Month: Luty 2017

Czy centra handlowe są oazą dla matek? O „Jak pokochać centra handlowe” Natalii Fiedorczuk-Cieślak

Lubię obserwować ludzi na Instagramie, to moje wstydliwe hobby. Oni różnią się od tych z rzeczywistości, są jednocześnie mniej prawdziwi i bardziej sobą. Co to znaczy? Już wyjaśniam. Masz przed sobą Instagram młodej modelki, która zaczyna karierę — spodziewasz się mnóstwa selfie i zdjęć z sesji. Spodziewasz się, że jest pewna siebie, może nawet lekko arogancka. Wie, że faceci patrzą na nią z pożądaniem, a kobiety z zazdrością. Z zaskoczeniem odkryjesz, że ilość zdjęć jej kota, przyjaciół i miasta, w którym mieszka jest zdecydowanie większa niż ilość zdjęć z ręki, czy wykonanych w zachwycającym anturażu przez utalentowanych fotografów. Kobieta, na co dzień pani kierownik, surowa, wymagająca i zimna, zawsze elegancka i, jak ci się wydaje, zbyt poważna, żeby do sklepu iść na pieszo, publikuje swoje zdjęcie, gdzie siedzi na śniegu w stroju narciarskim z zamyśloną miną, w tle góry. Powiecie, że to tylko na pokaz, ale ja wierzę, że ta chwila „słabości” — zamyślenia, nie była planowana, a dzielenie się nią, to próba niezatracania siebie w pozie wymagającej szefowej. Nie wierzę, że nie ma ludzi, …

Za czym tęskni Marcin Wicha? Czyli o książce „Jak przestałem kochać design”

W gdańskim Brzeźnie stoi billboard osiedlowego baru mlecznego reklamującego się hasłem: „Zobacz jak bardzo urosły nam piersi”. „Logo też mają całkiem w cipkę” — zauważyła czytelniczka, kiedy Michał podzielił się na naszym fanpejdżu zdjęciem tej wątpliwej jakości reklamy. Patrząc na takie projekty, nie dziwi mnie, dlaczego Marcin Wicha przestał kochać dizajn. Ku chwale podobnych perełek powstają społeczności zrzeszone na Grafik płakał jak projektował, Brief — co znosi psychika grafika, Polska Szkoła Plagiatu, wyrazem tej frustracji jest też książka Wichy — projektanta, którego estetyczny gust kształtował się od najmłodszych lat za sprawą ojca, cenionego architekta, Piotra Wichy. „Zmarnowałem dzieciństwo i młodość. Nie słuchałem Stonesów ani Depeche Mode. Moimi rockmanami byli graficy” — wyznaje z przekorą autor. I dlatego jest jedną z najbardziej odpowiednich osób, które mogą opowiedzieć o tym, co działo się i nadal dzieje, co było, i jest, złego, a co dobrego w dizajnie. Książka to zbiór historii często w postaci krótkich anegdot, które spotkały Marcina Wichę. Najpierw w domu rodzinnym — życie z ojcem estetą i idealistą czasem może być trudne, często pouczające, ale …

Czy kobiety mają do powiedzenia więcej niż mężczyźni? „Kaprysik” Mariusza Szczygła

Są trzy rzeczy, które zawsze poprawiają mi humor: słodko-słony smak, spacer nad morzem i pies liżący mnie po nosie. Do tej listy dopisuję „Kaprysik” Mariusza Szczygła. To króciutka i przyjemna lektura na wieczór — zbiór reportaży, których wspólnym mianownikiem są kobiety. „Jak wiadomo, kobiety mają więcej do powiedzenia niż mężczyźni. Uważam, że ludzkość nie robi z tego zjawiska wystarczająco dobrego użytku” — pisze we wstępie autor, po czym robi użytek z damskich historii i zbiera je w sześćdziesięciostronicowej książeczce z różową okładką i o wdzięcznym tytule „Kaprysik”. Jeśli myślisz, że infantylnie — pewnie masz rację. Ale kobiety (tak jak mężczyźni) bywają czasem infantylne i o ile nie dzieje się to bez przerwy i nie przybiera rozmiarów rozpuszczonego dziecka, nad którym nie można zapanować, jest to nawet rozczulające. Tak jak historie, które opowiada Szczygieł. Jest reportaż o kobiecie, która przez prawie sześćdziesiąt lat zapisywała szczegółowo i bardzo rzeczowo, co robiła każdego kolejnego dnia życia. Zeszytów zapisała ponad siedemset. Znajdziecie opowieść o Annie, która od 1991 roku, od dnia, gdy potrzebowała zdjęcia dyplomowego, regularnie odwiedza szczeciński zakład …

Co się wydarzyło w martwej dolinie? O „Martwej dolinie” Franka Westermana

Jakie są twoje wieczorne rytuały? Czytasz książkę, robisz sobie herbatę, przesuwasz palcem po kolejnych aplikacjach w telefonie, oglądasz telewizję, zasypiasz? Poranki również mają swój stały rytm. Po przebudzeniu bierzesz prysznic, parzysz kawę, gapisz się w okno, przeglądasz gazetę, włączasz radio, szykujesz się do wyjścia. Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że gdzieś między twoim myciem zębów przed snem i parzeniem kawy przed wyjściem z domu, być może w momencie, kiedy gasisz nocną lampkę lub kiedy śnisz o przepisie na emememsy otrzymanym od czteroletniego syna sąsiada, na innym kontynencie umiera prawie dwa tysiące ludzi, kilka tysięcy zwierząt, wszelkie życie poza roślinnością i nikt nie wie dlaczego? Ta tragedia wydarzyła się naprawdę w nocy z 21 na 22 sierpnia 1986 roku w dolinie Nyos w Kamerunie. Większość ofiar wyglądała jakby zmarła we śnie, domostwa nie były zniszczone, dolinę okryły martwe ciała ludzi, zwierząt, a nawet owadów. Pierwsze doniesienia dotyczące tragedii mówiły o uwolnieniu się z jeziora chmury trujących gazów i uduszeniu wszystkich istot żywych, które znalazły się w jej zasięgu. Ustalaniem przyczyn tragedii zajęli się naukowcy z …