na tę okazję. Osoby, które stawiłyby się na żywo, mogłyby z tego worka wylosować list dla siebie — otworzyć go, przeczytać, zachować, a w razie chęci również odpisać. Samych listów nie czytalibyśmy na głos (!), ale wszelkie fajne załączniki — rysunki, naklejki pocztówki, czy cokolwiek innego — moglibyśmy sobie wzajemnie śmiało pokazywać, żeby było ciekawiej. Huncwoty, sprawilibyście mi ogromną przyjemność, gdybyście napisali taki list, albo listy (limitów nie ma, ja sam zamierzam napisać koło dziesięciu, może nawet więcej). Zasady są proste. Najpierw piszecie list — na jego końcu możecie, ale nie musicie napisać swój adres, zależy czy chcecie, żeby osoba, która to wylosuje, mogła odpisać. …

Featured Video Play Icon

Ramona Rey — Jak Ty

Kiedy poznałam Michała miał on kilka swoich muzycznych platonicznych miłości. Jedną z nich była Ramona Rey. Próbował mnie nawet tą miłością do niej zarazić. Gdy obklejaliśmy północną ścianę mojego pokoju plakatami, wyciął z jakiegoś magazynu zdjęcie Ramony i wcisnął między Mileną Lisiecką wróżąca ze szklanej kuli na plakacie „Według Agafii” a słoikiem ogórków marynowanych Agaty Królak reklamującym „Z działki, z lasu i takie tam”. Ten pierwszy podarował mi teatr Jaracza, ten drugi pochodzi z toalety dawnej gdańskiej Fikcji. Na zdjęciu się nie skończyło. Innym razem puścił mi film, w którego soundtracku jest utwór Ramony. Prób było więcej, polegały głównie na kilkugodzinnych sesjach muzycznych z wszystkimi trzema albumami RR po trochu. Szczerze mówiąc, podobały mi się piosenki Ramony, to jej balansowanie na granicy szaleństwa i histerii było wciągające, ale prawdziwą miłość i uzależnienie poczułam dopiero do piosenki „Jak Ty”. Do piosenki i klipu, bo pierwszy raz usłyszałam ją, oglądając jednocześnie teledysk i myślę, że właśnie dlatego zrobiła na mnie takie wrażenie. Mamy więc dwie Ramony, które przy pierwszym obejrzeniu klipu zinterpretowałam jako podwójną osobowość bohaterki teledysku. …

VHS Hell w Kinie Żeglarz. Przeżyj fajną przygodę i wesprzyj znikające kino

Byliście kiedyś na Półwyspie Helskim? Jeśli nie, to gorąco polecam, bo jest to miejsce niezwykłego klimatu. Jedziesz pociągiem, wyglądasz z okna, a tam z lewej strony morze, z prawej morze, do tego czający się na każdym kroku zalążek przygody. Zresztą, już niedługo będziecie mieli fajny pretekst, żeby się tam wybrać — w Kinie Żeglarz w Jastarni, studyjnym kinie mieszczącym się w centrum półwyspu, odbędą się pokazy świetnej imprezy VHS Hell. Ale po kolei. Dla tych, którzy nie wiedzą, VHS Hell to cykliczne imprezy, podczas których wyświetlane są filmy klasy B. Inicjatywę najlepiej przedstawiają sami twórcy: „Chcemy, abyście przypomnieli sobie czasy, kiedy po upadku komunizmu na osiedlach zaczęły rządzić wypożyczalnie wideo, a wszyscy bezkrytycznie zachłystywali się Zachodem. Na naszych pokazach zobaczycie filmy zapomniane, absurdalnie nakręcone, tandetne i niesmaczne, a jednocześnie perwersyjnie fascynujące. Gumowym potworom, opętanym seksem kosmitom i punkom ery nuklearnego Holokaustu zawsze towarzyszy głos znudzonego lektora i trzaski porysowanej taśmy video. Zupełnie jak dwadzieścia lat temu”. Najważniejsze, co chciałbym, żeby wybrzmiało o samym kinie, to fakt, że to nie jest kolejne kino, które zaserwuje wam …

O sesji „Indian Ghosts” Wiktora Franko

„Seria »Indian Ghosts« powstała w jednym z ważniejszych dla mnie miejsc” — napisał mi Wiktor Franko. — „W Michałowicach, miejscowości położonej w górach, z której roztacza się piękny widok na pasmo Karkonoszy. Ilekroć planuję wyjazd w to magiczne miejsce, w głowie układam pomysł na kolejną serię fotograficzną. W maju zeszłego roku przechodziłem silną fascynację naturą, jej rdzennym charakterem, pierwotnością instynktów, mistycyzmem i duchowością — te wszystkie elementy idealnie złożyły mi się na indiańską opowieść, w której mógłbym dotknąć każdego z tych tematów. Uwielbiam fotografować przy naturalnym świetle, szczególnie gdy słońce znajdzie się już za horyzontem, wtedy nastaje niepowtarzalna atmosfera spokoju, tajemnicy, dlatego też te zdjęcia powstały właśnie o tej porze dnia. Dodatkowym, a raczej głównym źródłem światła było jednak rozpalone ognisko, wokół którego tańczyła i odprawiała indiańskie modły Malwina. Wyzwaniem technicznym było dla mnie zbalansowanie szybko zachodzącego światła słonecznego ze światłem z ogniska — na główny trzon zdjęć miałem dosłownie piętnaście minut”. Ale jak sami widzicie, ten kwadrans wystarczył, żeby zrobić świetne zdjęcia — klimatyczne i wciągające. Niektóre z nich niosą ducha wolności, twórczej energii, …

„Najważniejszy w plakacie jest przekaz”. Maks Bereski o plakacie i Plakiacie

Nazywa się Maks Bereski, choć pewnie część z was mijając go na ulicy, krzyknie: „Cześć, Plakiat!”, bowiem z tego internetowego projektu, w którym pokazuje własne, alternatywne wersje plakatów filmowych, jest najbardziej znany. Wikipedia wymienia go wśród kontynuatorów Polskie Szkoły Plakatu. Jest to dla niego powód do dumy, ale on sam chciałby zostać zapamiętany: „[…] jako ktoś, kto starał się zmienić pewien zły nawyk pójścia na łatwiznę w plakacie”. Jego przygoda z plakatem zaczęła się na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika — „[…] od momentu, gdy jako młody student poszukiwałem własnego wizualnego języka, by móc przelać odczucia i kłębiące się pomysły na papier. Zaczytywałem się wówczas w brytyjskim filmowym magazynie »Empire«, gdzie swe prace przez niedługi czas prezentował Olly Moss. Zainteresowałem się również Polską Szkołą Plakatu, do której dziś jestem przyrównywany, co jest bardzo miłe i nobilitujące. Był to fantastyczny okres w historii projektowania, intelektualnie stymulujący dla odbiorcy, jak i plakatowej konkurencji. Ponieważ z natury jestem buntownikiem i nie przepadam za »masówką« i komercją, ponieważ lubię poszukiwania, wpadłem na pomysł, by rozpocząć coś, co …

Featured Video Play Icon

Bass Astral x Igo — Orell

Piękne piersi Aleksandry Dobek w pięknym klipie pięknych chłopców grających piękną muzę. I wszystko się kuźwa błyszczy! Duet Bass Astral x Igo to jeden z ciekawszych młodych polskich projektów. Za scenariusz i reżyserię tego klipu odpowiada Małgorzata Pawińska.