książki, twórczość
Skomentuj

Czy centra handlowe są oazą dla matek? O „Jak pokochać centra handlowe” Natalii Fiedorczuk-Cieślak

„JAK POKOCHAĆ CENTRA HANDLOWE”, NATALIA FIEDORCZUK-CIEŚLAK, 2016, WIELKA LITERA

Lubię obserwować ludzi na Instagramie, to moje wstydliwe hobby. Oni różnią się od tych z rzeczywistości, są jednocześnie mniej prawdziwi i bardziej sobą. Co to znaczy? Już wyjaśniam. Masz przed sobą Instagram młodej modelki, która zaczyna karierę — spodziewasz się mnóstwa selfie i zdjęć z sesji. Spodziewasz się, że jest pewna siebie, może nawet lekko arogancka. Wie, że faceci patrzą na nią z pożądaniem, a kobiety z zazdrością. Z zaskoczeniem odkryjesz, że ilość zdjęć jej kota, przyjaciół i miasta, w którym mieszka jest zdecydowanie większa niż ilość zdjęć z ręki, czy wykonanych w zachwycającym anturażu przez utalentowanych fotografów. Kobieta, na co dzień pani kierownik, surowa, wymagająca i zimna, zawsze elegancka i, jak ci się wydaje, zbyt poważna, żeby do sklepu iść na pieszo, publikuje swoje zdjęcie, gdzie siedzi na śniegu w stroju narciarskim z zamyśloną miną, w tle góry. Powiecie, że to tylko na pokaz, ale ja wierzę, że ta chwila „słabości” — zamyślenia, nie była planowana, a dzielenie się nią, to próba niezatracania siebie w pozie wymagającej szefowej.

Nie wierzę, że nie ma ludzi, którzy udają w życiu, ale odkrywają się w internecie. I na odwrót, jest mnóstwo osób, którzy swoją szarą codzienność, nudę lub problemy tuszują wymuskanymi zdjęciami w mediach społecznościowych. Najbardziej wyrazistą grupę tych drugich stanowią świeżo upieczone matki. Najbardziej wyrazistą, bo zmiana z artystki, fotografa, dziennikarki, czy nawet koleżanki ze studiów w matkę, jest na Instagramie tak rażąca, że trudno to zrozumieć, a jeszcze trudniej opanować rozczarowanie. „O nie, kolejna matka, której odbiło na punkcie swojego dziecka” — od razu ciśnie mi się na usta i przy kolejnym zdjęciu różowego bobasa przestaję obserwować takie konto. Ta sytuacja trochę zaczęła mi się rozjaśniać, kiedy znajoma napisała dość proste i wydawałoby się oczywiste zdanie: „Życie na urlopie macierzyńskim nie jest super ekscytujące”. „Pokazują milion zdjęć swojego dziecka, bo ich życie kręci się tylko wokół niego?” — pomyślałam. Ale jeśli tak, to czemu wszystkie udają, że to taka super przygoda i nie pokazują, jak naprawdę wygląda ich dzień? Zamiast „patrz, jak mój dzidziuś pięknie rośnie, jakie ma ładne ubranka i dizajnerskie zabawki, jak łapie swoimi małymi rączkami książki tatusia — będą z niego ludzie”, zamiast oglądać kolejne zdjęcia jej dziecka, różniące się tylko miejscem, w którym bobas leży i ubrankami, które na sobie ma, wolałabym zobaczyć zdjęcia potarganej matki z podpisem: „zasnął, wreszcie mogę się uczesać”, wolałabym patrzeć, jak zmienia się jej ciało, jej dom, jej życie i przyzwyczajenia. Mam silne wrażenie, że o ile modelki na Instagramie potrafią być autentyczne, o tyle matki już nie. Wory pod oczami, stosy pieluch, zaślinione przedmioty, poplamione ubrania, porozwalane zabawki, narastająca frustracja to nie są rzeczy do pokazywania w socjalach? Mam inne zdanie. Sami zaczynamy zakłamywać rzeczywistość, tak jak od lat zakłamują ją reklamy. A przecież dlatego nie lubimy reklam.

Prawdopodobnie na Instagramie nie znajdziecie prawdziwego macierzyństwa, ale znajdziecie je w nagrodzonej Paszportem Polityki książce Natalii Fiedorczuk „Jak pokochać centra handlowe”. „O nie! Ta książka jest o dzieciach” — pomyślałam, będąc już od jakiegoś czasu zniesmaczona dziecięcym tematem. Jednak często kieruję się opinią autorytetów lub osób, które rzucają trafnymi argumentami: „Idź do tego dentysty, jest miły, przystojny i zawsze daje znieczulenie” — Starsza siostra. „Zazdroszczę Natalii, że wpadła na pomysł opisania tego wszystkiego przez pryzmat wizyt w centrach handlowych, które uważamy za coś nieważnego i wstydliwego. Opisanie nieopisanego i uniwersalnego jest prawdziwym zadaniem literatury i to zadanie zostało w tym tekście spełnione” — Małgorzata Halber. „Nie wiem zupełnie, czy tę książkę powinny czytać kobiety, ale wiem na pewno, że powinni mężczyźni” — Filip Springer. Jeśli powinni mężczyźni, to może ja, która o macierzyństwie wie tyle, co przeciętny mężczyzna, też powinnam?

Fiedorczuk wyjaśnia, że książka, którą oddaje czytelnikowi, jest na granicy reportażu i prozy. Jest wynikiem rozmów z matkami, które doświadczyły depresji poporodowej i ich bliskimi. Autorka kupiła mnie lekkością, z jaką pisze, pomysłem wokół którego buduje fabułę i otwartością, z jaką mówi o macierzyństwie. Masz takie samo prawo, cieszyć się z narodzin wymarzonego dziecka, jak i mieć depresję po jego urodzeniu. Książka faktycznie jest pozycją obowiązkową dla facetów — bo powinni wiedzieć, dlaczego matka ich dziecka, jest sfrustrowana, czemu ma ataki złości i dlaczego nie powinni sobie z nimi radzić, zostając dłużej w pracy. Jest też dla matek, które miały depresję — nie jesteś gorszą matką, bo nie cieszyłaś się po urodzeniu dziecka. I dla matek, które jej nie miały — nie jesteś lepszą matką, bo dziecko to sens twojego życia. I dla wszystkich, którzy dzieci nie mają. Książka porusza wiele problemów, nie tylko depresję po porodzie. Mówi o tym, jak źle może być w szpitalu, jak nieprzyjemne pielęgniarki i lekarze mogą odbierać twój poród (lub poród twojej żony). O tym, jak społeczeństwo będzie cię oceniać w roli matki i o tym, że zawsze będą wiedzieć lepiej, co robisz źle. O problemach, które mogą się pojawić w Twoim związku, w twojej pracy, w relacjach z przyjaciółmi, kiedy na świecie pojawi się ten mały człowiek. A jak się do tego wszystkiego mają centra handlowe? To jest właśnie najlepsze! Przeczytajcie.

Kup książkę papierową lub elektroniczną.

CYTATY

„Niektórzy boją się zmian, nawet jeśli miałoby to być podłączenie nowego stereo.”

„Moje miłości były poszarpane i okropne. Im bardziej obsesyjnie zajmował mnie jakiś chłopiec, tym byłam dla niego złośliwsza, okrutniejsza, tym ostentacyjniej łypałam na innych, tym chętniej przyjmowałam inne hołdy i honory.”

„W ciąży przytyłam dwadzieścia pięć kilogramów, ze szczupłej, wysokiej i atrakcyjnej kobiety zamieniłam się w ociężały i zmęczony kawałek mięsa.”

„Ta kompulsywna czystość jest jedynym aspektem mojego życia, nad którym mam kontrolę. Nie mam kontroli nad ciałem, wliczając w to bolące jak skurwysyny piersi, ataki wilczego głodu w czasie karmienia i napawające trwogą, nieprzystające do żadnych kanonów kształty. Nie mam kontroli nad snem. Wydaje mi się, że nigdy już nic nie wymyślę, nie wyjdę poza to trwanie, to czekanie.”

„Bo wiecie, panie i panowie, ja po prostu nie mogę, jak boli tam, na dole, w słabiźnie. Pewnie podobnie, no ale inaczej, odczuwałby facet dwudziestogodzinne kopanie w jaja.”

„Trudno jest pisać o cierpieniu w sposób wiarygodny. Do tej pory ciężko mi jest siebie przekonać, że emocjonalny, niefizyczny ból może być realny. Z drugiej strony zaś depresja potrafi chronić przed tym rodzajem bólu, który mimo że wciąż pozostaje subiektywny, jest uzasadniony. Tak jak karatecy hartują piszczele, uderzając w nie rytmicznie drewnianym lub metalowym prętem, tak osoby znające stały, wolno płynący ból (również ten emocjonalny) mogą znosić lepiej niespodziewane fizyczne niedogodności.”

„Mąż nie rozumie, dlaczego nie umiem zwyczajnie, miło, między pierogowymi kęsami, powiedzieć mu: »Proszę, wracaj wcześniej do domu«. Ja zaś nie umiem pojąć, dlaczego »wracaj wcześniej do domu« ma być jakąś wyjątkową sytuacją, w której wyjątkowo i w dodatku, kurwa, jeszcze miło go o to proszę, składam coś w rodzaju podania o zwolnienie warunkowe, o akt łaski.”

„Pielęgniarki, w swoim uporze i kulcie pozytywnego myślenia jako najlepszego analgetyku, przypominały internetowych supermenów, którzy osobom na skraju samobójstwa doradzają sport na świeżym powietrzu, fitness i kosmetyczkę.”

„Oglądam te moje albumy w telefonie, moje głęboko skrywane skarby i czuję się zażenowana swoim uciekaniem od rzeczywistości, swoim pociągiem do kłamstwa i kadrowania. Jednak nie przestaję oglądać, przesuwam palcem po dotykowym ekranie i kasuję zdjęcia, na których wyglądam grubo, co za próżna suka.”

„Czuję się jak debil z klasy średniej, który raz do roku wrzuci do puszki i raz do roku z koleżankami, przy grzanym winku czy kawie, będzie pakować szlachetną paczkę, czując ciepło, sytość i samozadowolenie.”

„Kupno piżamy, posprzątanie podłogi, umówienie do lekarza. Moja mało wyrafinowana droga do powiedzenia: »Pamiętam o tobie«. Wciąż lubię kupować mu czekoladki. Wciąż jestem nieporadna i sztywna, kiedy domaga się czułości.”

„Najbardziej lubię opowiadać o nim, kiedy nie słyszy. Wtedy przypominam sobie, jak bardzo jest ważny, potrzebny, mój.”

„Mąż powoli odsuwa na wpół opróżniony talerz. Patrzy na mnie ze wściekłością i wiem, że chętnie wyplułby ten na wpół przeżuty pieróg z powrotem na talerz.
Jeżeliby to zrobił — myślę — jeżeliby to zrobił, to jebnęłabym tym talerzem o ścianę.
Jeżeli ona jebnie tym talerzem o ścianę, to przewrócę krzesło i wybiegnę na szluga — myśli mój mąż, widząc mój nieestetyczny, czerwonawy, płaczliwy gniew. (…)
Jeżeli on spróbuje wybiec na szluga, to przytrzymam go za kaptur bluzy i zacznę naprawdę z wielką wściekłością mówić, mówić prosto przed jego twarzą — myślę. (…)
Jeżeli ona zacznie, trzymając mnie za kaptur i próbując powstrzymać przed wyjściem z domu na papierosa — myśli wtedy mój mąż, a ja wpatruję się stalowym wzrokiem w jego niechlujny, parodniowy zarost i jajeczną plamę na koszuli. — Jeżeli ona wtedy zacznie trzynaście centymetrów przed moją twarzą, ze zmrużonymi oczami i wykrzywioną gębą syczeć mi, jak bardzo ona jest zmęczona i jak bardzo ja nic nie robię, to przyrzekam, wepchnę ją do łazienki i przytrzymam drzwi krzesłem, dopóki się nie uspokoi — tak myśli mój mąż.”

„(…) »Podziwiam cię za tą decyzję« — przy czym sformułowanie „podziwiam” ma pewien szczególny, pasywno-agresywny wydźwięk. Przecież doskonale wiem, że nie podziwiają, tylko dziwią się.”

„Moje ciało służy innym, mimo że dzieci opuściły gościnne podwoje mojej macicy, a ich usta nie zasysają się chciwie na sutku: od rana do wieczora jestem gnieciona, szczypana, obejmowana za nogi, służę za ściankę wspinaczkową, poduchę i kołdrę. Dzieci miętoszą moją skórę, zaciekawione szczypią i wbijają palce w miękkie, pomarszczone rewiry. Godzę się zatem z wizualną przemianą tego ciała i przez większość czasu zapominam, że je mam, bo go nie mam, nie jest moje, już nie jest moje.”

książki, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi