książki, twórczość
Skomentuj

„O pisaniu” — jaki Bukowski wyłania się z jego listów?

„O PISANIU”, CHARLES BUKOWSKI, 2016, NOIR SUR BLANC

Chciałbym móc cofnąć się w czasie, sięgnąć po te listy i dopiero wtedy po „Faktotum” i spółkę. Robiąc to w odwrotnej kolejności, też bawiłem się świetnie, ale wiem, że mając te listy w głowie, miałbym trochę inne wyobrażenie tego pisarza. To, że bardziej „ludzkie”, wiadomo — banał, ale też bogatsze o kilka elementów. Jak lojalność, którą Bukowski wykazywał wobec Johna Martina, swojego wieloletniego wydawcy, nawet w czasie konfliktów („Pozostałem Ci wierny. Miałem propozycje od nowojorskich wydawców. Miałem propozycje od konkurencji. Zostałem u Ciebie. Ludzie, sporo ich było, mówili mi, że jestem głupi. Nie przejmowałem się tym. Sam podejmuję decyzje z osobistych powodów. Byłeś, gdy nie było nikogo innego, pomogłeś mi zdobyć pieniądze dzięki archiwom. Kupiłeś mi porządną maszynę do pisania. (…) Do osiemdziesiątki, jeśli dożyję, zostało sporo lat, uprzątnijmy więc z drogi bzdurne przeszkody. Chcę być na Twoim pogrzebie i móc uronić łzę, wrzucając do grobu mały bukiet. Ok?”). O rodzaj sentymentalności, której Bukowski zdaje się niemal wstydzić, a która dopada go czasami, zmuszając do nagłych rozedrganych wyznań („Gdy szczęście dopisuje i książka wychodzi, idę do łóżka, czytam i bez słowa podaję żonie. Ona też czyta, mówi niewiele. Tak mogą mieć bogowie. To życie poza wszelkimi względami śmiertelności i moralności. To wszystko. Tak ustalone. I gdy mój szkielet spocznie na dnie trumny, gdyby do tego doszło, nic nie będzie w stanie umniejszyć znaczenia tych wspaniałych nocy, spędzonych tutaj, przy tej maszynie”). O kilka wątków biograficznych.

Oczywiście w „O pisaniu” znajdziemy również rzeczy, których po Bukowskim byśmy się spodziewali — tego jest bardzo dużo, z flagowym miksem outsiderstwa i zboczeństwa na czele. Jest też bardzo dużo krytyki świata. No i oczywiście niechęci do większości pisarzy; szczególnie do tych goniących za sławą, tych chadzających na wieczorki poetyckie, tych ze środowisk akademickich, tych, którzy zaczynają uczyć innych, a nawet tych, do których grona próbowano go wciskać — do bitników. Do większości swoich zarzutów jako zdrową przeciwwagę wskazuje pisarza wycofanego, piszącego z pasji, niemalże z obłędu, zupełnie jakby pisanie było tlenem. Sam był płodnym twórcą — w lepszych okresach pisał ogromne ilości tekstów. W jednym z listów z 1986 roku czytamy: „Gdy Barbet był w moim domu, zobaczył te wszystkie tekturowe pudła pełne wierszy. »Jezu Chryste, to ty to wszystko napisałeś?«, zapytał. »W tym roku«, odparłem. »Czy Martin wybiera najlepsze rzeczy?« »Miejmy nadzieję…«”. Pisał opowiadania, wiersze, powieści, artykuły, no i bardzo dużo listów, do których podchodził bardzo poważnie, niemalże jakby były jego minidziełami. Pisał bardzo swobodnie, nie przejmując się politycznym i społecznym wydźwiękiem, wierząc, że zadaniem pisarza jest pokazywać świat bez idiotycznej i destruktywnej cenzury. „Cenzura stanowi narzędzie tych, którzy mają potrzebę skrywania realiów przed sobą i przed innymi”, pisze w jednym liście. Jak łatwo się domyślić, często mu się za tą swobodę twórczą obrywało — usuwano jego książki z bibliotek, czytelnicy pisali listy do gazet, żeby przestały go publikować, atakowały go feministki. Czasem na te zarzuty odpowiadał, nierzadko żartobliwie.

Abel Debritto odwalił kawał dobrej roboty przy wyborze tych listów i ogólnym researchu. „O pisaniu” to prawie dwieście pięćdziesiąt stron listów, wybranych według tytułowego klucza, poukładanych w rozdziały kolejnymi latami, od 1945 do 1993, i okraszonych dodatkowymi informacjami rozjaśniającymi kontekst. Dzięki temu, że listy pochodzą z tak dużego przedziału czasu, poznajemy Bukowskiego jako dwudziestoparolatka, butnego, nieco jeszcze pretensjonalnego, trochę zakompleksionego i histerycznego (choć próbującego brzmieć pewnie), a rozstajemy się z nim w wieku siedemdziesięciu trzech lat, na kilka miesięcy przed śmiercią, kiedy jest dojrzały, mądrzejszy, no i bardziej świadomy siebie, przez co wszelkie jego ciosy są celniejsze.

Kup książkę papierową lub elektroniczną.

CYTATY

„Pisarz musi mieć prawo poruszać wszystkie tematy. Célin’a oskarżono o antysemityzm i gdy zapytano go o pewien fragment — »Ciężkie kroki Żyda…«, oświadczył: »ja po prostu nie lubię ludzi. W tym wypadku był to akurat Żyd«.”

„I gdy widzę teraz długie szeregi protestujących, wiem, że ich odwaga to tylko rodzaj odwagi powszechnej do pewnego stopnia, odwagi robienia tego, co należy, w odpowiednim towarzystwie, teraz to takie łatwe. Gdzie, do diabła, oni byli, gdy mnie wtrącano do celi [podczas] II wojny światowej? Wtedy było cichuteńko. Nie ufam ludzkim bestiom, Panie Head, i nie lubię tłumów. Piję swoje piwo, stukam w klawisze maszyny.”

„To mi bardzo przypomina stwierdzenie mojego ojca, gdy odmówiłem wyjazdu na II wojnę światową. »Ależ, synu, gdyby nie pierwsza wojna, nie poznałbym twojej matki i nigdy byś się nie narodził«.”

„W rzeczywistości nie jestem aż tak szalony, jak się wydaję, i lubię spokój, pijaństwo, wyścigi konne i widok kobiecych nóg okrytych nylonem obcisłych pończoch, lubię kopać ich szczupłe kostki i spoglądać w to, co zostało z ich i mojej duszy, ich własnymi oczami.”

„Wypowiadają się na temat rządu, duszy, homoseksualizmu, ekoogrodnictwa… i tak dalej… Znają się na wszystkim oprócz instalatorstwa wodno-kanalizacyjnego, a przecież powinni się na nim znać, bo produkują gówno.”

„Cały ten zakon idiotów, którzy uczęszczają na wieczory poezji — jasne ciuchy ludzi z trzęsącymi się jak galareta tyłkami i sianem w głowach.”

„Piłem przez kilka wieczorów z tym człowiekiem, i jeśli chce pan poznać parę paskudnych plotek, nie jest w moim typie. To akademik uwięziony między ściśniętymi jajami swoich nauk.”

„Niektórzy mają bardzo dobre początki. W tym, jak piszą, jest błysk, płomień, skłonność do ryzyka. Dobry pierwszy lub drugi tomik, po czym masz wrażenie, że zaczynają się rozdrabniać. Rozglądasz się, a oni już uczą twórczego pisania na jakimś uniwersytecie. Teraz uważają, że wiedzą, jak pisać, i mają zamiar uczyć tego innych. To choroba: zaakceptowali siebie. Nie do wiary, że mogą to robić. To tak, jakby jakiś przyszedł i próbował mi wytłumaczyć, jak pieprzyć, bo uważa, że sam dobrze pieprzy.”

„Nigdy nie lubiłem bitników, zbyt nachalnie promowali siebie, a narkotyki sprawiały, że wszyscy mieli drewniane fiuty, lub zmieniały ich w głupków.”

„Kiedy wszystko działa idealnie, to nie dlatego, że wybierasz pisanie, ale dlatego, że pisanie wybiera ciebie. Czyni to, kiedy jesteś na nie wściekły, kiedy tkwi w twoich uszach, w twoich nozdrzach, pod paznokciami. Kiedy w nim jest jedyna nadzieja. Kiedyś w Atlancie marzłem i przymierałem głodem w budzie z papy. Za podłogę służyły tylko gazety. Znalazłem ogryzek ołówka i pisałem nim na białych marginesach tych gazet, wiedząc, że nikt tego nigdy nie przeczyta. Obłęd rozwijający się niczym rak. I pisanie nigdy nie było pracą, realizacją planu ani częścią szkoły. Było. To wszystko.”

„Dziękuję Panu za list z informacją o usunięciu jednej z moich książek z biblioteki w Nijmegen. I o tym, że oskarża się ją o dyskryminację ze względu na kolor skóry, orientację seksualną i płeć. Oraz że to sadyzm z uwagi na sadyzm. A ja boję się, że dyskryminowane są poczucie humoru i prawda. Jeśli piszę źle o czarnych, homoseksualistach i kobietach, to dlatego, że tacy byli ci, których poznałem. Jest wielu »złych« — złe psy, zła cenzura; są nawet »źli« biali mężczyźni. Tylko że gdy się pisze o »złych« białych mężczyznach, oni się nie skarżą. I czy muszę mówić, że są »dobrzy« czarni, »dobrzy« homoseksualiści i »dobre« kobiety? W swoim pisarskim fachu tylko fotografuję w słowach to, co widzę. Jeśli piszę o »sadyzmie«, to dlatego, że on istnieje. Nie wynalazłem go, a jeśli w mojej twórczości pojawia się opis jakiegoś okropnego czynu, to dlatego, że takie rzeczy zdarzają się w naszym życiu, nie jestem po stronie zła, jeśli nie brak czegoś takiego jak zło. W moim pisarstwie nie zawsze zgadzam się z tym, co się wydarza, nie taplam się też w błocie dla samego taplania. Dziwne jest też to, że ludzie, którzy pomstują na moją twórczość, chyba przeoczają te jej fragmenty, które wiążą się z radością, miłością i nadzieją, a przecież są takie fragmenty. W swoich dniach, latach i w swoim życiu doświadczyłem wzlotów i upadków, blasków i cieni. Gdybym ciągle pisał tylko o »blaskach« i nigdy nie wspominał o reszcie, wtedy kłamałbym jako twórca.”

„Gdy zabieram się do drugiej butelki wina i przeglądam ponownie ten list, zauważam, że jeśli kiedyś ktoś go zobaczy, pojawią się aluzje, że Bukowski wspomniał o Czarnych i Homoseksualistach, tak jakby czuł do nich niechęć. I dlatego pozwól, że wymienię: kobiety, Meksykanie, lesbijki, Żydzi. Pozwól, że stwierdzę, że czuję niechęć do Ludzkości, a zwłaszcza do literatów. To nie tylko epoka wodorowej zagłady, to także epoka Strachu, Potężnego Strachu. Ja też nie lubię Białasów. I jestem Białasem”.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi