plakaty, twórczość
Skomentuj

Sprzedawanie doskonałości jest nieuczciwe. O plakatach Karla Nessera

Podpisuje się Karl Nesser. Nie jest to jego prawdziwe nazwisko, a przeszukując zasoby internetu w celu odnalezienia pierwowzoru, od którego, jak mi się wydawało, wziął swój pseudonim, trafiłam tylko na Karla Nesslera — wynalazcę trwałej ondulacji i powiem szczerze, że pasowałoby to idealnie, bo plakaty Nessera są równie pokręcone, jak włosy po tym zabiegu. Atakują kolorami i kiczem lat osiemdziesiątych, który przecież tak uwielbiamy.

Mimo młodego wieku jest świadomym artystą, biegle operuje stylem zakorzenionym w latach osiemdziesiątych. Wcale to jednak nie dziwi, kiedy się posłucha o jego dzieciństwie i artystycznej atmosferze, w której dorastał. „Wychowałem się w rodzinie, w której od początku istniał silny związek ze sztuką. Ojciec miał cudowny talent, którego niestety nie rozwinął ze strachu przed możliwością niepowodzenia kariery plastycznej i skończył ostatecznie politechnikę zamiast ASP. Przez całe moje dzieciństwo uczył mnie rysunku, a jego prace były dla mnie bardzo inspirujące i wykształciły mój charakter. Mama skończyła szkołę charakteryzatorską, a z tatą poznali się na kursach animacji rysunkowej”.

Urodził się w czasach, kiedy rozwój technologii, bez których dzieciaki obecnie nie wyobrażają sobie życia, nie stał na tym poziomie co dziś i jak większość osób urodzonych w tamtych latach, odbiera to jako spory fart, który pozwolił mu rozbudzić i rozwinąć zainteresowanie sztuką. „Miałem to szczęście, że urodziłem się w czasach, gdy mało kto jeszcze słyszał o internecie. Nie wiem, czy ktokolwiek w naszym bloku miał wtedy komputer. W mieszkaniu stał czarno-biały telewizor z kilkoma nudnymi kanałami i dzięki temu moją uwagę zajmowały głównie albumy z pracami artystów, które rodzice w czasach młodości kupowali sobie nawzajem w prezencie. Najczęściej w moich rękach lądował Dali, Hasior i Duda-Gracz. Uwielbiałem też niepokojące kolaże Zofii Rydet i ogólnie wszystko, co dziwaczne i oddalone od właściwej rzeczywistości” — opowiada.

Oprócz rodziców, którzy bez wątpienia zaszczepili w nim miłość do sztuki, dużą rolę w jego artystycznej edukacji odegrał nauczyciel z podstawówki — „Moje zainteresowanie abstrakcją pogłębił profesor Kazimierz Urbański, którego miałem szczęście być uczniem od początku szkoły podstawowej aż do gimnazjum. Jako chłopiec nie rozumiałem wszystkich jego uwag, ale zostały w mojej głowie i teraz z nich korzystam. Profesor Urbański nigdy nie opuścił czasów swojej świetności, czyli lat sześćdziesiątych. Dlatego pod wpływem jego inspiracji czuję się bardzo blisko związany z tamtejszą awangardą. Pewnie nie widać tego w większości moich prac, bo przeważnie zajmuję się plakatami na imprezy. Rzadko mam więcej niż jeden dzień na realizację, nie próbuję tworzyć dzieł sztuki i w swoich projektach częściej nawiązuję do lat osiemdziesiątych i tego, co wyniosłem z dusznych wspomnień z dzieciństwa, np. z pokoju mojego wujka, który obklejony był na ścianach wycinkami ze starych magazynów muzycznych. Tanie sitodruki drukowane na cienkim, pożółkłym papierze z odzysku. Albo równie pożółkłe komiksy TM-Semic, które w podstawówce kupowałem całymi furami z piwnicznego antykwariatu. Do dziś śmierdzą jak popielniczka”.

Tumblr Karla Nessera przenosi nas w czasie o ponad trzydzieści lat wstecz. Przeglądając jego projekty, przypomniały mi się kultowe seriale z tamtych lat. Nie tylko „Z Archiwum X”, do którego nawiązują dwie prace, ale także „Beverly Hills 90210” i „Policjanci z Miami”, nie znajdziecie ich na plakatach, jednak stylem pasują idealnie. Kolorowe, nieco infantylne, ale kto nie wraca do nich w myślach z rozrzewnieniem? Z plakatów Karla Nessera ta tęsknota za latami osiemdziesiątymi i dziewięćdziesiątymi aż uderza. „Bardzo nie lubię czasów, w których żyjemy, dlatego moje projekty to na ogół obraz walki z nowoczesnością” — napisał mi. Chyba dlatego tak bardzo podobają mi się jego plakaty, są jakby w oderwaniu od obecnych czasów instant. Co gorsza to „instant” odnosi się już nawet do plakatów. „Szybko i na chwilę” — stało się dzisiejszą mantrą zleceniodawców. Przecież zaraz wypuszczą nowy film, nowy produkt.

Nesser tworząc swoje plakaty stara się widza zaskoczyć, przykuć na dłuższą chwilę jego uwagę. „Kiedy przygotowuję jakiś projekt, mam nadzieję, że chociaż jedna rzecz zostanie w nim zauważona na dłużej. Szczególnie w dzisiejszych czasach istnieje taka nieprzyjemna tendencja do tworzenia krótkotrwałych produktów. Nie dotyczy to wyłącznie urządzeń elektronicznych, ale widać to też w kulturze plakatu. Naprawdę bardzo rzadko zdarza się, żeby plakaty wyróżniały się czymś szczególnym między sobą i w kompozycji zawierały coś więcej niż zdjęcia aktorów i tytuł filmu. Co innego tyczy się teatru, ale teatr został zepchnięty do niszy. Ludzie boją się niszy i chcą oglądać tylko sztampę. Produkt projektowany jest dziś tak, żeby szybko zwrócił uwagę, nie wzbudził żadnych wyższych emocji i nie był możliwy do zapamiętania, dzięki czemu łatwo się go pozbyć i zająć czymś następnym. Jedyne co pozostaje w świadomości albo podświadomości, to nazwa marki. Nic innego się nie liczy” — tłumaczy Nesser.

Plakaty robi w technice kolażu, poszczególne elementy składa w programie komputerowym, ale zawsze stara się nadać im wymiar analogowy. Inspiruje się awangardą lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, nie tylko w polskim plakacie, ale także w kinie offowym. Jest fanem animacji Juliana Antonisza (pamiętacie wpis o 23 animacjach, a w nim „Jak działa jamniczek?”). Styl awangardy tamtych lat opisuje tak: „Cały ten klimat bazuje na zepsuciu. Forma jest umowna, prosta i bezpośrednia. Tak, aby jedno spojrzenie warunkowało zrozumienie obrazu. Nie chodzi tam o piękno i schludność, ale raczej o ekspresję i wyraz. Moje prace bywają bardzo turpistyczne, negatywne i mroczne, mimo że często bombardują jaskrawymi kolorami jak w MS-DOSie. Na ogół celowo rezygnuję z wnikliwej obróbki, wyważonej harmonii i takiego ładu, jaki sprzedaje się na bilbordach dużych korporacji”.

Projektuje głównie plakaty imprezowe, bardzo często na koncerty zespołu Augen X, którego jest wokalistą. W swoich pracach stroni od przekłamań, nic przecież nie jest idealne. „Plakaty do tanich klubów zawsze staram się robić tak, żeby oprócz nastroju imprezy, zawierały także wrażenie dystansu. Kiedy w weekend wychodzę na miasto, bardzo rzadko mijam zadowolone i roześmiane osoby jak w telewizyjnych reklamówkach. Uważam, że sprzedawanie obrazu bezgranicznej doskonałości i szczęścia jest nieuczciwe. Moje plakaty, oprócz tego, że mają przykuć uwagę kolorystyką i jakimś ciekawym elementem, mają także przypominać o smrodzie toalety w klubie, do którego wybierasz się w sobotę”.

Z dzisiejszych plakatów filmowych spoglądają na nas uśmiechnięte wyfotoszopowane panie i dziarscy, również wyfotoszopowani panowie. U Nessera, nawet jeśli pojawią się zdjęcia aktorów, to będą mieli głupie miny albo wygięte pozy, jak Scully i Mulder na jednej z prac. Miałam podwójną przyjemność, widząc ich w takiej aranżacji, bo jestem w trakcie odświeżania sobie wszystkich sezonów „Z Archiwum X”. Strasznie podoba mi się plakat koncertu Augen X, ten z sarenką. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to Bambi. „Disko dla wrażliwej młodzieży”, również jest moim faworytem. Większość jego prac ma wyrównany i jednocześnie bardzo wysoki poziom, ale chyba jeszcze niespecjalnie zostały zauważone. Znalezione w sieci informacji o Karlu Nesserze dotyczą przeważnie zespołu „Augen X”, o tym, że tworzy plakaty, nikt nie mówi. Sama dowiedziałam się o nim od czytelniczki, która podesłała mi w mejlu link do jego prac. Za co jestem bardzo wdzięczna, bo wielką przyjemność sprawia mi poznawanie artystów idących pod prąd.

Karla Nessera obserwujcie na Tumblrze i Facebooku.

plakaty, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi