ilustracje, rośliny, twórczość
Skomentuj

„Domowe herbarium” Eweliny Rivillo

Internet znalazł się pod wpływem oddziaływania chłodnego frontu atmosferycznego potocznie zwanego „jesień, ty chuju!”. Synoptycy ostrzegają, przed lawinowo rosnącą liczbą malkontentów, którzy swoje niezadowolenie wylewają na portalach społecznościowych, czego skutkiem jest narastająca fala dyskryminacji i nienawistnych komentarzy pod adresem listopada (zdaje się, że w październiku ludzie są jeszcze udobruchani grzybobraniem, a w grudniu już myślą o świętach). W tej sprawie mam wam do powiedzenia tylko jedno — kocham jesień!

Jesień to słońce w kolorze bahama yellow i mżawka nazywana kapuśniaczkiem. To szelest liści pod stopami, feeria barw i korale z jarzębiny. Jesień to kalosze, skakanie po kałużach, to zapach zmokłego psa. To wreszcie ciepłe swetry, miękkie koce i kubek gorącej herbaty. Czego tu nie lubić? Aha przeziębienia. Wszyscy chodzą chorzy, zakatarzeni, kichają na innych. Rzeczywiście tak jest, ale radzę się zastanowić, czy przypadkiem sami nie jesteśmy sobie winni? Matka natura daje nam wszystko, co potrzeba, żeby nas przed chorobami uchronić, tylko jakoś nie bardzo potrafimy to docenić i z tego skorzystać. Domowe sposoby, którymi leczyły się nasze babcie, wkładamy między bajki, a większość z nas, zamiast poszukać informacji o naturalnych sposobach wzmocnienia odporności, sięga po sztuczne suplementy diety, które często mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc.

Ewelina Rivillo, którą jakiś czas temu poznaliście dzięki Wędrującemu Instagramowi, podjęła się stworzenia „Domowego herbarium” — jej pierwszej publikacji książkowej, która jest nowoczesną formą zielnika. Zawiera opisy wybranych ziół i roślin o właściwościach leczniczych oraz przepiękne ilustracje, które zaciekawiły mnie również dlatego, że podkreślają uroki jesieni. W „Domowym herbarium” znajdziemy między innymi: goździk, melisę czy owoc rokitnika. Ewelina planuje dołączyć herbarium do opakowań herbaty z własnoręcznie zbieranych ziół. Połączenie, można by powiedzieć, idealne. Mocno trzymam kciuki za ten pomysł.

„Od najmłodszych lat zbierałam różne rzeczy. Moją największą kolekcję stanowiły kamienie. Oczywiście każdy z nich był absolutnie niepowtarzalny. Pamiętam, że jeden miał na sobie mnóstwo perłowych kryształków, a inny był w kształcie gitary. To były moje pierwsze skarby. Potem przyszedł czas na najróżniejsze rośliny, kwiaty i chwasty. Wkładałam je między kartki wszystkich książek, które miałam w domu. Nauczyłam się tego od mamy, bo ona zawsze miała w nich mnóstwo czterolistnych koniczyn. Niestety ile razy próbowałam utrzymać przy życiu jakąś roślinę, zawsze prędzej niż później umierała. Więc trochę jak psychopata — jeśli nie mogłam mieć ich żywych, zatrzymywałam ich piękno właśnie takie, umarłe. I tworzyłam im pośmiertne albumy — moje pierwsze zielniki” — opowiada Ewelina.

„Bardzo dawno temu oglądałam film z motywem takiego zielnika. Była w nim pewna magiczna roślina, której owoce otwierały portal przez lustro do innego, baśniowego świata. Niestety do tej pory nie odnalazłam tytułu tego filmu i wciąż szukam. Ale coś mi pozostało z tamtego wrażenia. Świadomość, że w większości roślin jest magia, którą ludzie wykorzystywali od wielu, wielu lat. Naturalne lekarstwo. Kiedyś słyszałam, że skoro człowiek pochodzi z natury, to w naturze znajduje się wszystko, co potrafi go uleczyć. Wystarczy wiedzieć, jak to lekarstwo wydobyć. Stąd moje zainteresowanie zielarstwem. Szczególnie że dziś jesteśmy przytłoczeni chemią, która jest sposobem »na wszystko«, a jednocześnie jeszcze bardziej nas niszczy i osłabia. »Domowe herbarium« jest moją pierwszą prywatną mini alternatywą. Zasuszone rośliny wymieniłam na autorskie ilustracje. Nazywam to epką, bo zawiera tylko kilka utworów, zapowiedź większej całości” — wyjaśnia autorka.

Ewelina jest studentką grafiki na Uniwersytecie Śląskim, od niedawna pracuje również jako ilustratorka w studiu graficznym Dinksy. Poza ilustracją i grafiką warsztatową zainteresowała się jedną z najmniejszych form wyrazu artystycznego i obecnie mało popularną — sztuką ekslibrisu. Swoje podejście do pracy twórczej opisuje w słowach: „Wszystko, co tworzę, jest moją autoterapią. Kiedy rysuję, odpoczywam i jest mi po prostu dobrze. Nie tworzę, by wyrazić wzniosłe idee. Uważam, że inni sprawdzają się w tym o wiele lepiej. Tworzę, by odciążyć swoje wnętrze, wyrazić siebie, na zasadzie automatyzmu. Zamykam w swoich pracach subiektywne wrażenia i obserwacje. Ubieram w formę to, co czuję. Dla innych moje prace mogą po prostu na chwilę zaistnieć, zatrzymać na sobie wzrok, może sprawią, że komuś będzie zwyczajnie przyjemniej tylko po to, by chwilę później powrócić do swoich codziennych spraw. Czy w życiu nie chodzi właśnie o te chwilowe zachwyty? Osobiście bardzo je cenię, bo wolę zwracać uwagę na detale niż na ogół. Inaczej dostałabym całkowitej depresji”.

Więcej prac Eweliny znajdziecie na jej stronie internetowej, na Fejsie, Instagramie, Tumblrze i Behance.

ilustracje, rośliny, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi