Month: Kwiecień 2017

O domowej dżungli. Czyli pięć polskich marek, u których znajdziesz najpiękniejsze doniczki i kwietniki

Jest wiosna, a to najlepszy czas, żeby zadbać o swoje domowe dżungle. Praca z roślinami i ziemią to jedno z najbardziej odstresowujących mnie zajęć i również uzależniających. Zaczynasz od czterech kwiatków swobodnie mieszczących się na parapecie, a po roku okazuje się, że masz tyle roślin, że nie wiesz, w co je przesadzać i gdzie je stawiać. Już kiedyś pokazywałam wam kilka marek, w większości zagranicznych, tworzących produkty, dzięki którym możemy w ciekawy sposób wyeksponować domowe rośliny, tym razem zebrałam dla was produkty z Polski. Doniczki, kwietniki i osłonki, które znajdziecie w tym wpisie, są zarówno świetnym elementem wystroju, jak i pomocnym, w przypadku, gdy wydaje ci się, że kolejną doniczkę możesz sobie postawić co najwyżej na głowie. BUJNIE Bujnie to marka, która nie tylko ma fajną nazwę i przyciągające uwagę logo, ale także marka, która tworzy piękne i funkcjonalne stojaki oraz kwietniki dla roślin. Idealne, kiedy na parapetach i półkach brakuje już miejsca. Minimalistyczna forma, wysokiej jakości materiały i ręczne wykonanie — to główne zalety. Za Bujnie stoi para: Szymon i Iza, których przygoda z …

Pudełko po kremie

Supermarket. Stałem w kolejce do kasy. Przede mną facet, a przed nim staruszka, osiemdziesięcioletnia lekką ręką, ale obstawiałem, że nawet starsza. Ubrana była biednie; w zniszczone ciuchy, z wygniecioną reklamówką zamiast torebki. Młoda kasjerka nabiła jej zakupy, a potem powiedziała coś w stylu: „Jeszcze ten krem, który pani schowała”. Staruszka, ewidentnie zdziwiona, tłumaczyła, że nie wie, o co chodzi, ale kasjerka ciągnęła temat, robiąc raban wokół tego kremu. Zarzuty nie były przedstawione dyskretnie, więc słyszeliśmy to ja, facet przede mną i kilka osób wokół. Staruszka szła w zaparte, a kasjerka kontynuowała: „Gdzie schowała pani ten krem Nivea? W tej czarnej siatce?”. Staruszka była coraz bardziej roztrzęsiona — mieszanka strachu i poniżenia zwilżała jej oczy. Załamującym się głosem powtarzała, że nie wie, o co chodzi. Że żadnego kremu nie schowała. Kasjerka dalej swoje. Facet przede mną coś powiedział, ale nie zrozumiałem co — chyba „Zapłacę za ten krem”, na wypadek, gdyby okazało się, że to kradzież (choć mogłem być naiwnym idealistą). Staruszce zaczęły trząść się dłonie, już jakby bez wiary w powodzenie powtarzała, że ona niczego …