gify, twórczość
Skomentuj

Animacja sprawia, że mogę do woli maltretować ludzi bez obaw o wyrok sądowy. Rozmowa z Kajetanem Obarskim

Być może jeszcze go nie znasz, w takim razie dobrze trafiłeś. Być może go znasz i myślisz, że jest wesołym chłopakiem, nad którego głową fruwają motyle, bardzo możliwe, że po lekturze tego wywiadu nie zmienisz zdania. Być może jego gify cię bawią, poprawiają nastrój, sprawiają, że świat staje się piękniejszy; prawdopodobnie jesteś chorym psycholem, który lubi gapić się na maltretowanych ludzi. Czyli jak my wszyscy tutaj. Także łap się za swój kubełek WTF i zapraszam na krótką rozmowę z Kajetanem Obarskim — czarodziejem obrazków w Kiszkiloszki i kadrów na Unwell.

„Z zawodu człowiek. Hobbistycznie pieśniarz, mizantrop. Autor blisko dwóch tysięcy nienormatywnych ballad na gitarę klasyczną i puzon, niewydanego tomiku onirycznych erotyków i niedokończonego leksykonu dekadencji. Szkoły wybierał marne, więc się nie chlubi jak dziecko szczęścia. Podróżował autostopem i kradł czereśnie. Żuł tytoń z Indianami, sypiał w górskich lasach. Wyznawca jazzu, kawy i śpiewu gardłowego. Uprawiał wolną miłość i winorośl, ale przytył i poszedł na odwyk. Wciąż młody i z nadzieją. W przyszłości, członek nowoorleańskiego brass bandu i tajskiego teatru cieni. Najchętniej piąty jeździec apokalipsy, ostatecznie mongolski wilk stepowy. Urodzony we Wrocławiu, zamieszkały w Amsterdamie, hardy uczestnik kultur i spędów niemasowych. Pisze, by nie oszaleć. Powinien więcej”. Ile z tego, co kiedyś o sobie napisałeś , jest prawdą?

Nie ma to jak przerafinowane biografie pisane w trzeciej osobie, prawda? Wszystko. Można by się ewentualnie przyczepić do tej młodości, ale nadziei we mnie wciąż sporo.

Podobno nie lubisz ludzi?

Precyzując — ludzkości. Zgadza się, nie lubię. Jestem mizantropem i zagorzałym pesymistą, a na dodatek apostatą zanurzonym po uszy w nihilizmie egzystencjalnym. Wiele osób wyobraża sobie, że muszę być wesołym człowiekiem, bo tworzę śmieszne obrazki, kiedy ja jestem śmiertelnie poważny w tym, co robię. Animacja sprawia, że mogę do woli maltretować ludzi bez obaw o wyrok sądowy. Robię im krzywdę, dręczę i szydzę z nieokrzesaną przyjemnością. Możesz mnie oskarżyć o hipokryzję, bo przecież mam przyjaciół, mieszkam w dużym mieście i na dodatek w ciasnym mieszkaniu z kobietą! Ale! Mam na to taką obrzydliwą odpowiedź. Mizantropia kończy się tam, gdzie zaczyna libido. Szkoły też nie lubiłem, ale trzeba było chodzić. Uważam, że pesymizm i mizantropia jako taka mają zły PR.

Na stałe mieszkasz w Amsterdamie? Wrócisz kiedyś do Polski?

Po co do Polski? W Polsce już byłem. Coraz bardziej skłaniam się ku Azji.

Tworzysz animacje, muzykę, robisz zdjęcia, piszesz teksty, podróżujesz. Masz jakiś rodzaj życiowego ADHD? Czy któraś z tych aktywności jest dla Ciebie ważniejsza niż pozostałe?

Jak byłem mały, chciałem zostać Leonardem da Vinci. Chciałbym Ci odpowiedzieć, że nie mam życiowego ADHD, ale cholera, no mam. Wszystko na to wskazuje i tak mnie widzą najbliżsi. A to zabawne, bo fascynuje mnie raczej temat śmierci i ludzkiej marności. Tworzenie jako takie to moje największe hobby. Czuję nieopisaną potrzebę wypluwania z siebie utworów wszelkiej maści. Czy któraś z aktywności jest dla mnie ważniejsza niż pozostałe? Tak, ale nie powiem, bo klasyfikacja bezustannie ewoluuje. Obijam się także co nieco o środowisko filmowe, planuję założyć zespół punkowy i rozmyślam nad utworzeniem komiksu online. Nie wiem jak i kiedy to wszystko zrobię, bo ciężko pracuję na poranne bułeczki, które niestety na krzaczkach nie rosną. A szkoda.

