książki, twórczość
jeden komentarz

Na jakiej wyspie mieszka więcej niedźwiedzi niż ludzi? O „Białym” Ilony Wiśniewskiej

„BIAŁE. ZIMNA WYSPA SPITSBERGEN”, ILONA WIŚNIEWSKA, 2014, CZARNE

Książka, którą chcę polecić i przed którą chcę ostrzec to „Białe” Ilony Wiśniewskiej. Jeśli ta książka znajdzie się w twoich rękach, czeka cię ponad dwieście stron podróży, o jakiej ci się nie śniło, podróży przez mroźny Spitsbergen — krainę, którą zamieszkuje „dwa i pół tysiąca ludzi, a niedźwiedzi polarnych pół tysiąca więcej”, gdzie arktyczne lato jest „chłodniejsze od tego europejskiego o jakieś trzydzieści stopni” i gdzie „przez cztery miesiące nie ma słońca, a przez kolejne pięć nie zachodzi”. Ale uważaj, bo gdy dotrzesz do końca książki, będziesz chciał wyruszyć w tę podróż jeszcze raz, tym razem odległości mierząc kilometrami, nie stronami.

„Białe” to nie przewodnik turystyczny po Spitspergenie, to przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy zdecydowali się w tych trudnych dla człowieka warunkach, spędzić kawałek swojego życia. Na samym początku poznajemy Galinę młodą kobietę pracującą na statku wycieczkowym, która pewnego dnia wyskoczyła za burtę, od tak. Był rok 1985. „W morzu Arktycznym umiera się po kilku minutach” — pisze Wiśniewska, a Galina jakimś cudem przeżyła, zachęcano ją później, by jak najszybciej ubiegała się o azyl, ale ona postanowiła wrócić do domu, na Ukrainę. Jest tu Marcela pochodząca z Meksyku, która bardziej niż stateczne życie ceni przygodę. Przyprawiała zatwardziałych kawalerów o szybsze bicie serca i co sobie postanowiła, zawsze jej się udawało. Po przyjeździe do Norwegii najpierw założyła firmę produkującą tortille, potem została fotografem przyrody. Poznacie Haralda myśliwego-samotnika z Bergen. Przyjechał tutaj na rok, a został na całe życie. Mieszka z dala od ludzkich domostw i nie lubi obcych. „Harald nie chodzi na kompromisy i nie udaje. Jeśli za kimś nie przepada, ten ktoś dowie się pierwszy. Harald lubi spokój. Ten zapach. Zapach starego mężczyzny, garbowanej skóry, samotnego życia i zgody na nie”. Przeczytacie wspomnienia kilku polarników z różnych ekip badawczych PAN, które od 1957 roku zimowały na Spitsbergenie. I historię Omida, który uciekł z Iranu, najpierw do Wiednia, potem do Oslo, a na końcu na Svalbard (archipelag, w którego skład wchodzi wyspa Spitsbergen), gdzie dotarł w lekkich butach i bez kurtki, bo nikt go nie ostrzegł, jak tam jest zimno. Przez dziesięć lat kochał dziewczynę o imieniu Szarmin, ale bał się to wyznać, dopiero będąc w Norwegii, odważył się wysłać jej list. Po paru tygodniach zadzwoniła. Jak się okazało przez te wszystkie lata odwzajemniała jego uczucia, ale teraz jest już za późno, była mężatką. Przeczytacie o przygodach Wojtka Moskala — polarnika i zdobywcy bieguna północnego, jego historie na równi bawią i zaskakują. Ostatnia osoba, którą wymienię i która najmocniej zapadła mi w pamięć to Karolina Karaś. Do Longyearbyen ściągnął ją mąż Jacek Karaś — znany w Polsce maszer — w 2003 roku. Dwa lata później Jacek zginął. Po jego śmierci zdecydowała się nie wracać do rodzinnego Sopotu, została w Longyearbyen, zajmuje się psami zaprzęgowymi, ma ich dziewięć, a żeby je utrzymać, pracuje na dwóch, a czasem nawet trzech etatach. To jeszcze nie wszyscy rozmówcy Ilony Wiśniewskiej, a ich historie przeplatają nieprzegadane opisy tej niezwykłej wyspy i warunków życia na niej. Relacje otrzymujemy z pierwszej ręki, ponieważ autorka książki mieszka na Spitsbergenie od 2010 roku.

Gdzieś na początku książki pada takie zdanie: „Łatwo tu zapomnieć, że świat jest gdzie indziej”. Jeśli zmęczyłeś się światem i chcesz o nim na chwilę zapomnieć, przeczytaj tę książkę. Ja już się szykuje do kolejnego reportażu Ilony Wiśniewskiej — „Hen. Na północy Norwegii” z 2016 roku (papierowa/elektroniczna).

Kup książkę papierową lub elektroniczną.

„Arktyczne lato było chłodniejsze od tego europejskiego o jakieś trzydzieści stopni, więc dało się zebrać myśli. Bryły, kolory, odgłosy, wszystko było inaczej. W środku nocy zimne słońce świeciło tuż nad linią lodowatego morza, a powietrze nie miało żadnego zapachu. Ludzie niby ci sami, ale planeta jakby inna.”

„Na Spitsbergenie przez cztery miesiące nie ma słońca, a przez kolejne pięć nie zachodzi. Łatwo tu zapomnieć, że świat jest gdzie indziej.”

„A że Spitsbergen? Koniec świata to dobry początek.”

„— Z jednej strony masz tu wszystko: dziką naturę na wyciągnięcie ręki, podatek dochodowy 15,8 procent, uniwersytet, Globalny Bank Nasion, hotel Radisson Blu, chór, aerobik w wodzie, festiwale, galerię sztuki, grupę cyrkową, świeże awokado i ser halloumi. — Otwiera z sykiem puszkę coli light. — Z drugiej strony jesteś w najdalej wysuniętym na północ miasteczku na świecie, gdzie jest ciemno przez jedną trzecią roku, prawo zabrania posiadania kotów, nie ma pająków, najwyższa roślina to trzydziestocentymetrowa trawa, warzywa kupujesz pakowane próżniowo i, o, zamiast na ławce siedzisz nad morzem na europalecie! Prawdziwy świat toto nie jest.”

„Marcela zerwała zaręczyny i wyjechała do Europy. Nie chciała, żeby jej życie było zaplanowane z góry. Chciała, żeby ją zaskakiwało. Najpierw studiowała w Barcelonie, potem w Paryżu i to właśnie tam zdecydowała się objechać kontynent. O Skandynawii usłyszała gdzieś po drodze — że jest tam piękna przyroda i są też piękni mężczyźni. Kiedy po wyjściu z tunelu w centrum Sztokholmu w wystawach sklepowych zobaczyła blond manekiny z boskimi twarzami wyciosanymi z plastiku, a potem dowiedziała się, że te manekiny są robione na wzór prawdziwych mężczyzn, już wiedziała, że jest w domu.”

„— Mamy w Meksyku takie powiedzenie: »Dodaj więcej śmietany do tacos«. Ciągle nam czegoś mało i zawsze chcemy więcej — mówi, zapinając kurtkę pod szyją, bo nagle zrywa się wiatr. Świat należy do Marceli i ona ten świat smakuje jak świeżą tortillę.”

„Na ulicy najpierw się uśmiechamy, a dopiero potem patrzymy do kogo. Na uśmiechach jednak często się kończy, dlatego jak już się znajdzie kogoś, z kim dobrze pomilczeć, lepiej się go trzymać. My znalazłyśmy się przez przypadek i dajemy sobie prawo do samotności. Tutaj przyjaźnie zaczynają się tak szybko, jak kończą, bo prędzej czy później i tak wszyscy wyjadą.”

„— Jednego dnia obudziłem się rano i mówię: »Oto jest dzień, kiedy upoluję pardwę«. — Leszek, przyjaciel Królika i poetycka dusza, opowiada, jak to w pewną niedzielę poczuł zew natury.
Skompletował sprzęt i wyruszył dziarskim krokiem. Słońce świeciło zza jego pleców, kiedy uruchamiał łódź i dobijał do brzegów Diabasodden, zatoki po drugiej stronie fiordu. Idzie, skrada się niczym łasica i nagle patrzy, jest. Pardwa jak malowana. Widzi go i nie ucieka. Leszek podchodzi do niej, przystawia jej lufę do głowy, namierza, a ta na to: »Gru, gru«.
— No nie. — Leszek rozkłada ręce. — I to było tyle, jeśli chodzi o moje doświadczenia z samodzielnym polowaniem.”

„Cztery renifery dają sześć litrów czystej krwi, a ta starcza do zrobienia naleśników według przepisu jego babci. Poza krwią potrzebne są: mleko w proszku, kilogram cukru, cztery paczki kardamonu, cztery paczki cynamonu, cukier wanilinowy, pięć kilogramów mąki i ewentualnie trochę rodzynek i tłuszcz z renifera pocięty w paski. Składniki miesza się mikserem, zawartość gotuje w płóciennych podłużnych torbach przez dwie godziny, potem wiesza je do wystygnięcia i na koniec torbę rozcina, a zawartość kroi w plastry. Całość ma konsystencję ciasta.”

„W północnej Norwegii zwykło się straszyć dzieci, że jeśli pomachają do zorzy czymś białym, zorza zejdzie na ziemię i machającego zabierze.”

„Ciemność uczy cierpliwości.”

„Gdy się już człowiek przyzwyczai do ciemności, dziwnie się robi na myśl o powrocie światła. Bez słońca wszystko jest określone, wiadomo, że nigdzie dalej się nie pójdzie. Można łatwiej sobie wtedy poukładać przestrzeń. Ciemno jest na swój sposób wygodne.”

„Ciemność nie jest problemem. Problemem jest samotność w ciemności.”

„Mucha!
Prawdziwa, wielka, tłusta mucha! Wlatuje do kuchni i obija się pod lampką. Ta mucha jest jak powiew normalnego świata. Jakby ktoś otworzył dźwiękoszczelne drzwi, za którymi są owady i ptaki, szum ulicy i stukot pociągów. Zarządzam, że zamieszka w kuchni, bo tam będzie jej najbezpieczniej. Mucha w tym czasie łypie i nawet się nie drapnie. Tym samym wchodzi w życie zakaz wietrzenia, łapania w kubek i wypuszczania na zimno. Birger pokornie znosi wszelkie rozporządzenia. Siedzimy w pokoju, a z kuchni dobywa się bzyczenie. Mamy zwierzątko!”

„— W tej branży nie jesteś psem, tylko przedmiotem. Biegniesz i wracasz na łańcuch. Nie ma szans na żaden bliższy kontakt ze zwierzęciem.”

„Nauczona psim zwyczajem, rzadko kiedy patrzy rozmówcy prosto w oczy.”

„Wiosna razi w oczy. Wielki reflektor świeci teraz przez okna całą dobę, odbijając się od wypolerowanego śniegu, i nie ma go jak wyłączyć. Białe nie daje spać. Jak w nie patrzeć za długo, to cała reszta robi się czarna i znowu nic nie widać.”

„To znaczy, że śnieg w połączeniu z białym niebem zaciera wszelkie odległości, proporcje, piony i poziomy. Białe może być jak czarne. Pozbawia szczegółów. Za mocne światło boli, rozchwiewa nie mniej niż jego brak.”

książki, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

Jeden komentarz

  1. marta says

    mam drugą książkę Wiśniewskiej, „Hen” – zrobiła mi coś takiego w duszę, że bałam się ją skończyć i wciąż czeka na mnie ostatni rozdział. dałam ją też dziadkowi do przeczytania i zrobił mu się od tego Spitsbergen taki ognik w oczach.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi