gry, twórczość
Skomentuj

Majowie, egzotyczne majtki, zazdrość i zatrute strzałki. O przygodówce „Broken Sword II: The Smoking Mirror”

Rzeczą przez którą „Broken Sword II: The Smoking Mirror” jest dla mnie jeszcze lepsze od jedynki jest tematyka – Majowie, w odróżnieniu od Templariuszy, mnie interesują. Wszystko pozostałe za co pokochałem „The Shadow of the Templars” pojawia się również tu.

To co możemy teraz kupić to jest wersja zremasterowana, poprawiona i dostasowana do urządzeń mobilnych. Od strony technicznie niewiele się różni od poprzednika – jest troszkę ładniejsza, mając lepiej zrobiony interfejs dialogu i ciekawsze animowane cutscenki (szczerze mówiąc te filmiki, wzorowane na komiksach i starszych filmach animowanych, to jeden z moich ukochanych elementów „Broken Sword”). Nieco bardziej wyeksponowano też możliwości silnika Virtual Theatre, wtedy innowacyjne. Kiedy przykładowo George i Nico znajdują się na jednej planszy, ona przechadza się po niej, oczekując aż nasz bohater ją zaczepi. Nie tylko ona zresztą – również bohaterowie niezależni.

Od strony technicznej twórcy gry – Charles Cecil i jego załoga ze studia Revolution Software – może i skorzystali ze sprawdzonych w jedynce rzeczy, ale widać na każdym kroku, że to nie było odcinanie kuponów. Mamy tu do czynienia z fabułą, która rozlałaby się na łamach powieści przygodowej bez cienia wstydu. Historia jest długa i wciągająca. Lokacje interesujące. Bohaterowie jak żywi.

Voice acting po raz drugi został podłożony pod każde zdanie, jakie pada w grze. Niestety, o ile w roli George’a znów usłyszymy Rolfa Saxona, to Nico nie przemówi już „seksownym, jak gorąca czekolada głosem” Hazel Ellerby. Przy dwójce zatrudniona została Jenny Caron Hall, która radzi sobie całkiem nieźle, ale wiadomo – podmiana głosu do którego się przyzwyczajono nigdy nie jest dobrym posunięciem.

Akcja „Broken Sword II” rozpoczyna się pół roku po zakończenia jedynki. Chociaż George Stobbart szaleńczo zakochał się w Nico, ze względu na pogarszający się stan zdrowia swojego ojca, musiał na jakiś czas wrócić do Stanów. Stamtąd oczywiście wydzwaniał do Nico, zazdrosny o to, że przy telefonie kręcił się znienawidzony przez niego kolega dziennikarki – Andre Lobineau. Już w pierwszej części George miał z nim do czynienia, bo historyk pomagał im w śledztwie jako ekspert zabytkowych przedmiotów.

W końcu Stobbart wraca do Paryża. Tylko, że Nico i Stobbart nie mają czasu by uczcić spotkanie – dziennikarka jest umówiona z pewnym archeologiem, profesor Oubierem. Ten ma powiedzieć coś o tajemniczym kamieniu Majów znalezionym, gdy węszyła wokół transportów firmy Condor Transglobal, która – jak podejrzewa – przemyca narkotyki z centralnej Ameryki.

W domu Oubiera spotyka ich jednak niemiła niespodzianka w postaci dwóch mężczyzn z Ameryki Środkowej. Nico pada na podłogę, chwilę po tym jak w jej szyję wbija się zatruta strzałka. Dziennikarka zostaje porwana, a George ogłuszony, przywiązany do krzesła i pozostawiony w pokoju, który nie tylko zaczyna płonąć, ale również po jego podłodze chodzi jadowity pająk. Musi się uporać ze stworzeniem, uwolnić się z więzów, a potem zgasić pożar by móc się wydostać.

Uwielbiam w „Broken Sword” to, że – poza takimi przedmiotami tymczasowymi, potrzebnymi by rozwiązać daną scenę, natrafia się na takie zabawne lub dziwaczne. Wtedy George taszczy je przez długi czas, pokazując różnym postaciom zdziwionym po co mu takie coś, a nawet jeśli, to dlaczego dzieli się tym faktem. Niektóre z tych przedmiotów okazują się później w jakiejś sytuacji przydatne, ale zanim to nastąpi jest sporo ubawu.

W „Broken Sword II” czymś takim są m.in. egzotyczne majteczki, które George – zanim ucieknie z domu archeologa – znajduje w torbie Nico, wraz z karteczką od Andre. Mistrzowskie będą nie tylko złośliwości, jakie Stobbart z tego powodu będzie rozrzucał, ale przede wszystkim reakcje ludzi, którym będzie je, zupełnie bez związku z rozmową, pokazywał.

Zaraz po znalezieniu majteczek, George ucieka i kontaktuje się z Andre. Nie jest to może najuprzejmiejsza rozmowa wszechczasów, ale jest dla bohatera przydatna. Okazuje się bowiem, że dziennikarka podejrzewając problemy, nie zabrała na pierwsze spotkanie kamienia Majów – ten przeleżał bezpiecznie u Andre, który dodatkowo podtyka trop, wspominając o galerii sztuki majów, w której pracuje jego kolega. George od razu się tam udaje.

Wszystko co dotąd napisałem to ledwie wstęp, nie zepsuje zabawy. Nie zdradzę już żadnych szczegółów, ale dodam, że Nico miała nosa co do Condor Transglobal – faktycznie działo się z nimi coś podejrzanego. Nie chodziło jednak o narkotyki. Chodziło o coś innego. O coś co zaprowadzi ich do miasteczka Quaramonte City w Ameryce Środkowej, a później też do innych miejsc – do wioski dzikiego dzikiego plemienia, do Anglii, a nawet na Karaiby.

W każdym z nich bohaterowie spotykają wyraziste postacie – zarówno nowe, jak i poznane w poprzedniej części. Rozmowa wciąż toczy się z wykorzystaniem specjalnych ikon, które sugerują temat (osobę lub przedmiot), ale nie szczegóły, dzięki czemu w wielu momentach to co zostaje powiedziane jest zaskoczeniem też dla gracza.

Dużą i dla mnie bardzo pozytywną zmianą jest to, że w porównaniu do jedynki jest znacznie więcej scen, w których George i Nico działają razem. Rzecz jasna od momentu, kiedy George’owi udaje się ją uwolnić.

Zremasterowana, anglojęzyczna wersja gry jest dostępna na pecety – na Steamie, a także na urządzenia mobilne z Androidem i iOS-em.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi