plakaty, twórczość
Skomentuj

„Krytyka jest wpisana w zawód grafika i nie wyobrażam sobie forsowania projektu, który tylko mi się podoba”. O plakatach Oli Jasionowskiej

Mało śpi, dużo projektuje. Boi się latać, ale ma nadzieję, że ten strach kiedyś minie, bo chciałaby zobaczyć na żywo swoją rysunkową panoramę miasta w poczekalni odlotów na warszawskim Okęciu. Stworzyła identyfikację wizualną dla Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, plakat z podziękowaniem dla „spacerowiczów” też jest jej i jest z niego bardzo dumna. Ilustrowała książkę dla dzieci „Hej, Szprotka!”, tworzy plakaty, gify, neony, upiększa Warszawę jako grafik miejski. Kto taki? Ola Jasionowska. Przez długi czas kojarzona jedynie z „Hozmówkami z Hanną”, przez co czuła się trochę jak: „dorosła gwiazda serialu, w którym grała jako dziecko”. Dzisiaj o Hozmówkach nie będzie nic, dzisiaj będzie o plakatach.

Pierwsze projekty zrobiła dla Baru Studio i właściwie od tego momentu zaczęła się jej przygoda z plakatami: „W 2012 roku pod koniec działalności Chłodnej 25 i na początku istnienia BaruStudio, Zuzia Mockałło i Grzesiek Lewandowski (właściciele) zaproponowali, żebym coś dla nich narysowała. To było chyba »Pierwsze wiosenne śniadanie«, ten pierwszy plakat. Mimo że jako graficzka pracuję znacznie dłużej, to dzięki tej współpracy przekonałam się, że jest to moja ulubiona dziedzina projektowania. Współpracujemy do dzisiaj i myślę, że większość swoich najlepszych prac zrobiłam właśnie dla nich”.

Czasami pracę nad projektem zaczyna od ręcznych szkiców, najczęściej wtedy, gdy chodzi o serię; jeśli akurat ma do zrobienia jeden projekt, zaczyna od razu w komputerze: „Najpierw wybieram kolory, potem fonty, a na końcu rysuję. Potem zmieniam to, co wybrałam wcześniej, ale początek zawsze wygląda właśnie tak”. Trudność sprawiają jej projekty, które przesadnie rozciągają się w czasie — „[…] bo mam wrażenie, że moje prace sprzed roku są tak różne od tego, co robię dzisiaj, że ciężko mi zachować spójność, a spójność jest fajna. Przy pracy nad książką „Hej, Szprotka!”, która trwała ponad pół roku, zderzyłam się z tym, jak inne są rysunki powstałe kilka miesięcy po moich pierwszych propozycjach”. Tematy okołofotograficzne również bywają uciążliwe: „Pracowałam przy kilku edycjach Wszyscy Jesteśmy Fotografami. Layout każdej edycji opiera się na fotografii konkretnego twórcy i trzeba to wszystko ugryźć tak, żeby nie ingerować w koncepcję fotografa, ale dodać swój własny graficzny charakter do projektu”. Uwielbia plakaty Andrzeja Krajewskiego, ale docenia również prace innych grafików i graficzek — „Gdy patrzę na plakat, który mi się podoba myślę, że chciałabym taki fajny plakat zrobić sama. Myślę sobie, że »zazdrość i nienawiść«” — żartuje. Rzeczami, które jej się nie podobają, nie zawraca sobie głowy: „Za dużo jest złego projektowania, żeby jeszcze się nad tym pochylać, a może to wykształciło się u mnie po tysięcznej prośbie, żeby przesunąć coś w lewo albo zmienić kolor”. Zapytana, czy przejmuje się krytyką, odpowiada — „Przejmuję się krytyką ludzi, którzy mają pojęcie o tym, co krytykują lub klientów. Mniej (ale jednak) przejmuję się krytyką ludzi, którzy krytykują wszystko — szczególnie wyraźnie widzę to, pracując w mieście: »Sadzimy drzewa? A co z ławkami! Stawiamy ławki? A co z drzewami! Bronimy bezdomnych psów? A co z bezdomnymi kotami! Robicie w mieście plakaty? Po co! Jest niebieski? Powinien być żółty!« I tak w nieskończoność. Nie wykształciłam w sobie wspaniałej umiejętności ignorowania malkontentów i specjalistów od wszystkiego, mimo że z doświadczenia wiem, że zazwyczaj są nimi ludzie nieszczególnie obdarzeni jakimiś umiejętnościami, poza umiejętnością klikania enter na klawiaturze komputera. Krytyka jest wpisana w zawód grafika i nie wyobrażam sobie forsowania projektu, który tylko mi się podoba. Robię go przecież na czyjeś zlecenie i odpowiadam nim na czyjeś potrzeby”.

Ola studiowała na Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. Czy poleciłaby tę szkołę młodym osobom, które chciałyby pracować w zawodzie grafika? „PJATK to fajna szkoła z dobrym zapleczem technicznym i myślę, że dobrze i praktycznie przygotowuje do pracy. Ale ja swoją pracę zaczęłam zaraz po dostaniu się do szkoły i po licznych przerwach, urlopach mniej lub bardziej dziekańskich stwierdziłam, że nie mam już za bardzo czasu, pieniędzy i cierpliwości, żeby wracać do nauki czegoś, czego zaczęłam uczyć się, pracując. Gdybym nie musiała pracować, z chęcią skończyłabym szkołę w trybie dziennym, bo to zdecydowanie najwartościowsza według mnie forma nauki. Wyobrażam sobie, że liceum plastyczne było po studiach i że wszystko mam pokończone, wtedy nie jest mi tak smutno” — odpowiada.

Aktualnie, poza licznymi projektami dodatkowymi, pracuje jako grafik miejski i dowiedziałam się, że jest to praca trudna, ale jednocześnie rozwijająca: „Nie wyobrażam sobie innego miejsca, w którym mogłabym podejmować jednocześnie tak dużo, tak różnych od siebie zagadnień. Między projektantem a odbiorcą jest zastęp urzędników, który ma swoje uwagi do projektów i to jest trudne. Do tego jest szereg zasad, których musimy przestrzegać. Lista informacji, które musimy zawrzeć. Urzędo-przepisy, których musimy się trzymać. Jednego dnia robię plakat na otwarcie Bulwarów, drugiego projektuję neon nad Wisłę, a innego konsultujemy to, jak będą wyglądały bilety w komunikacji miejskiej”.

Lubi przebywać w otoczeniu dobrze wydanych książek i albumów. Są dla niej inspiracją do pracy nad projektami. W jednej z pierwszych wiadomości do mnie napisała: „Dzisiaj na moim biurku leżą: »Nie gęsi« Karakteru, »Moje okładki« Ha!artu i »Latem w mieście« Bęc Zmiany”. Lubi rysować warszawską architekturę: „Nie wiem, czy to wychodzi mi najlepiej, możliwe, że wcale nie, ale to jest dla mnie najciekawsze”. I lubi ilustrować książki „[…] bo wtedy trzeba przeczytać tekst milion razy: na początku może to być uciążliwe, potem jest śmieszne, a potem po prostu inne, niż na początku. Jak ilustrowałam książkę »Hej, Szprotka!« moją i Agnieszki Kowalskiej, milion razy patrzyłam na te same króciutkie strony z tekstem, a mimo to zawsze, kiedy czytałam ostatnią z nich, byłam wzruszona, bo jest tam opis starszej suni (tytułowej Szprotki), która z trudem wchodzi po schodach. To niesamowite, że wciąż mnie to wzrusza. Dlatego ilustrowanie książek jest takie dziwne i fajne zarazem”.

Zapytana, czy w ogóle (a jeśli tak, to w jaki sposób) odpoczywa, odpisała — „Odpoczywam w miejscach, w których ciężko o wygodne biurko do pracy, bo chyba zawsze mam ze sobą komputer. Przez cały rok marzę o wakacjach w lesie i nad wodą, działkach znajomych, tureckich domkach holenderskich do wynajęcia (są takie) i małych tarasach obrośniętych krzakami. Takie krzaki dobrze zakłócają WiFi”.

Ostatnio pracowała nad neonem, który prawdopodobnie już niedługo będzie można podziwiać nad Wisłą oraz nad ilustracjami do książki Pauliny Młynarskiej o tytule „Rebel” — premiera odbyła się dokładnie tydzień temu (12.09.2017 r.). Dotychczasowe realizacje Oli znajdziecie na Fejsie (tutaj można również kupić niektóre plakaty, pisząc wiadomość prywatną) i Behance. Można ją również znaleźć na Instagramie — tutaj trochę zakulisowo, a jeśli jesteście lub będziecie w Warszawie, rozglądajcie się, może zobaczycie jakiś plakat, neon czy baner na żywo.

plakaty, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi