plakaty, twórczość
jeden komentarz

Czasami organizowałem coś, tylko po to, żeby móc do tego zrobić plakat. O Jakubie Zasadzie

Po wpisaniu w Google „Jakub Zasada” szybciej znajdziecie chirurga naczyniowego niż twórcę plakatów. Na swojej stronie internetowej w zakładce „o mnie” umieścił utwór Georgesa Brassensa „Les Copains d’abord” i wygląda na to, że faktycznie z piosenek francuskiego barda dowiecie się o nim więcej niż z internetu. „Brassensa ze wszystkich artystów piosenki cenię najbardziej. Świat, który opisuje w swoich utworach, jest też moim światem. »Les Copains d’abord« to piosenka o przyjaźni, o tym, żeby trzymać się razem i być wobec siebie w porządku. Bohaterowie niemal wszystkich piosenek Brassensa chcą być wolni, niezależni i życzliwi dla innych. Ja mam podobne pragnienia. Poza tym nie słyszałem w życiu piękniejszych melodii” — wyjaśnia.

Uparcie twierdzi, że nie potrafi rysować, z plastyki regularnie dostawał tróje, a plakaty robi amatorsko i tylko w wolnej chwili. Urodził się we Wrocławiu tam mieszka i pracuje. Lubi to miasto, ale mówi, że nie chce się przywiązywać do miejsca. Na co dzień pracuje we wrocławskim Klubie Firlej. Cyklicznie organizuje spotkania miłośników czarnej płyty i muzyki w ogóle, znane jako Dolnośląska Giełda Fonograficzna. Można tam nie tylko wymienić, kupić, bądź sprzedać zalegające w domu winyle, kaseciaki czy cedeki, można też po prostu porozmawiać o muzyce i spędzić miło czas. Swoje pierwsze plakaty zaczął projektować w grupie filmowej Hafciarka, założonej ze znajomymi w studium animatorów kultury we Wrocławiu: „To była aktywność, która mnie wtedy silnie angażowała. Chciałem robić plakaty do naszych filmów i pokazów. Ponieważ wiele filmów to były pastisze, najbardziej podobało mi się wtedy wymyślanie haseł do filmów na plakacie niż dbanie o grafikę. Coś w rodzaju »Wszyscy umrą, ale ona przeżyje«, »Uciekał całą noc i przeżył«. Wszystko na zasadzie zgrywy. Filmy były bardzo krótkie i amatorskie, a okładka i opis — poważne i udające prawdziwe filmy. To chyba nie było fajne, raczej bardzo złe. Ale plakaty potem robiłem już regularnie, bo sprawiało mi to dużą przyjemność” — opowiada. Hafciarka obchodzi właśnie swoje jedenastolecie, ale z pierwotnego składu został już tylko Zasada i Kuba Gryzowski. „Obecnie nie mam wiele wspólnego z filmowaniem, ale na przykład robię plakaty. Kuba cały czas kręci. Generalnie Hafciarkę traktuję jako coś w rodzaju przyjacielskiej aktywności twórczej, kiedy możemy zrobić coś razem (np. sprzedawać grzanki z wodą i cukrem w starej kamienicy w ramach akcji artystycznej). Niekoniecznie są to już rzeczy związane wyłącznie z filmem. W Hafciarce kluczową rolę odgrywa słowo »amatorski«, ale o tym więcej powiedziałby Gryzowski, bo jest dobrym teoretykiem”.

Jego plakaty powstają niemal w całości w komputerze. Pierwszym najważniejszym i najprzyjemniejszym dla Kuby etapem pracy jest szukanie pomysłu. Następnie skanuje wszystko, co wpadnie mu w ręce i ma interesującą fakturę: kartki, jednobarwne okładki książek, tektury, kartony. Z tych faktur wycina różne kształty i jak mi napisał — improwizuje w programie graficznym. „Korzystam w zasadzie z kilku funkcji: kontrastowania, zmiany barw i kombinowania jak ułożyć te kółeczka nakładając na siebie kolejne warstwy. Układanie kółeczek lubię najbardziej, czasem mi to zajmuje dwadzieścia godzin, a czasem kilka minut” — opowiada.

W jego pracach widać inspirację Polską Szkołą Plakatu. Sam przyznaje, że jego plakaty bywają mylone z projektami z drugiej połowy ubiegłego wieku: „Zdarza się czasem, że ktoś myśli, że mój plakat, który zrobiłem tydzień temu, jest z lat np. sześćdziesiątych. Sam nie wiem, to chyba można odbierać jako zarzut, czasami tak to traktuję, mam nadzieję, że coś mi będzie innego wychodzić w przyszłości. Chociaż ja nigdy nie stylizowałem świadomie pod inne plakaty, napatrzyłem się strasznie dużo na stare polskie plakaty i jakoś tak mi się te moje składają. Często niektóre motywy, których używam, odnajduję w starych polskich plakatach, ale wcześniej tego tam nie zauważałem. Polską Szkołę Plakatu traktuję też jak coś w rodzaju konwencji i zbioru reguł, które można wykorzystać. Czy to oszustwo? Sam nie wiem. Może tak, może nie”.

Zapytany, czy ma swojego ulubionego plakacistę, odpowiada, że musiałby wymienić wszystkich z książki „Mistrzowie plakatu polskiego”. A na ulubiony plakat wskazuje projekt Jana Lenicy do francuskiego filmu z Yves Montandem „Cena Strachu”. „Jest przepiękny. Chciałbym, żeby był w każdym pomieszczeniu, w którym przebywam” — żartuje. Nie kolekcjonuje plakatów, ale przy okazji koncertu, imprezy czy innego wydarzenia zabiera do domu te, które mu się podobają.

Kuba tworzył już plakaty dla wspomnianej Hafciarki, Dolnośląskiej Giełdy Fonograficznej, klubu Firlej, dla Bardzo Rozsądnie — najmłodszego dziecka twórców Pan Tu Nie Stał; ale najbardziej podobają mi się dwa cykle plakatów, które tworzył dla siebie, z potrzeby serca. Pierwszy to plakaty zwierzęce, drugi — z zabawnymi hasłami, stylizowanymi na odezwy do narodu na plakatach PRL-u. Zapytany o nie odpowiada — „Wiele plakatów wymyślam sobie sam. Często też są to plakaty wydarzeń kulturalnych, które organizuję, albo organizują moi znajomi. Wiele razy miałem wrażenie, że plakat był dla mnie ważniejszy niż impreza, którą organizowałem, albo czasami — to już jest mocno patologiczne — organizowałem coś, tylko po to, żeby móc do tego zrobić plakat. Co do serii, o które pytasz. Lubię zwierzęta, lubię ich motyw na plakatach. Wszystko zaczęło się od Światowego Dnia Kota, który później wydała Wrocławska Galeria Polskiego Plakatu. Potem wymyśliłem sobie, że zrobię serię pod roboczym tytułem »Zwierzęta wykluczone« i będę prezentować te zwierzęta, które potrzebują najwięcej miłości, jak gołębie, szczury, ropuchy. Plakaty z hasłami też są rzeczą, którą nieregularnie robię »tak o«, jest to coś w rodzaju złotej myśli, pod którą się podpisuję, że piwo jest smaczne, że trzeba się przytulać i tak dalej, ale zakładam, że to dopiero początek tych serii, gdybym miał więcej wolnego czasu, robiłbym je częściej”.

Plakaty Kuby były już wystawiane między innymi: na Biennale Plakatu w Wilanowie, na wystawie Polish Poster Week w Ankarze czy na 12. Przeglądzie sztuki Survival. Dobra wiadomość jest taka, że będzie je można zobaczyć dwukrotnie w nadchodzącym czasie. W najbliższą sobotę (20 lutego 2016) na jubileuszu Hafciarki pokaże dziesięć plakatów okołofilmowych (do pokazów, do filmów amatorskich, do festiwalów filmowych, do wszelkich rzeczy związanych z filmowaniem). A pod koniec marca w mieszczącej się w centrum Wrocławia kawiarni Turkawka, zawiśnie kilka mniejszych rozmiarami plakatów z optymistycznym przesłaniem.

Na koniec zapytałam Kuby, gdzie można kupić jego plakaty? „Na przykład pięć plakatów, które zrobiłem, wydała Wrocławska Galeria Polskiego Plakatu — najcudowniejsza galeria we Wrocławiu z jeszcze cudowniejszymi właścicielami. Tam można je dostać na miejscu albo wysyłkowo. Oprócz tego na moim blogu, który staram się w miarę regularnie aktualizować, umieszczam plakaty, które w większości są do nabycia za cenę druku i jeśli jest taka potrzeba, przesyłki. Wystarczy napisać”. Plakaty Zasady można również znaleźć na Etsy.

plakaty, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

Jeden komentarz

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi