Wszystkie wpisy z kategorii plakaty

„Najważniejszy w plakacie jest przekaz”. Maks Bereski o plakacie i Plakiacie

Nazywa się Maks Bereski, choć pewnie część z was mijając go na ulicy, krzyknie: „Cześć, Plakiat!”, bowiem z tego internetowego projektu, w którym pokazuje własne, alternatywne wersje plakatów filmowych, jest najbardziej znany. Wikipedia wymienia go wśród kontynuatorów Polskie Szkoły Plakatu. Jest to dla niego powód do dumy, ale on sam chciałby zostać zapamiętany: „[…] jako ktoś, kto starał się zmienić pewien zły nawyk pójścia na łatwiznę w plakacie”. Jego przygoda z plakatem zaczęła się na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika — „[…] od momentu, gdy jako młody student poszukiwałem własnego wizualnego języka, by móc przelać odczucia i kłębiące się pomysły na papier. Zaczytywałem się wówczas w brytyjskim filmowym magazynie »Empire«, gdzie swe prace przez niedługi czas prezentował Olly Moss. Zainteresowałem się również Polską Szkołą Plakatu, do której dziś jestem przyrównywany, co jest bardzo miłe i nobilitujące. Był to fantastyczny okres w historii projektowania, intelektualnie stymulujący dla odbiorcy, jak i plakatowej konkurencji. Ponieważ z natury jestem buntownikiem i nie przepadam za »masówką« i komercją, ponieważ lubię poszukiwania, wpadłem na pomysł, by rozpocząć coś, co …

Czasami organizowałem coś, tylko po to, żeby móc do tego zrobić plakat. O Jakubie Zasadzie

Po wpisaniu w Google „Jakub Zasada” szybciej znajdziecie chirurga naczyniowego niż twórcę plakatów. Na swojej stronie internetowej w zakładce „o mnie” umieścił utwór Georgesa Brassensa „Les Copains d’abord” i wygląda na to, że faktycznie z piosenek francuskiego barda dowiecie się o nim więcej niż z internetu. „Brassensa ze wszystkich artystów piosenki cenię najbardziej. Świat, który opisuje w swoich utworach, jest też moim światem. »Les Copains d’abord« to piosenka o przyjaźni, o tym, żeby trzymać się razem i być wobec siebie w porządku. Bohaterowie niemal wszystkich piosenek Brassensa chcą być wolni, niezależni i życzliwi dla innych. Ja mam podobne pragnienia. Poza tym nie słyszałem w życiu piękniejszych melodii” — wyjaśnia. Uparcie twierdzi, że nie potrafi rysować, z plastyki regularnie dostawał tróje, a plakaty robi amatorsko i tylko w wolnej chwili. Urodził się we Wrocławiu tam mieszka i pracuje. Lubi to miasto, ale mówi, że nie chce się przywiązywać do miejsca. Na co dzień pracuje we wrocławskim Klubie Firlej. Cyklicznie organizuje spotkania miłośników czarnej płyty i muzyki w ogóle, znane jako Dolnośląska Giełda Fonograficzna. Można tam nie …

Plakaty typograficzne nie muszą być nudne. O Krzysztofie Iwańskim

Spacerując ulicami Łodzi, nie sposób nie natknąć się, na któryś z jego plakatów. Krzysztof Iwański w łódzkim środowisku kulturalnym jest artystą z już wyrobioną marką, a jego plakatami sygnowane są najciekawsze festiwale i wydarzenia w tym mieście. Instytucje, z którymi współpracuje, darzą go zaufaniem na tyle, by dać mu wolną rękę i nie wtrącać się w proces tworzenia. Swoimi projektami przekonał mnie, że plakaty typograficzne mogą być ciekawe, mogą przykuwać wzrok. Mogą wywoływać chęć wyciągnięcia z kieszeni telefonu, tylko po to, żeby zrobić zdjęcie. Mogą też sprawić, że zaczniemy szukać podpisu autora, żeby go sobie później wyguglować. Tak właśnie wpadłam na Iwańskiego. Jest absolwentem łódzkiej ASP, dyplom bronił na Wydziale Grafiki i Malarstwa. Zaczynając studia, nie wiedział jeszcze, że za kilka lat połowa miasta, w którym się wychował, obklejona będzie jego pracami. „Nie planowałem zajmować się plakatem, nic nie planowałem. Pojęcie plakat pojawiło się jakoś nagle, ale bardziej w perspektywie sitodruku niż faktycznie plakatu wykonanego na zlecenie. To dość zabawne, ale na łódzkiej ASP każdy arkusz papieru z nadrukowanymi literami lub cyframi (głównie w pracowni …

Sprzedawanie doskonałości jest nieuczciwe. O plakatach Karla Nessera

Podpisuje się Karl Nesser. Nie jest to jego prawdziwe nazwisko, a przeszukując zasoby internetu w celu odnalezienia pierwowzoru, od którego, jak mi się wydawało, wziął swój pseudonim, trafiłam tylko na Karla Nesslera — wynalazcę trwałej ondulacji i powiem szczerze, że pasowałoby to idealnie, bo plakaty Nessera są równie pokręcone, jak włosy po tym zabiegu. Atakują kolorami i kiczem lat osiemdziesiątych, który przecież tak uwielbiamy. Mimo młodego wieku jest świadomym artystą, biegle operuje stylem zakorzenionym w latach osiemdziesiątych. Wcale to jednak nie dziwi, kiedy się posłucha o jego dzieciństwie i artystycznej atmosferze, w której dorastał. „Wychowałem się w rodzinie, w której od początku istniał silny związek ze sztuką. Ojciec miał cudowny talent, którego niestety nie rozwinął ze strachu przed możliwością niepowodzenia kariery plastycznej i skończył ostatecznie politechnikę zamiast ASP. Przez całe moje dzieciństwo uczył mnie rysunku, a jego prace były dla mnie bardzo inspirujące i wykształciły mój charakter. Mama skończyła szkołę charakteryzatorską, a z tatą poznali się na kursach animacji rysunkowej”. Urodził się w czasach, kiedy rozwój technologii, bez których dzieciaki obecnie nie wyobrażają sobie życia, …

Plakatów prawie nie robię, bo prawie nikt już mnie nie chce. O twórczości Wiesława Wałkuskiego

Wysyłając maila do Wiesława Wałkuskiego z prośbą o kilka informacji, nie wierzyłam, że dostanę odpowiedź, myślałam, że sięgam zbyt wysoko, tymczasem po dwóch godzinach wiadomość czekała w skrzynce odbiorczej. Następna była jeszcze szybsza. Wiesław Wałkuski jest jednym z moich plakatowych mistrzów, a dla niejednego grafika niedoścignionym wzorem i jak się okazuje bardzo miłym i skromnym, choć znającym swoją wartość, człowiekiem. Ten artysta nie tworzy zwykłych plakatów, jego projekty to rzadko już spotykany majstersztyk. „Plakat może być dziełem sztuki albo zwyczajnym śmieciem. Wszystko zależy od tego, kto go tworzy. Podobnie jak klasyczny obraz olejny. Dziś takich dzieł sztuki na ulicach chyba się nie spotyka. A jeśli już to bardzo rzadko. Dziś plakat adresowany jest do motłochu i »mówi« językiem dla motłochu zrozumiałym. Przecież nie rzuca się pereł świniom. Ja nigdy nie adresowałem swoich prac do motłochu. Starałem się »porozmawiać« z inteligentnym i wrażliwym przechodniem” — napisał mi. Przykre słowa, ale prawdziwe. Dzisiaj traktuje się nas jak idiotów, tworzy się plakaty, które atakują sloganami, jaskrawymi kolorami czy zdjęciami photoshopowanych pań i panów, sztucznie zadowolonych z siebie, a …