Dlaczego malarstwo klasyczne? Myślisz o sięgnięciu również do sztuki nowoczesnej?

Zacząłem od malarstwa, skończę prawdopodobnie na instrukcjach montażu IKEA. Chciałbym animować wszystko. Czemu klasyka? Powodów jest przynajmniej kilka. Po pierwsze, kocham sztukę. Po drugie, nie cierpię Chełmońskiego, a od niego się zaczęło. Swoją drogą, on prawdopodobnie też by za mną nie przepadał. Po trzecie, uzewnętrzniam w jakiś sposób swój sprzeciw wobec zastanej rzeczywistości (początkowo nie byłem tego świadomy), który można w zasadzie opisać przy pomocy trzech liter: NIE. Wydaje mi się, że opozycję wobec kanonów piękna najlepiej obrazuje rujnowanie piękna właśnie. Duchamp też malował wąsy Mona Lisie. Z tą różnicą, że on był artystą, a ja sobie tylko marudzę.

Mówisz, że nie jesteś artystą, ale przecież nie wystarczy odpowiedni program komputerowy, żeby robić takie gify.

Zgadza się. Przydatna jest czasem butelka czerwonego. A tak zupełnie szczerze, trzeba mieć po prostu chęci, by tworzyć. To się tyczy wszystkiego. Reszta to ciężka praca. Talent jest przereklamowany. Jestem zdania, że dziś zbyt łatwo przychodzi ludziom chrzcić mianem artysty tych, którzy popełniają sztukę na miarę zgrabnego szlaczka pod tematem lekcji w szesnastokartkowcu. Śpiew i bilet do talent szołu to nie artyzm. Jak ktoś umie rysować, to nie oznacza, że powinien się klepać po pleckach choćby z Rolandem Toporem. Wszakże to znaczy wyłącznie, że umie rysować. Ja nawet tego nie umiem. Jakby tak się przyjrzeć współczesnym definicjom artyzmu to wychodzi na to, że wszystkich nas powinni wystawiać w gablotach muzealnych. Łącznie z babciami, które dziergają nam psychodeliczne swetry na drutach i budowlańcami, którzy kładą tynk o fakturze à la Rothko. Okazuje się więc, że na tym świecie sami artyści, tylko sztuka jakaś marna. A ja? Żaden ze mnie artysta. Ja tylko robię jakieś tam rzeczy. Lubię określenie monter. To wydaje się być uczciwe. Kajetan Obarski, monter.

Jakich artystów lub jakie obrazy „przerabiasz” najchętniej?

Jak na nihilistę przystało — wszystko mi jedno. Czasem jest tak, że patrzę na dany obraz i widzę, jak wspaniale można go zrujnować. Czasem tak, że historia czy psikusik pojawia się nagle, a później dobieram odpowiednie części składowe. Najczęściej, tego rodzaju zjawy nawiedzają mnie przed snem. Noszę ze sobą notes z pomysłami jak Woody Allen. Potwornie wielbię Saturna Goi. Całkiem przyjemne jest wczesne malarstwo amerykańskie. To zaraz po wymordowaniu rdzennych mieszkańców i zasiedleniu ich ziem. Pełne patosu i dumy. Szczęśliwe rodziny przy zastawionym stole. Ładne. Ale tak jak wspominałem wyżej, zaopiekuję się nie tylko malarstwem.

Dużo czasu zajmuje ci stworzenie jednego gifa?

Od dwóch do kilku godzin. To pewnie dlatego, że jestem samoukiem. W efekcie wychodzi z tego trzysekundowa animacja. Śmieszne, co nie? Samo animowanie to nieopisana frajda. Nużący jest zawsze pierwszy etap, czyli wycinanki w programach graficznych. Uznaję więc cierpliwość za swój największy talent.

Zdajesz sobie sprawę, że za trzy miesiące będziesz miał więcej fanów na Facebooku, niż my zebraliśmy przez trzy lata?

Najszczersze wyrazy współczucia. Wszystko na to wskazuje. Przysięgam na dobre imię matki, że zupełnie nie spodziewałem się tak dużego zainteresowania, ale kiedy w ciągu pierwszego miesiąca funkcjonowania Kiszkiloszków na Tumblrze, moje animacje trzy razy wyróżniono odznaką „staff pick” i kiedy dostałem pierwszą prywatną wiadomość z półnagim selfie jakiejś peruwiańskiej dzierlatki oraz kilka sporych penisów, zrozumiałem, że coś jest na rzeczy. I tak jakoś się kręci.

