Wszystkie wpisy z kategorii gry

Stolica walczy. Tylko kto jest dobry? O przygodówce „Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo”

Widzimy stolicę jakiegoś królestwa. Przemawia król; głosem pełnym wściekłej determinacji ogłaszając swoim poddanym nową straż — mechaniczne golemy, stworzone, by pilnować ładu i bronić miasto przed zdradzieckimi Gwardzistami, do których król pała nazbyt ewidentną nienawiścią. Jeden z Gwardzistów, zakapturzony mężczyzna w masce ptaka, stoi w tłumie, wmieszany między ludzi, słuchając zapowiedzi króla: golemy nie spoczną, póki ostatni z buntowników nie zawiśnie. Tak rozpoczyna się wydana trzy dni temu, 10 listopada, przygodówka „Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo”, sygnowana przez Artifex Mundi, choć wyprodukowana przez inne polskie studio, World-Loom. CZYM SĄ HOPA? JAKIE SĄ GRY ARTIFEX MUNDI? Dla mnie gry spod szyldu Artifex Mundi są wśród przygodówek tym, czym pratchettowska seria Świata Dysku wśród książek fantasy. Czymś takim, do czego możesz się przyzwyczaić; wiedząc, że zbyt szybko się nie skończy (Pratchett w tym cyklu wydawał czterdzieści jeden pozycji — Artifex Mundi chyba nawet więcej gier), że łatwo się wchłania (w tym dobrym sensie, w sensie przyjemnego odcięcia się od świata, tak bardzo pożądanego, od czasu do czasu), że doświadczenie, mimo coraz to nowszych wątków i motywów, będzie miało …

Majowie, egzotyczne majtki, zazdrość i zatrute strzałki. O przygodówce „Broken Sword II: The Smoking Mirror”

Rzeczą przez którą „Broken Sword II: The Smoking Mirror” jest dla mnie jeszcze lepsze od jedynki jest tematyka – Majowie, w odróżnieniu od Templariuszy, mnie interesują. Wszystko pozostałe za co pokochałem „The Shadow of the Templars” pojawia się również tu. To co możemy teraz kupić to jest wersja zremasterowana, poprawiona i dostasowana do urządzeń mobilnych. Od strony technicznie niewiele się różni od poprzednika – jest troszkę ładniejsza, mając lepiej zrobiony interfejs dialogu i ciekawsze animowane cutscenki (szczerze mówiąc te filmiki, wzorowane na komiksach i starszych filmach animowanych, to jeden z moich ukochanych elementów „Broken Sword”). Nieco bardziej wyeksponowano też możliwości silnika Virtual Theatre, wtedy innowacyjne. Kiedy przykładowo George i Nico znajdują się na jednej planszy, ona przechadza się po niej, oczekując aż nasz bohater ją zaczepi. Nie tylko ona zresztą – również bohaterowie niezależni. Od strony technicznej twórcy gry – Charles Cecil i jego załoga ze studia Revolution Software – może i skorzystali ze sprawdzonych w jedynce rzeczy, ale widać na każdym kroku, że to nie było odcinanie kuponów. Mamy tu do czynienia z fabułą, …

Paryż, klaun i Templariusze. O przygodówce „Broken Sword: The Shadow of the Templars”

Niespecjalnie przepadam za motywem Templariuszy. Całe to szperanie po starych kościółkach, doszukiwanie się spisków, biblijnych odwołań, kodów Leonarda da Vinci, to zupełnie nie moja bajka. A jednak, „Broken Sword: The Shadow of the Templars”, jest tak dobra, że choć eksploruje właśnie te rzeczy, stała się jedną z moich ukochanych gier. Wszystko zaczęło się w 1992 roku, kiedy po odwiedzeniu Paryża i przeczytaniu książki „Święty Graal, Święta Krew” Charles Cecil stwierdził, że Templariusze to świetny temat na grę. Postanowił jednak, w odróżnieniu od dominującego wtedy prądu przygodówek do pośmiania, podejść do gatunku ambitniej – nie wykluczając przy tym humoru, ale przeplatając go z angażującą, filmową wręcz fabułą. Oprócz tego, że scenariusz napisany przez Cecila jest wciągający, gra została – jak na tamte lata – bardzo przyzwoicie wykonana. Wszystko zostało ręcznie narysowane przez Eoghana Cahilla i Neila Breena, a następnie pokolorowane w Photoshopie. Chociaż historia jest bardzo długa, każda (!) pojedyncza kwestia ma podłożony głos. Jakość plików może nie powala, ale voice acting pierwszoplanowej dwójki przyjemnie zapada w pamięć. Głos Nico (podkładała go Hazel Ellerby), mówiącej z …