Wszystkie wpisy z kategorii twórczość

„White Bird” — piękna sesja Katarzyny Czerniak

Fotograficzne połączenie roznegliżowanych kobiet i kwiatów niezwykle łatwo sknocić. Internet jest świadkiem ile tego typu sesji, zamiast poetyckością i prostym pięknym, epatuje pretensjonalnością i nieznośnym kiczem. Kiedy jednak ten motyw ująć dobrze, z wyczuciem i dobrym okiem, przy udziale modelki lubiącej się z obiektywem i fajnego analoga, otrzymujemy efekt przepiękny. Taki, który po raz enty udowadnia, że nie ma w tym świecie nic piękniejszego, niż naturalne kobiece ciało. Przykładem tego jest niniejsza sesja autorstwa Katarzyny Czerniak. „Zdjęcia wykonane były bardzo spontaniczne, podczas tworzenia zupełnie innego konceptu” — zdradza autorka. — „Poprosiłam wtedy moją znajomą, aby pozowała mi przy przepięknym wtedy kwitnącym owocowym drzewie. Była wiosna, pachniało cudownie kwiatami, a za nami było ogromne pole rzepaku. To był moment, chwila ulotna, podczas której wyjęłam z torby mojego Zenita TTL z Heliosem 58/2 i filmem Kodaka ColorPlus. Serię tych kilku portretów nazwałam »White Bird«, bo postać ze zdjęcia kojarzy mi się z białym ptakiem, kruchym, delikatnym i ulotnym jak ta chwila”. O sobie mówi tak: „Mam dwadzieścia siedem lat, pochodzę i mieszkam aktualnie w Poznaniu. Niedawno wróciłam …

Czy centra handlowe są oazą dla matek? O „Jak pokochać centra handlowe” Natalii Fiedorczuk-Cieślak

Lubię obserwować ludzi na Instagramie, to moje wstydliwe hobby. Oni różnią się od tych z rzeczywistości, są jednocześnie mniej prawdziwi i bardziej sobą. Co to znaczy? Już wyjaśniam. Masz przed sobą Instagram młodej modelki, która zaczyna karierę — spodziewasz się mnóstwa selfie i zdjęć z sesji. Spodziewasz się, że jest pewna siebie, może nawet lekko arogancka. Wie, że faceci patrzą na nią z pożądaniem, a kobiety z zazdrością. Z zaskoczeniem odkryjesz, że ilość zdjęć jej kota, przyjaciół i miasta, w którym mieszka jest zdecydowanie większa niż ilość zdjęć z ręki, czy wykonanych w zachwycającym anturażu przez utalentowanych fotografów. Kobieta, na co dzień pani kierownik, surowa, wymagająca i zimna, zawsze elegancka i, jak ci się wydaje, zbyt poważna, żeby do sklepu iść na pieszo, publikuje swoje zdjęcie, gdzie siedzi na śniegu w stroju narciarskim z zamyśloną miną, w tle góry. Powiecie, że to tylko na pokaz, ale ja wierzę, że ta chwila „słabości” — zamyślenia, nie była planowana, a dzielenie się nią, to próba niezatracania siebie w pozie wymagającej szefowej. Nie wierzę, że nie ma ludzi, …

Za czym tęskni Marcin Wicha? Czyli o książce „Jak przestałem kochać design”

W gdańskim Brzeźnie stoi billboard osiedlowego baru mlecznego reklamującego się hasłem: „Zobacz jak bardzo urosły nam piersi”. „Logo też mają całkiem w cipkę” — zauważyła czytelniczka, kiedy Michał podzielił się na naszym fanpejdżu zdjęciem tej wątpliwej jakości reklamy. Patrząc na takie projekty, nie dziwi mnie, dlaczego Marcin Wicha przestał kochać dizajn. Ku chwale podobnych perełek powstają społeczności zrzeszone na Grafik płakał jak projektował, Brief — co znosi psychika grafika, Polska Szkoła Plagiatu, wyrazem tej frustracji jest też książka Wichy — projektanta, którego estetyczny gust kształtował się od najmłodszych lat za sprawą ojca, cenionego architekta, Piotra Wichy. „Zmarnowałem dzieciństwo i młodość. Nie słuchałem Stonesów ani Depeche Mode. Moimi rockmanami byli graficy” — wyznaje z przekorą autor. I dlatego jest jedną z najbardziej odpowiednich osób, które mogą opowiedzieć o tym, co działo się i nadal dzieje, co było, i jest, złego, a co dobrego w dizajnie. Książka to zbiór historii często w postaci krótkich anegdot, które spotkały Marcina Wichę. Najpierw w domu rodzinnym — życie z ojcem estetą i idealistą czasem może być trudne, często pouczające, ale …

Czy kobiety mają do powiedzenia więcej niż mężczyźni? „Kaprysik” Mariusza Szczygła

Są trzy rzeczy, które zawsze poprawiają mi humor: słodko-słony smak, spacer nad morzem i pies liżący mnie po nosie. Do tej listy dopisuję „Kaprysik” Mariusza Szczygła. To króciutka i przyjemna lektura na wieczór — zbiór reportaży, których wspólnym mianownikiem są kobiety. „Jak wiadomo, kobiety mają więcej do powiedzenia niż mężczyźni. Uważam, że ludzkość nie robi z tego zjawiska wystarczająco dobrego użytku” — pisze we wstępie autor, po czym robi użytek z damskich historii i zbiera je w sześćdziesięciostronicowej książeczce z różową okładką i o wdzięcznym tytule „Kaprysik”. Jeśli myślisz, że infantylnie — pewnie masz rację. Ale kobiety (tak jak mężczyźni) bywają czasem infantylne i o ile nie dzieje się to bez przerwy i nie przybiera rozmiarów rozpuszczonego dziecka, nad którym nie można zapanować, jest to nawet rozczulające. Tak jak historie, które opowiada Szczygieł. Jest reportaż o kobiecie, która przez prawie sześćdziesiąt lat zapisywała szczegółowo i bardzo rzeczowo, co robiła każdego kolejnego dnia życia. Zeszytów zapisała ponad siedemset. Znajdziecie opowieść o Annie, która od 1991 roku, od dnia, gdy potrzebowała zdjęcia dyplomowego, regularnie odwiedza szczeciński zakład …

Co się wydarzyło w martwej dolinie? O „Martwej dolinie” Franka Westermana

Jakie są twoje wieczorne rytuały? Czytasz książkę, robisz sobie herbatę, przesuwasz palcem po kolejnych aplikacjach w telefonie, oglądasz telewizję, zasypiasz? Poranki również mają swój stały rytm. Po przebudzeniu bierzesz prysznic, parzysz kawę, gapisz się w okno, przeglądasz gazetę, włączasz radio, szykujesz się do wyjścia. Czy jesteś w stanie wyobrazić sobie, że gdzieś między twoim myciem zębów przed snem i parzeniem kawy przed wyjściem z domu, być może w momencie, kiedy gasisz nocną lampkę lub kiedy śnisz o przepisie na emememsy otrzymanym od czteroletniego syna sąsiada, na innym kontynencie umiera prawie dwa tysiące ludzi, kilka tysięcy zwierząt, wszelkie życie poza roślinnością i nikt nie wie dlaczego? Ta tragedia wydarzyła się naprawdę w nocy z 21 na 22 sierpnia 1986 roku w dolinie Nyos w Kamerunie. Większość ofiar wyglądała jakby zmarła we śnie, domostwa nie były zniszczone, dolinę okryły martwe ciała ludzi, zwierząt, a nawet owadów. Pierwsze doniesienia dotyczące tragedii mówiły o uwolnieniu się z jeziora chmury trujących gazów i uduszeniu wszystkich istot żywych, które znalazły się w jej zasięgu. Ustalaniem przyczyn tragedii zajęli się naukowcy z …

Na jakiej wyspie mieszka więcej niedźwiedzi niż ludzi? O „Białym” Ilony Wiśniewskiej

Książka, którą chcę polecić i przed którą chcę ostrzec to „Białe” Ilony Wiśniewskiej. Jeśli ta książka znajdzie się w twoich rękach, czeka cię ponad dwieście stron podróży, o jakiej ci się nie śniło, podróży przez mroźny Spitsbergen — krainę, którą zamieszkuje „dwa i pół tysiąca ludzi, a niedźwiedzi polarnych pół tysiąca więcej”, gdzie arktyczne lato jest „chłodniejsze od tego europejskiego o jakieś trzydzieści stopni” i gdzie „przez cztery miesiące nie ma słońca, a przez kolejne pięć nie zachodzi”. Ale uważaj, bo gdy dotrzesz do końca książki, będziesz chciał wyruszyć w tę podróż jeszcze raz, tym razem odległości mierząc kilometrami, nie stronami. „Białe” to nie przewodnik turystyczny po Spitspergenie, to przede wszystkim opowieść o ludziach, którzy zdecydowali się w tych trudnych dla człowieka warunkach, spędzić kawałek swojego życia. Na samym początku poznajemy Galinę młodą kobietę pracującą na statku wycieczkowym, która pewnego dnia wyskoczyła za burtę, od tak. Był rok 1985. „W morzu Arktycznym umiera się po kilku minutach” — pisze Wiśniewska, a Galina jakimś cudem przeżyła, zachęcano ją później, by jak najszybciej ubiegała się o azyl, …

Czy mieszkanie na kredyt to prawdziwy dom? „13 Pięter” Filipa Springera

W szkole mówili ci wiele niepotrzebnych rzeczy i jednocześnie nie powiedzieli jednej bardzo ważnej — człowiek nie jest ważny. Ważne jest to ile ma pieniędzy. Paradoksalnie, im mniej zarabia, tym łatwiej zarobić na nim. Będzie potrzebował kredytów, ale zaoszczędzi na prawniku, który powinien sprawdzić umowę przed podpisaniem. Będzie miał kredyt i straci pracę? Weźmie każdą inną, więc można mu dać płacę minimalną. Przestaje spłacać raty kredytu? Dajmy mu jeszcze opłaty za telefony i listy od windykacji, dodajmy mu koszty rozprawy sądowej, i niech się dorzuci do pensji komornika. Co będzie dalej? Komornik zajmie jego wynagrodzenie, przynajmniej tę część, którą może. On nie zarabia dużo, więc odsetki będą rosły. Jeśli to był kredyt hipoteczny, zajmą jego mieszkanie, sprzedadzą za jakiś procent wartości, część długu nadal zostanie. Zacznie pracować na czarno, żeby szybciej spłacić resztę, może dostanie zasiłek z Urzędu Pracy. A na koniec dowie się, że jest darmozjadem, obibokiem i nie chce mu się pracować, a przez to wszyscy obywatele muszą na niego łożyć. Ciekawa jestem kto z tych święcie oburzonych, tak ochoczo komentujących kwestię bezrobocia …

Czy wilki polują na ludzi? O „Wilkach” Adama Wajraka

Większość ludzi boi się spotkania z wilkami, Adam Wajrak idzie do Puszczy i wyje, żeby je do siebie przywołać. Większość ludzi nie wytrzyma w kompletnym bezruchu nawet godziny, Adam Wajrak wytrzymywał sześć. Większość ludzi nie wytrzymałaby smrodu padliny bez zwrócenia ostatniego posiłku, Adam Wajrak również nie, za to jego żona Nuria, radziła sobie z tym świetnie. Wilki to książka o bardzo niewielkiej wiedzy ludzi na temat wilków i ogromnym okrucieństwie, które czasem z tej niewiedzy wynikało, czasem ze strachu, a czasem po prostu z ignorancji lub, co gorsza, arogancji. Wilki to również książka o pasjonującym życiu dwójki ludzi Adama Wajraka, jego żony Nurii oraz o ich kundelce Antonii. Pasjonującym przynajmniej dla mnie i innych świrów zakochanych w przyrodzie, bo domyślam się, że nie każdego zainteresuje praca polegająca na przemierzaniu Puszczy w poszukiwaniu padliny, wielogodzinnym obserwowaniu z ukrycia padlinożerców. Licznych próbach uchwycenia na zdjęciu wilków, wielu nieudanych. Czasem złapania jakiegoś w celu założenia nadajnika. Praca, w której jesteś naocznym świadkiem okrucieństwa kłusowników, kiedy próbujesz ratować złapanego we wnyki wilka i wiesz, że istnieje ułamek procenta szansy, …

Kto jest najgorszym człowiekiem na świecie? O „Najgorszy człowiek na świecie” Małgorzaty Halber

„Jesteśmy tacy sami. Identyczni. Nie ma między nami żadnej różnicy, wybieramy tylko inne rodzaje broni, żeby przestać czuć, żeby zapomnieć o sobie i o tym, jak bardzo wszystko źle robimy, jak bardzo nie potrafimy sobie poradzić, jak bardzo jesteśmy najgorszymi ludźmi na świecie” — tak Małgorzata Halber opisuje uzależnionych. Uzależnionych od zakupów, gier, solarium, jedzenia, alkoholu i narkotyków. Wszyscy są najgorsi, bo wszyscy mają dziury, których nie próbują naprawić, ale w zamian starają się je zapełniać tym, co wydaje im się najprzyjemniejsze, tym co pozwala im poczuć się ze sobą dobrze, ale tylko na chwilę. Potem znów siebie nienawidzą, dwa razy bardziej. Krystyna — bohaterka książki Małgorzaty Halber jest alkoholiczką i narkomanką, ale przede wszystkim osobą, ogromnie samotną i nieumiejącą siebie zaakceptować, być może dlatego, że nie miała okazji poznać prawdziwej siebie, alkohol sprawiał, że była kimś innym — bardziej rozrywkowym, bardziej wyluzowanym, bardziej komunikatywnym. Krystyna wie, że ma problem. Pocieszona tym, że Jerzy Pilch też miał problem i Colin Farrell i Kirsten Dunst i Demi Moore i nawet Ewan McGregor postanawia iść na terapię, …

„O pisaniu” — jaki Bukowski wyłania się z jego listów?

Chciałbym móc cofnąć się w czasie, sięgnąć po te listy i dopiero wtedy po „Faktotum” i spółkę. Robiąc to w odwrotnej kolejności, też bawiłem się świetnie, ale wiem, że mając te listy w głowie, miałbym trochę inne wyobrażenie tego pisarza. To, że bardziej „ludzkie”, wiadomo — banał, ale też bogatsze o kilka elementów. Jak lojalność, którą Bukowski wykazywał wobec Johna Martina, swojego wieloletniego wydawcy, nawet w czasie konfliktów („Pozostałem Ci wierny. Miałem propozycje od nowojorskich wydawców. Miałem propozycje od konkurencji. Zostałem u Ciebie. Ludzie, sporo ich było, mówili mi, że jestem głupi. Nie przejmowałem się tym. Sam podejmuję decyzje z osobistych powodów. Byłeś, gdy nie było nikogo innego, pomogłeś mi zdobyć pieniądze dzięki archiwom. Kupiłeś mi porządną maszynę do pisania. (…) Do osiemdziesiątki, jeśli dożyję, zostało sporo lat, uprzątnijmy więc z drogi bzdurne przeszkody. Chcę być na Twoim pogrzebie i móc uronić łzę, wrzucając do grobu mały bukiet. Ok?”). O rodzaj sentymentalności, której Bukowski zdaje się niemal wstydzić, a która dopada go czasami, zmuszając do nagłych rozedrganych wyznań („Gdy szczęście dopisuje i książka wychodzi, idę …