Dostawałeś już jakieś propozycje komercyjnego tworzenia gifów?

A macie dla mnie jakąś? Póki co pojawiają się prośby o nieodpłatne publikacje i przedruki. Nie ukrywam, miło by było coś zarobić, nie chciałbym do końca swoich dni, gnić w zagranicznych fabrykach i magazynach. Wziąłem też skromny udział w dorocznej promocji domeny publicznej. Bo wbrew pozorom, tak jak i Wy, lubię Robić Dobrze.

Niestety na naszym koncie bankowym znajdziesz tylko kurz i pajęczyny. Ale gdybym była strasznie bogata, zleciłabym Ci zrobienie kilkunastu gifów, na których mój chłopak jest obiektem przeraźliwych tortur. Wysyłałabym mu je za każdym razem, gdy mnie wkurzy. Mówię Ci, jak chcesz zarobić na gifach, uderzaj do wkurwionych kobiet.

Mówisz i masz.

Genialne! Dodaję na stałe do Telegrama (polecam, dla gifiarzy to najlepszy komunikator). Mam do Ciebie ostatnie dwa pytania i idę torturować Michała. Zauważyłeś, że odkąd Facebook wprowadził gify, rośnie ich popularność? Zaczynają korzystać z nich marki, nie tylko do uatrakcyjnienia swojego fanpejdża, ale także do promowania swoich produktów.

Nie jestem na bieżąco z trendami. Zdecydowanie są bardziej klikalne niż filmy z YouTube’a. Trochę mnie to smuci, zwłaszcza jako autora tekstów pisanych. Pierwsze lepsze trzy sekundy ruchomych obrazków mojego autorstwa cieszą się większym powodzeniem, niż wszystko, co napisałem w ciągu swojego życia. Ludzie, czytajcie! Nie koniecznie Obarskiego, ale czytajcie. Z drugiej strony, to jest siła gifów. Pomijając ich zasięg, w kilku kadrach można zawrzeć więcej znaczeń i opinii niż w druku A4. Bardzo lubię tego rodzaju kompresję.

Na koniec muszę o to zapytać. Nie boisz się porównań do gifów Scorpion Daggera?

To mój ulubiony temat. Oczywiście pojawiły się już takie głosy. Część z nich o charakterze pochlebnym, część nie koniecznie. Ale nie, nie boję się. James Kerr stworzył swoje własne, renesansowo-chrześcijańskie uniwersum, w które ja nie mam zamiaru wkraczać. Cenię sobie jego prace. I rozumiem, że nie uda mi się uniknąć tych porównań. Bo animacja, bo gif, bo malarstwo, bo dowcipy, bo ludzie się śmieją. Bo kultura remiksu. Do tego najprawdopodobniej operujemy tym samym programem do tworzenia animacji, umożliwiającym bardzo łatwe łączenie gifów w animowane opowiastki, z czego coraz chętniej korzystam, gdyż nie wszystko można zawrzeć w jednym ujęciu. Kerr nam pokazał, że można więcej. I za to mu dziękuję. Myślę, że z czasem i ci nieprzychylnie nastawieni zauważą różnice, zamiast skupiać się na podobieństwach. Monopol wszakże jest niezdrowy. Nawiasem mówiąc, do tworzenia animacji inspiruje mnie raczej kilka innych postaci i żeby było śmieszniej, są to postacie niekoniecznie związane z animacją a światem muzyki, filmu i filozofii. Choćby Frank Zappa, Nietzsche, Schopenhauer, Vic Chesnutt, The Residents i Charlie Chaplin. Nie wspominając Terrego Gilliama, który najprawdopodobniej zrównałby z ziemią i Obarskiego i Kerra, gdyby tylko był internetowym nienawistnikiem. Max Ernst też miałby się do czego przyczepić.

Czy mogę kogoś pozdrowić? Chciałbym pozdrowić i podziękować za wsparcie mojej konkubinie, Magdalenie. Robisz najlepsze ciasto marchewkowe pod słońcem! Zostawiam klucz do mieszkania pod wycieraczką.

Dzięki za rozmowę! A was zapraszam na stronę Kiszkiloszki i fanpejdż.

gify, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi