Wszystkie wpisy z kategorii duszek

Zarąbista akcja dla Huncwotów

Do Huncwotów, czyli uczestników akcji pisania listów i osób, które chciałyby w takiej akcji wziąć udział! Mam do was ogromną prośbę. Będę organizował akcję związaną z pisaniem listów. Chciałbym zrobić imprezę Róbmy Dobrze w jednej z trójmiejskich knajp (zależy, która by mnie przygarnęła), na którym byłoby oczywiście piwo, fajni ludzie i rozmowy, ale też jakieś atrakcje, między innymi przyszedłbym z workiem, w którym miałbym dużo listów od Huncwotów, specjalnie napisanych na tę okazję. Osoby, które stawiłyby się na żywo, mogłyby z tego worka wylosować list dla siebie — otworzyć go, przeczytać, zachować, a w razie chęci również odpisać. Samych listów nie czytalibyśmy na głos (!), ale wszelkie fajne załączniki — rysunki, naklejki pocztówki, czy cokolwiek innego — moglibyśmy sobie wzajemnie śmiało pokazywać, żeby było ciekawiej. Huncwoty, sprawilibyście mi ogromną przyjemność, gdybyście napisali taki list, albo listy (limitów nie ma, ja sam zamierzam napisać koło dziesięciu, może nawet więcej). Zasady są proste. Najpierw piszecie list — na jego końcu możecie, ale nie musicie napisać swój adres, zależy czy chcecie, żeby osoba, która to wylosuje, mogła odpisać. …

O nowym Róbmy Dobrze

Witamy na nowej odsłonie Róbmy Dobrze. Pracowaliśmy nad nią ostatnie tygodnie, szlifując zarówno nowy wygląd, jak i nową recepturę na samo blogowanie. Przede wszystkim, postawiliśmy na duet Michał-Ola — klimat, jaki powstaje z połączenia naszych niemalże skrajnych temperamentów, różnych punktów widzenia i przeżyć. Być może kiedyś wrócimy do bardziej rozbudowanej redakcji, kto wie, ale teraz chcemy się skupić na rozkręceniu bloga w nowej formule — dwojakiej, jeśli chodzi o osobowości autorów, ale spójnej, jeśli chodzi o sposób budowania wpisów. Przy okazji tej przemiany musieliśmy przemyśleć może nie tyle «co» będziemy publikowali, ale «jak» będziemy to pokazywać i jak to posegregujemy. No i stworzyliśmy takie ogólne worki. „Rzeczy”, czyli kreatywny biznes — dizajn, biżuteria, ciuchy i inne fajne marki. „Twórczość”, czyli wpisy skupiające się na talencie — ilustracje, plakaty, gify, animacje, rysunki, książki, muzyka. „Przygody”, czyli wydarzenia, inicjatywy, miejsca i różne nasze akcje. Te trzy kategorie są już widoczne w głównym menu szablonu, pozwalając bardzo szybko przefiltrować wpisy pod takim bardzo szerokim względem. Przenieśliśmy też niektóre ze swoich starych wpisów, nieco je przerabiając i odświeżając. W …

Pudełko po kremie

Supermarket. Stałem w kolejce do kasy. Przede mną facet, a przed nim staruszka, osiemdziesięcioletnia lekką ręką, ale obstawiałem, że nawet starsza. Ubrana była biednie; w zniszczone ciuchy, z wygniecioną reklamówką zamiast torebki. Młoda kasjerka nabiła jej zakupy, a potem powiedziała coś w stylu: „Jeszcze ten krem, który pani schowała”. Staruszka, ewidentnie zdziwiona, tłumaczyła, że nie wie, o co chodzi, ale kasjerka ciągnęła temat, robiąc raban wokół tego kremu. Zarzuty nie były przedstawione dyskretnie, więc słyszeliśmy to ja, facet przede mną i kilka osób wokół. Staruszka szła w zaparte, a kasjerka kontynuowała: „Gdzie schowała pani ten krem Nivea? W tej czarnej siatce?”. Staruszka była coraz bardziej roztrzęsiona — mieszanka strachu i poniżenia zwilżała jej oczy. Załamującym się głosem powtarzała, że nie wie, o co chodzi. Że żadnego kremu nie schowała. Kasjerka dalej swoje. Facet przede mną coś powiedział, ale nie zrozumiałem co — chyba „Zapłacę za ten krem”, na wypadek, gdyby okazało się, że to kradzież (choć mogłem być naiwnym idealistą). Staruszce zaczęły trząść się dłonie, już jakby bez wiary w powodzenie powtarzała, że ona niczego …

Michał podróżuje w czasie

Żeby być uczciwym, ja nigdy z lat dziewięćdziesiątych tak do końca nie wyszedłem. Nigdy nie przestałem słuchać muzyki z cedeków. Mam zresztą tę samą wieżę, co wtedy — takiego małego Technicsa. Stoi zawsze przy łóżku, ceniona niczym starożytny artefakt, a równocześnie używana zupełnie normalnie, na co dzień. Nie przestałem pisać papierowych listów. Słysząc słowa „skrzynka pocztowa”, w pierwszej kolejności wciąż przychodzi mi do głowy ta metalowa, na klatce schodowej. W czasach serwisów internetowych w stylu LubimyCzytać, ja mam zeszyt, w którym długopisem wpisuję przeczytane książki, przy każdej z nich bazgrząc malutki rysunek. W czasach kiedy samowystarczalność jest w modzie, ja zawsze przyznaję, że potrzebuję innych. Zadaję im pytania, na które odpowiedź mógłbym wyguglować, tylko po to, żeby zobaczyć ten drobny uśmieszek, który pojawia się, gdy opowiadają o czymś, co ich fascynuje. Przychodzę do ludzi z pendrajwem, po pliki, które już dawno ściągnąłem i usunąłem. Jest 2017 rok, a ja wciąż staram się żyć, jakbym był w czasach, w których byliśmy sobie wzajemnie potrzebni. W czasach, w których był sens. W czasach, w których być może …

Byłeś tu ze mną, Michale, noc w noc

AKT PIERWSZY, SCENA PIERWSZA W tle stresująca muzyka. Tum-dum. Michał zbliża się do celu. Tum-dum. Stawia kroczek po kroczku, stara się robić to cicho, żeby żadna ze wścibskich sąsiadek nie przybiegła do judasza. Tum-dum. Klatka schodowa skąpana jest w półmroku. Tum-dum. Michał wie, bo mieszka tu już za, kurwa, długo, że potrzebny jest jeszcze tylko jeden krok, żeby zamontowana w rogu fotokomórka zareagowała. Tum-dum. I rzeczywiście. Tum-dum. Robi krok, a światło zapala się. Tum-dum. Teraz, jeśli ktoś go przyuważy. Tum-dum. Już na zawsze mu to zapamięta. Tum-dum. Ten złodziejski występek. Tum-dum. Obsesję posiadania. Tum-dum. Posiadania książek. Tum-dum. Najlepiej w ilości, której nigdy nie przeczyta. MICHAŁ (klękając nad stertą książek, wyraźnie wzburzony) Czy to możliwe, że komuś wypadły? DRUGA CZĄSTKA MICHAŁA (w myślach, współdzielonych z Michałem właściwym) A jak to sobie wyobrażasz, że ktoś wyrzuciłby… książki? MICHAŁ Faktycznie, to niemożliwe. Choć z drugiej strony, Rihanna «istnieje»! Też jakby… OBAJ MICHAŁOWIE (dokańczają wspólnie) …wbrew wszystkiemu! MICHAŁ (z obrzydzeniem) Czyli jednak ktoś wyrzucił? No bo tu, tak pod drzwiami wejściowymi? Niemożliwe, żeby ktoś zostawił je na chwilę. DRUGA …

Rzeczy wielkie, rzeczy małe

Prawda jest taka, że gdybym miał wystawić temu światu oceny w skali szkolnej, to „rzeczy wielkie” dostałyby „pałę jak ta lala”. Zarówno te, za które odpowiada jakaś tam siła stwórcza — długość życia (niepozwalająca na zdobycie prawdziwej mądrości), choroby i ogólna kruchość naszego ciała — jak i rzeczy zbudowane przez ludzkość — podział dóbr, rynek pracy, służba zdrowia, ustroje polityczne, szkoły, banki. Powiedzmy to sobie szczerze: rzeczy wielkie są fundamentalnie spartolone. Jedyne, co w tym świecie jest udane, to „rzeczy małe”, wszelakie drobnostki, które, jeśli masz odpowiednie nastawienie, napływają do ciebie wartkimi potokami. Jak moment, kiedy próbujesz odchudzić otyłego kota swoich rodziców i sięgając po kocimiętkę w spreju (z nadzieją, że pachnące nią elementy zmobilizują futrzaka XXXL do jakiegoś ruchu), odkrywasz nadrukowane na odwrocie: „Nie spryskiwać kota”. Albo jak, wracając nocą do bloku, w którym mieszkasz, po raz enty odkrywasz, że miasto nocą wygląda jak makieta — zupełnie jakbyś mógł poprzewracać budynki z kopniaka. Jak stoisz pod latarnią morską i próbujesz w gęstej mgle wypatrzyć linię, w której zamydlone błękitnoszare niebo spotyka się z zamydlonym …

Opowiedz sobie te historie sam

Któregoś dnia listonosz przyniósł mi przesyłkę. W najzwyklejszej kopercie upakowano tyle drobnostek, że cienki papier ledwo wytrzymał taką pękatość. W środku był też krótki list, którego treści oczywiście nie zdradzę, poza jednym fragmentem dotyczącym załączników: „Wysyłam Ci zatem zbiór rzeczy różnych. Dla mnie nieprzypadkowych, zebranych na trzech kontynentach i na wyspie Grzbietu Śródatlantyckiego (która jest miejscem tak wspaniałym, że zasługuje na wyróżnienie obok kontynentów). Nie chcę Ci pisać od razu historii z nimi związanych, bo już zdążyłam zauważyć, że jesteś dobry w te klocki. Na razie zostawiam niedosyt, opowiedz sobie te historie sam”. Więc zacząłem wyciągać te rzeczy z koperty. Szczelnie zamykany woreczek foliowy z mieszanką herbacianą. Żółtą karteczkę z narysowanym czajniczkiem i podpisem „smacznego”. Plastikowe wieko po lodach czekoladowych. Żeton z kasyna. Jakąś anglojęzyczną kartkę ze schematami autobusu, po jednej stronie i jakimiś odręcznymi zapiskami, po drugiej. Składany na cztery rysunek pantery wylegującej się na gałęzi. Kolorowe pióro. Jakieś malutkie zdjęcie. Normalne zdjęcie. Jakąś wizytówkę. Jakiś banknot. Kartonik, cały zadrukowany azjatyckimi znakami, a wewnątrz niego, płytka CD tak malutka, że kiedy wsadzi się ją …

Mejl to science fiction

„Okej – nie istnieje UE, nie istnieje Rosja, nie mówi się: »Either you are with us or you are with the terrorists«. Nie ma wojny w Zatoce ani ludobójstwa na Bałkanach, a żaden nastolatek nie umiera od LSD. E-mail to science fiction, a internet jest tylko teorią. Nikomu nie śniło się wypalanie własnych płyt kompaktowych. Nikt nie słyszał, jak Kurt Cobain śpiewa »Smells like teen spirit«, grunge wcale się nie liczy, w gazetach nie można przeczytać, że Cobain zmarł z przedawkowania. Świat nie poznał Spice Girls, Boyzone czy Destiny’s Child, Bono podczas trasy koncertowej nie prowadził rozmów na żywo z najwyżniejszymi przywódcami państw, a chłopcy z Blur nie kłócili się z Oasis o nowy britpop. Keanu Reeves nie pokonał siły ciążenia w »Matriksie«, nikt też nie zobaczył, jak Ernst-Hugo Järegård stoi na dachu kopenhaskiego Królestwa i – wymachując pięścią w stronę Bałtyku – wykrzykuje: »Ci cholerni Duńczycy!«. Ross, Monica, Chandler, Rachel, Phoebe i Joey nie przykuwają 20- i 30-latków do telewizorów w każdy wtorkowy wieczór. Nikt nie mówi o projektowaniu stron internetowych, nie można znaleźć …

Ulubione majtki też trzeba prać

Jakiś czas temu odstawiłem smartfon na rzecz telefonu bardziej tradycyjnego — z porządną baterią, fizyczną klawiaturą i podstawowymi funkcjami. Zamiast bawić się mniej lub bardziej głupimi aplikacjami, wysyłam morze esemesów. Poza tym, dużo szwendam się po mieście, rozmawiam z ludźmi, czytam książki, myślę. Znów więcej wiem o innych, a oni o mnie. Znowu jakby bardziej żyję. Rutyna coś w nas zabija. Odbiera zapał, pozostawia tylko działanie z rozpędu. Żeby nie zwariować i żeby odkrywać coraz to nowsze pytania, wciąż coś zmieniam. Wracam do domu inną trasą. Śpię odwrotnie niż zwykle. Wychodzę w środku nocy na spacer. Siadam na peronie, choć wcale nie czekam na pociąg. Wysyłam papierowe listy. Wychodzę na miasto i włażę w zakamarki, które dotąd mijałem idąc na autopilocie. Stoję w nich, zastanawiam się jak bym wyglądał stamtąd gdybym przechodził tak jak zwykle. Wychodzę wieczorem na balkon i obserwuję domowników przez szyby. Zaczepiam obcych ludzi na przystanku, pytam jak minął im dzień. Znajduję w mieszkaniu miejsce, z którego rzadko korzystam i siadam tam na dłuższą chwilę. To mogą być rzeczy drobne, to mogą …