książki, twórczość
Skomentuj

Za czym tęskni Marcin Wicha? Czyli o książce „Jak przestałem kochać design”

„JAK PRZESTAŁEM KOCHAĆ DESIGN”, MARCIN WICHA, 2015, KARAKTER

W gdańskim Brzeźnie stoi billboard osiedlowego baru mlecznego reklamującego się hasłem: „Zobacz jak bardzo urosły nam piersi”. „Logo też mają całkiem w cipkę” — zauważyła czytelniczka, kiedy Michał podzielił się na naszym fanpejdżu zdjęciem tej wątpliwej jakości reklamy. Patrząc na takie projekty, nie dziwi mnie, dlaczego Marcin Wicha przestał kochać dizajn. Ku chwale podobnych perełek powstają społeczności zrzeszone na Grafik płakał jak projektował, Brief — co znosi psychika grafika, Polska Szkoła Plagiatu, wyrazem tej frustracji jest też książka Wichy — projektanta, którego estetyczny gust kształtował się od najmłodszych lat za sprawą ojca, cenionego architekta, Piotra Wichy. „Zmarnowałem dzieciństwo i młodość. Nie słuchałem Stonesów ani Depeche Mode. Moimi rockmanami byli graficy” — wyznaje z przekorą autor. I dlatego jest jedną z najbardziej odpowiednich osób, które mogą opowiedzieć o tym, co działo się i nadal dzieje, co było, i jest, złego, a co dobrego w dizajnie.

Książka to zbiór historii często w postaci krótkich anegdot, które spotkały Marcina Wichę. Najpierw w domu rodzinnym — życie z ojcem estetą i idealistą czasem może być trudne, często pouczające, ale bywa też bardzo zabawne. Następnie — podczas pracy w agencji reklamowej. Znajdziemy tu opowieści z życia codziennego jak choćby odwiedziny w sklepie z dizajnerskimi przedmiotami. Ale i przemyślenia czy obserwacje Wichy na temat wzornictwa w Polsce od czasów PRL-u. Autor próbuje odpowiedzieć na pytanie, kim jest dizajner: „Malarz knujący plany. Bardzo mi się podoba takie określenie” oraz jaką rolę ma dizajn. Na to ostatnie odpowiedź nie jest prosta. Ile osób tyle zdań. Dla pewnej grupy projektantów „dizajn musi być uczciwy”, dla innej wręcz przeciwnie — oszukiwanie jest jednym z zadań dizajnu. Dla zamożnej właścicielki galerii handlowej miał być czynnikiem dyscyplinującym i onieśmielającym ludzi. A dla architekta-idealisty „światem, który dostosowuje się do użytkownika”.

Wicha zdobywa czytelnika humorem. Czasem czarnym humorem. Czytając historie, które przytacza, zaśmiejesz się w głos, a potem przypomnisz sobie, że to nie są żarty i zatęsknisz za normalnością. Taką, w której „monsz” hrabiny nie uczy projektantów projektowania. Gdzie plakat nie wygląda jak wielka ulotka. Gdzie Mieszanka Wedlowska jest nadal mieszanką. Autor też tęskni, nie za wzornictwem socjalistycznym, ale… „Tęsknię za tęsknotą. Za znaczeniem, które przypisywałem kiedyś słowu dizajn. Za wiarą w przedmioty”.

Kup książkę papierową lub elektroniczną.

CYTATY

„W opinii branży pogrzebowej Polskę zamieszkują dwa rodzaje ludzi: chrześcijanie i przedstawiciele sekty florystów.”

„Po prostu są ludzie, którym niewłaściwy kolor wtyczki potrafi zepsuć pół dnia. Którzy wolą siedzieć w domu, niż wypoczywać w nadmorskim pensjonacie, gdzie dywany mają ohydny kolor. Nieszczęśnicy udręczeni billboardami gładzi szpachlowej.”

„W tamtym mieszkaniu poznałem wiele prawd o projektowaniu, dizajnie i życiu. Na przykład, że wierność swoim upodobaniom estetycznym — niechęć do papuci, ciapów, cichobiegów i laczków — może nas narazić na poważny konflikt ze społeczeństwem.”

„Nie mówimy już, że przedmiot jest wygodny, funkcjonalny i ładny. Sugerując, że coś jest »przyjazne«, odwracamy porządek rzeczy. Kiedyś człowiek lubił swoje przedmioty i narzędzia. Teraz to przedmiot może obdarzyć nas życzliwością. Albo chociaż tolerować. Nie utrudniać nam życia ponad miarę. To samo dotyczy instytucji, miejsc, czynności:
Przyjazne miasto.
Przyjazne państwo.
Przyjazny hotel.
Przyjazne biuro rachunkowe.
Przyjazne zakupy.
A do tego słoneczne uśmiechy z każdego centymetra ekranu. Jakbyśmy błagali matrycę ciekłokrystaliczną, żeby zaszczyciła nas uśmiechem.
— Polub mnie, polub! Albo chociaż udawaj, że mnie lubisz.”

„Oszukiwanie jest jednym z wiecznych zadań architektury i dizajnu. Pierwsze samochody przypominały dorożkę (koń wziął dzień wolnego, jutro na pewno znów będzie). Pierwszy telewizor przywarował w drewnianej skrzynce i udawał kredens.”

„Wszystkie te guziczki i przyciski, w które klikamy. E-booki udające papier. Koperty oznaczające e-mail. Elektroniczne teczki, skrzynki, kosze na śmieci. Piktogramy, na których telefony wciąż zasłaniają się okrągłą tarczą. Stempelki, kałamarze, pędzelki. Porozumiewamy się z maszyną za pomocą dawnych kształtów. Archaiczne formy mają nas uspokoić.
— Wszystko jest po staremu. To nadal wasz świat, możecie się w nim odnaleźć. Tylko róbcie, co trzeba. My zajmiemy się resztą.”

„Zmarnowałem dzieciństwo i młodość. Nie słuchałem Stonesów ani Depeche Mode. Moimi rockmanami byli graficy.”

„Powiem ci, czego chcą ludzie. Chcą, żeby wreszcie było porządnie wydrukowane, kolorowe i błyszczało. Żadnych metafor. I żeby było widać, że artysta uczciwie się napracował.”

„Klienci lat dziewięćdziesiątych mieli w oczach żar.
— Jestem brand managerem piegusków — przedstawiła się pani.
— Zawsze chciałem panią poznać — zapewniłem.
Nigdy nie zapomnę spojrzenia, którym mnie obrzuciła. Nie chodziło o moją nieuprzejmość. Raczej o bluźnierstwo. Zetempowcy wolnego rynku nie pozwalali uchybiać brandom. Kilka lat wcześniej, w dekadencji PRL, można było drwić z wszystkiego i wszystkich. Nagle przyszedł kapitalizm i wszyscy spoważnieli. Ogłoszono koniec ironii. Ironia był matką odstępstwa. Synonimem wyższości. Wyniosłości. Zarozumialstwa. Nikt nie miał zamiaru płacić zarozumialcom.”

„»Wszystko jest skomplikowane« — to motto mojej firmy, znane także jako Klątwa Hydraulika. Istnieje legenda miejska, że jeśli pewnego dnia hydraulik spojrzy na kolanko i powie: »drobiazg, zaraz naprawimy«, to rozlegną się trąby archanielskie i niechybnie nastąpi koniec świata. Na szczęście nieprędko usłyszymy te słowa. Hydraulicy i projektanci wiedzą, że nic nie jest proste.”

„»Dziwny mamy zawód«.
Tak powiedział mój szef w pierwszej pracy. Robiliśmy projekt dla firmy telekomunikacyjnej. Po czternastu godzinach przy komputerze i Bóg wie ilu korektach, przedstawiciele marketingu wciąż dzwonili, że słoneczko jest nie dość wesołe, że ma ironiczny wyraz twarzy, pogardliwie wykrzywia wargi itd. Przez czternaście godzin poprawialiśmy uśmiech słoneczka. Dziwny zawód.
Od tego czasu zdobyłem dużo doświadczenia. Brałem udział w dyskusjach na temat wyrazu twarzy nosorożca (»ma wyglądać jak władca, ale dobry i sprawiedliwy«) i charakteru jaszczurek. Wygładzałem zmarszczki. Odchudzałem. Usuwałem ze zdjęć rozstrzelanych członków politbiura… A nie, to nie ja. Za to bez mrugnięcia okiem odpowiadałem na maile treści: »Laptop powinien się ładniej uśmiechać. Teraz jego uśmiech wygląda jak tory kolejowe i kojarzy nam się z filmami grozy«.”

„— Nic nie powiem — odparła. — Ja się nie znam, ja się nie interesuję. Ale ja to pokazałam mój monsz. Mój monsz, on jest Anglik. I mój monsz, Anglik, popaczył i powiedział: to jest fish. Riba. Riba to jest morze. Tutaj nie ma morze. Nie ma morze, nie ma riba, nie ma sens!”

„Płynął z tego morał kolorystyczny: szarość to suma wszystkich podjętych decyzji. Na skali barw zajmuje miejsce nazywane »i tak wszystko jedno« (»wyjdzie na to samo«).
Szarość jest beznadziejna i bezpieczna. Zapewnia, że na nic nie mamy wpływu.
Kolory niosą ryzyko, w ich świecie jesteśmy jak więzień po długim wyroku, wolni i niedostosowani.”

„Po pierwsze: nie to jest ładne, co jest ładne, tylko to, co się komu podoba. Mnie osobiście podoba się malarstwo olejne, a szczególnie koń w galopie… Inne rzeczy też, ale najlepiej, kiedy artysta namaluje konia w galopie. Na urodziny dostałem od małżonki takiego konia.”

„Ludzie, którzy jeszcze przed chwilą zgodnie współpracowali, zamienili się w najgorszych wrogów. Rozpętał się zaciekły spór, bez szans na kompromis czy porozumienie. Tak już jest, kiedy zaczyna się rozmowa o kolorach.”

„Kiedy prace sprzed roku nie zawstydzają swego autora, to znak, że artysta przestał się rozwijać. W ogóle lepiej nie otaczać się własnymi obrazami i projektami. Jak by to ujął Adrian Mole: »Nawet Rembrandt nie mieszkał w kaplicy Sykstyńskiej w Wenecji«”.

„Jednak mój ojciec był jak producenci samolotów. Kiedy dochodziło do katastrofy, zawsze twierdził, że technologia była ok. Zawinili ludzie.”

„Właśnie tym był dizajn, przynajmniej w oczach mojego ojca. Światem, który dostosował się do użytkownika. Zamiast wyginać człowiekowi kręgosłup i przyciskać mu głowę do piersi, przestrzegając »Uwaga, niski sufit« (czarno-żółte paski i tabliczka »Pamiętaj o kasku«), dizajn obiecywał tolerancję, a w każdym razie — wyrozumiałość.”

„DIZAJN (…) cel, zamiar, zamysł.
DIZAJNER (…) rysownik, malarz; obmyślający coś, knujący plany.
Malarz knujący plany. Bardzo mi się podoba takie określenie.”

„Ciągle jesteśmy wzywani, żeby się w czymś zakochać. Ratusz proponuje, żeby się zakochać w Warszawie. Harcerze, żeby się zakochać w harcerstwie. Importerzy alkoholu — w tequili. Nawet ulotkę o segregowaniu śmieci opatrzono logo „Zakochaj się w zielonej Warszawie”. Nie można oddzielać mokrego, suchego i szkła, jeśli nie zalewają nas fale uczucia.
Kochamy Polskę. Kochamy wypieki. Kochamy buty. Trwa marketing miłości, nieustająca komedia romantyczna. Ale zakochać się w dizajnie?”

„Opowiadamy, zawsze gotowi obrócić wyznania w żart. Zakpić samemu, zanim wyśmieją nas inni.”

książki, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi