Wszystkie wpisy z tagiem #revolutionsoftware

Majowie, egzotyczne majtki, zazdrość i zatrute strzałki. O przygodówce „Broken Sword II: The Smoking Mirror”

Rzeczą przez którą „Broken Sword II: The Smoking Mirror” jest dla mnie jeszcze lepsze od jedynki jest tematyka – Majowie, w odróżnieniu od Templariuszy, mnie interesują. Wszystko pozostałe za co pokochałem „The Shadow of the Templars” pojawia się również tu. To co możemy teraz kupić to jest wersja zremasterowana, poprawiona i dostasowana do urządzeń mobilnych. Od strony technicznie niewiele się różni od poprzednika – jest troszkę ładniejsza, mając lepiej zrobiony interfejs dialogu i ciekawsze animowane cutscenki (szczerze mówiąc te filmiki, wzorowane na komiksach i starszych filmach animowanych, to jeden z moich ukochanych elementów „Broken Sword”). Nieco bardziej wyeksponowano też możliwości silnika Virtual Theatre, wtedy innowacyjne. Kiedy przykładowo George i Nico znajdują się na jednej planszy, ona przechadza się po niej, oczekując aż nasz bohater ją zaczepi. Nie tylko ona zresztą – również bohaterowie niezależni. Od strony technicznej twórcy gry – Charles Cecil i jego załoga ze studia Revolution Software – może i skorzystali ze sprawdzonych w jedynce rzeczy, ale widać na każdym kroku, że to nie było odcinanie kuponów. Mamy tu do czynienia z fabułą, …

Paryż, klaun i Templariusze. O przygodówce „Broken Sword: The Shadow of the Templars”

Niespecjalnie przepadam za motywem Templariuszy. Całe to szperanie po starych kościółkach, doszukiwanie się spisków, biblijnych odwołań, kodów Leonarda da Vinci, to zupełnie nie moja bajka. A jednak, „Broken Sword: The Shadow of the Templars”, jest tak dobra, że choć eksploruje właśnie te rzeczy, stała się jedną z moich ukochanych gier. Wszystko zaczęło się w 1992 roku, kiedy po odwiedzeniu Paryża i przeczytaniu książki „Święty Graal, Święta Krew” Charles Cecil stwierdził, że Templariusze to świetny temat na grę. Postanowił jednak, w odróżnieniu od dominującego wtedy prądu przygodówek do pośmiania, podejść do gatunku ambitniej – nie wykluczając przy tym humoru, ale przeplatając go z angażującą, filmową wręcz fabułą. Oprócz tego, że scenariusz napisany przez Cecila jest wciągający, gra została – jak na tamte lata – bardzo przyzwoicie wykonana. Wszystko zostało ręcznie narysowane przez Eoghana Cahilla i Neila Breena, a następnie pokolorowane w Photoshopie. Chociaż historia jest bardzo długa, każda (!) pojedyncza kwestia ma podłożony głos. Jakość plików może nie powala, ale voice acting pierwszoplanowej dwójki przyjemnie zapada w pamięć. Głos Nico (podkładała go Hazel Ellerby), mówiącej z …