książki, twórczość

„O pisaniu” — jaki Bukowski wyłania się z jego listów?

Chciałbym móc cofnąć się w czasie, sięgnąć po te listy i dopiero wtedy po „Faktotum” i spółkę. Robiąc to w odwrotnej kolejności, też bawiłem się świetnie, ale wiem, że mając te listy w głowie, miałbym trochę inne wyobrażenie tego pisarza. To, że bardziej „ludzkie”, wiadomo — banał, ale też bogatsze o kilka elementów. Jak lojalność, którą Bukowski wykazywał wobec Johna Martina, swojego wieloletniego wydawcy, nawet w czasie konfliktów („Pozostałem Ci wierny. Miałem propozycje od nowojorskich wydawców. Miałem propozycje od konkurencji. Zostałem u Ciebie. Ludzie, sporo ich było, mówili mi, że jestem głupi. Nie przejmowałem się tym. Sam podejmuję decyzje z osobistych powodów. Byłeś, gdy nie było nikogo innego, pomogłeś mi zdobyć pieniądze dzięki archiwom. Kupiłeś mi porządną maszynę do pisania. (…) Do osiemdziesiątki, jeśli dożyję, zostało sporo lat, uprzątnijmy więc z drogi bzdurne przeszkody. Chcę być na Twoim pogrzebie i móc uronić łzę, wrzucając do grobu mały bukiet. Ok?”). O rodzaj sentymentalności, której Bukowski zdaje się niemal wstydzić, a która dopada go czasami, zmuszając do nagłych rozedrganych wyznań („Gdy szczęście dopisuje i książka wychodzi, idę do łóżka, czytam i bez słowa podaję żonie. Ona też czyta, mówi niewiele. Tak mogą mieć bogowie. To życie poza wszelkimi względami śmiertelności i moralności. To wszystko. Tak ustalone. I gdy mój szkielet spocznie na dnie trumny, gdyby do tego doszło, nic nie będzie w stanie umniejszyć znaczenia tych wspaniałych nocy, spędzonych tutaj, przy tej maszynie”). O kilka wątków biograficznych. (więcej…)