Wszystkie wpisy z kategorii ziny

Big Poster Zin — „To ja, Narcyz się nazywam”

„Panie, kiedyś to były plakaty” — usłyszał Grzegorz Myćka od ekspedientki sklepu spożywczego, która podpatrzyła w rękach swojego klienta czasopismo otwarte akurat na stronie z artykułem o nowej fali plakatu polskiego. Cieszy to bardzo, że ludzie jednak doceniali tamten styl, ale jakby się tak dobrze rozejrzeć, to dzisiaj młody plakat ma się nieźle. Postara nam się to przybliżyć wspomniany wyżej Grzegorz Myćka oraz jego kolega po fachu Bartosz Mamak. Ta dwójka pasjonatów i twórców plakatów, doktorantów na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, powołała do życia grupę artystyczno-projektową Big Poster. „Cała inicjatywa ma na celu przyjrzenie się zjawisku nowego, młodego plakatu polskiego w kontekście współczesnych realiów projektowania graficznego” — dowiemy się z ich strony internetowej. Zin, którego pierwszy numer trzymam właśnie na kolanach, jest najważniejszym element całej inicjatywy. A jej podsumowaniem będzie katalog oraz cykl wystaw wybranych projektów. Big Poster Zin to niskonakładowa publikacja, wydawana w formie składanej książeczki. Po rozłożeniu na jednej stronie znajdziemy zbiór wyselekcjonowanych projektów z informacją o autorach oraz tekst krytyczny. Druga strona to plakat w formacie 98 × 68 cm, który można …

„Tokyo Bits”, ilustrowany zin o przeprowadzce do Japonii

Dostałem dziś przesyłkę z Japonii – szara koperta średniego formatu z rysunkiem gościa bez głowy, ubranego w kraciastą koszulę i unoszącego otwartą dłoń, z wnętrza której łypało na mnie oko. W środku znalazłem książeczkę wydrukowaną na różowym papierze, zin ilustratorski „Tokyo Bits”. Jego autorką jest Ewelina Skowrońska, ilustratorka i dizajnerka, która przeprowadziła się z Londynu do Tokio. Na czterdziestu stronach „Tokyo Bits” Skowrońska pokazuje różne aspekty przeprowadzki do Kraju Kwitnącej Wiśni – inny język, inną pogodę, inne miasta, inną mentalnością, inną technikę, inną kuchnię. „To nie była miłość od pierwszego wejrzenia”, czytamy w jednej ze scen. Autorka pokazuje to wszystko w sposób humorystyczny, choć niepozbawiony głębi i nostalgii. Bardzo przyjemnie przez to przebrnąłem, a na końcu chciałem więcej. Całość jest wykonana bardzo efektownie – minimalistycznie, z jednolitym tłem (różowym lub niebieskim) i brakiem wszelakich wstawek, a także pięknymi, z pozoru niechlujnie naszkicowanymi rysunkami. Do tego prosta, ale ładna, wymowna i klimatyczna, anglojęzyczna narracja, pojawiająca się tu i ówdzie, na wolnej przestrzeni, no i powstał efekt bardzo ciekawy, ładny, w taki sympatyczny i uroczy sposób. „Tokyo …