duszek
Skomentuj

Mejl to science fiction

„Okej – nie istnieje UE, nie istnieje Rosja, nie mówi się: »Either you are with us or you are with the terrorists«. Nie ma wojny w Zatoce ani ludobójstwa na Bałkanach, a żaden nastolatek nie umiera od LSD. E-mail to science fiction, a internet jest tylko teorią. Nikomu nie śniło się wypalanie własnych płyt kompaktowych. Nikt nie słyszał, jak Kurt Cobain śpiewa »Smells like teen spirit«, grunge wcale się nie liczy, w gazetach nie można przeczytać, że Cobain zmarł z przedawkowania. Świat nie poznał Spice Girls, Boyzone czy Destiny’s Child, Bono podczas trasy koncertowej nie prowadził rozmów na żywo z najwyżniejszymi przywódcami państw, a chłopcy z Blur nie kłócili się z Oasis o nowy britpop. Keanu Reeves nie pokonał siły ciążenia w »Matriksie«, nikt też nie zobaczył, jak Ernst-Hugo Järegård stoi na dachu kopenhaskiego Królestwa i – wymachując pięścią w stronę Bałtyku – wykrzykuje: »Ci cholerni Duńczycy!«. Ross, Monica, Chandler, Rachel, Phoebe i Joey nie przykuwają 20- i 30-latków do telewizorów w każdy wtorkowy wieczór. Nikt nie mówi o projektowaniu stron internetowych, nie można znaleźć pracy jako gospodarz chatroomu, nikt nie słyszał też o SMS-ach. Bill Clinton nie musiał przyznać, płacząc na konferencji prasowej, że uprawiał seks ze stażystką, księżna Diana nie występowała w telewizji jako anorektyczka, poza tym nadal żyje. Żyje także Greta Garbo, żyje Astrid Lindgren, żyje Pol Pot i żyje też król Olav. Angielscy chłopcy Robert Thompson i Jon Venables nie zamordowali dwulatka Jamesa Bulgera w pociągu w Manchesterze, osiemnastoletni Eric Harris i rok młodszy Dylan Klebold nie zastrzelili dwunastu uczniów i jednego nauczyciela w Columbine High School w Jefferson County, Colorado. Pojmujesz, że nic z tego się nie wydarzyło? Myślisz, że to brzmi dobrze? »To się nie wydarzyło«”.

Bardzo lubię ten fragment. Początek „Człowieka, który pokochał Yngvego” (2003), powieści norweskiego pisarza Tore Renberga, zresztą pięknej i ogólnie o czymś zupełnie innym – o miłości chłopaka do chłopaka, a także o obsesji do jakiej możesz dojść, jeśli zamkniesz się we własnej głowie. Jednak wstęp tej powieści znacznie wyrasta poza jej tematykę; stając się czymś więcej, niż tylko opisaniem jakiejś konkretnej historyjki – staje się próbą wychwycenia ducha czasów, opisania go i uwiecznienia. Kiedyś podejmowano tych prób więcej; teraz tego brakuje, brakuje twórców, którzy potrafiliby opisać drogę pokoleń współczesnych, wszystkich tych igreków i iksów. Nasze laptopy są przepełnione serialami o genialnych lekarzach chamach, grach o trony fantastycznych krain i producentach narkotyków z nowotworami, a nasze półki i czytniki – książkami o wielu twarzach zboków, igrzyskach śmierci, a także o setkach innych spraw, właściwie wszystkich, poza tymi, które są istotne – rzeczami, które mogłyby nam pomóc w odnalezieniu swojej tożsamości, jako jednostek, jako mieszkańców regionów i jako ludzkości, w ogóle, żyjącej w takich, a nie innych czasach. Stworzyliśmy popkulturę, która dociera do wszystkich, ale nie dotyczy nikogo. Oddalamy się; zarówno od siebie wzajemnie, jak i od siebie samych, w sensie coraz mniejszego zrozumienia kim jesteśmy. Jesteśmy pokoleniem z dostępem do największej tuby w historii tej planety, tylko nie mamy pojęcia, co moglibyśmy przez nią krzyczeć. I oczywiście przeczuwamy, przeważnie w trakcie tych dziwnych czarnych napadów, pojawiających się czasami między jednym zagłuszaczem a drugim, że czegoś w naszym życiu brakuje, ale nie mamy pojęcia czego.

Wspominam o tym nie po to, żeby narzekać (a przynajmniej nie tylko po to), ale żeby coś w was zasiać, albo chociaż dołożyć do tego nasionko, jeśli już coś rośnie. Najważniejsza rzecz, jaką uświadomiło mi prowadzenie tego bloga, to, że kiedy masz jedną z tych myśli „to się nie zmieni”, niemal zawsze się mylisz. Kiedyś opisałem publicznie historyjkę o tym, jak odbyłem na ławce pod gdańskim falowcem długą rozmowę ze smutnym facetem, z którym wiele lat wcześniej syn zerwał kontakt. Jakiś czas później poeta Piotr Skutecki opisał publicznie, jak pod wpływem mojego tekstu, postanowił zagadać do innego człowieka, mężczyzny robiącego z psem rundki po śmietnikach w poszukiwaniu puszek. „Okazało się, że pan ma na imię Maciej” – pisał Piotr – „a pies Ciapek (bo ostatni z miotu i taki ciapowaty) i że chętnie usiądzie sobie i chętnie się ze mną napije. Okazało się także, że jest byłym księdzem, doktorem psychologii i do tego poliglotą, ale zbiera puszki i od dawna nie jest to dla niego jakąś ujmą. Dość powiedzieć że, pomimo że gadało się bardzo miło, to wcale nie robiło się cieplej, więc pomimo wątpliwości dałem się zaprosić na kawę. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy po wejściu do mieszkania to piękne, czarno-białe, abstrakcyjne obrazy pokrywające ściany salonu, jak się później okazało jego niedawno zmarłej żony. Dostałem obiecaną kawę i tak spędziliśmy kolejnych kilka godzin. (»Na pierwszym miejscu w moim życiu jest Ciapek, potem jest jedzenie, potem mieszkanie, bo jak pieniądze są nisko w hierarchii to znaczy że masz dobrą hierarchię«.) Z pewnością nie opowiadałbym na forum publicznym o tak intymnym przeżyciu, jednak spędziłem przy tej kawie wspaniały poranek, najbardziej nieoczekiwany z możliwych i na pamiątkę kupiłem jeden z tychże obrazów. O tym, tym bardziej bym nie napisał, gdyby nie ciężkie warunki w jakich przyszło mu mieszkać, więc piszę, żeby zainteresować was twórczością, ale i historią pana Macieja i jego żony, Jadwigi Sulikowskiej, a jeśli się komuś spodobają, to dajcie sygnał, bo obrazy poniżej, jak i wiele innych, są na sprzedaż, więc nie tylko dorobicie się poznańskiego Pollocka na ścianie, ale i pomożecie porządnemu potrzebującemu człowiekowi”.

Bo czasem wystarczy tylko zasiać. Więc zasiewam. Jeśli kiedyś poznacie (albo stworzycie!) książkę, film, komiks czy cokolwiek innego, co właśnie na tym się skupia, na oddaniu ducha tych szalonych czasów, wciąż analogowego człowieka w oceanie bajtów, to dajcie mi cynk. Chętnie się z tym zapoznam, chętnie to puszczę w obieg. Jest tego niedosyt, ludzie!

duszek

Autor,

Lubię słuchać ambientu podczas długich spacerów. Nie wychodzę z domu bez plecaka, w którym pomieszkują: latarka, papierowe magazyny, książki, zeszyty, no i mnóstwo papieru, żebym w każdej chwili mógł napisać kolejny list. Fotografuję bezlusterkowcem Fujifilm X-A10, gram na Nintendo Switchu. Zbieram płyty muzyczne, książki, skasowane bilety autobusowe. No i listy. Często wracam do tych archiwalnych, na nowo je czytając i oglądając wrzucone do kopert załączniki. Kocham ukorzeniać nowe roślinki, oglądać mapy i dotykać drzew. Znajdziesz mnie też na Fejsie i na Instagramie.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi