plakaty, twórczość
komentarze 4

„Najważniejszy w plakacie jest przekaz”. Maks Bereski o plakacie i Plakiacie

Nazywa się Maks Bereski, choć pewnie część z was mijając go na ulicy, krzyknie: „Cześć, Plakiat!”, bowiem z tego internetowego projektu, w którym pokazuje własne, alternatywne wersje plakatów filmowych, jest najbardziej znany. Wikipedia wymienia go wśród kontynuatorów Polskie Szkoły Plakatu. Jest to dla niego powód do dumy, ale on sam chciałby zostać zapamiętany: „[…] jako ktoś, kto starał się zmienić pewien zły nawyk pójścia na łatwiznę w plakacie”.

Jego przygoda z plakatem zaczęła się na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika — „[…] od momentu, gdy jako młody student poszukiwałem własnego wizualnego języka, by móc przelać odczucia i kłębiące się pomysły na papier. Zaczytywałem się wówczas w brytyjskim filmowym magazynie »Empire«, gdzie swe prace przez niedługi czas prezentował Olly Moss. Zainteresowałem się również Polską Szkołą Plakatu, do której dziś jestem przyrównywany, co jest bardzo miłe i nobilitujące. Był to fantastyczny okres w historii projektowania, intelektualnie stymulujący dla odbiorcy, jak i plakatowej konkurencji. Ponieważ z natury jestem buntownikiem i nie przepadam za »masówką« i komercją, ponieważ lubię poszukiwania, wpadłem na pomysł, by rozpocząć coś, co będę mógł kontynuować w kolejnych latach — projekt plastyczny, miejsce, gdzie będę pokazywał język tandecie, która patrzy na nas zbyt często. A wszystko w duchu Polskiej Szkoły Plakatu, lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, które mnie inspirują. Chciałem, by Plakiat był alternatywą, lubię to słowo”.

Kocha kino, a jego pasja do kinematografii rozpoczęła się, gdy pierwszy raz w życiu obejrzał „Królewnę Śnieżkę”, miał wtedy trzy lata. Dwa lata później — „Gwiezdne Wojny: część IV”, film był wyświetlany z napisami, nie potrafił ich wtedy odczytać, ale w ogóle mu to nie przeszkadzało. „Toy Story” oglądał w kinie pięć razy w ciągu jednego roku. Kino pokochał do tego stopnia, że zaczął myśleć o nauce w szkole filmowej, następnie o robieniu animacji, bo to również jego wielka miłość i o pisaniu recenzji, bo jak wyznaje — „Poczuwam się w duchu na recenzenta, oglądam więc mnóstwo. I nowości i klasykę. I niszę i blockbustery. Chcę być na bieżąco, czytam i obserwuję nowinki, chodzę do kina, kupuję filmy”. Z fascynacji kinematografią, zrodziła się fascynacja plakatem — „Plakat jest mi formą niezwykle bliską, zarówno w sferze tematyki, o której opowiada, jak i formy, w której powstaje. Jako symbolista i minimalista łączę pasję do szeroko rozumianego designu z pasją do kina, a efektem jest Plakiat — projekt trwający ósmy rok, w którym prezentuję alternatywne plakaty filmowe w autorskim spojrzeniu. Jako kinoman i absolwent Sztuk Pięknych znalazłem więc swój własny język plastyczny — medium, by móc komentować sytuację w kinie i rozwijać się zawodowo, bo jestem projektantem graficznym”.

Pracę nad projektem zaczyna od zebrania informacji — „Najważniejszy w plakacie jest przekaz, muszę wiedzieć co i jak chcę powiedzieć. Każdy plakat to research, to zrozumienie treści, tematyki, palety kolorystycznej i morału”. Następnie przechodzi do prac manualnych, by na podstawie ręcznych materiałów uzyskać wersję końcową w programie graficznym. O technikach, które w tym procesie stosuje, napisał — „Używanych technik jest mnóstwo, lecz najczęściej to pędzel i farba, stalówka, wycinanka, grafika wektorowa, aerograf. Lub techniki niekonwencjonalne. Łączę starą szkołę tworzenia z nowymi technologiami”. A jeśli nowe technologie, to może również ruchome plakaty? Zapytałam, czy nie miał ochoty zamienić swoich prac w gify, odpowiedział z uśmiechem: „Zapewne narzekałbym na kompresję, czyli stratę jakości formatu gif”. Po czym dodał — „Tworzę plakaty, a nie animacje. I wolę by plakat był na tyle silny, by nie potrzebował dodatkowych fajerwerków jak np. ruch. Nie, nie miałem ochoty. Jeśli to kiedyś zrobię, to nazwę to eksperymentem, a ruch będzie kluczowym zabiegiem pomagającym w odbiorze symbolu plakatu, a nie tylko »modą«”.

Zapytany o to, co decyduje, że dany film trafi na warsztat i otrzyma swoją alternatywną wersję plakatu, odpowiada — „Jest kilka pretekstów mojego zainteresowania danym tytułem. Może to być np. chęć skomentowania nowości filmowej, o której wiem, że będzie (lub jest) głośno, by być »na czasie«. Może to być również buntownicze ukazanie swojego punktu widzenia, gdy bardzo nie podoba mi się ten zastany. Jeśli zainteresuje mnie coś w tematyce lub aspekcie wizualnym, coś, do czego chcę się odnieść, do czego pojawi się pomysł lub wypracuję ów pomysł — wówczas tworzę. Najczęściej wiem dokładnie to, co chcę pokazać, »widzę« gotowy plakat przed oczami, pozostaje mi tylko go zrealizować. Czasami pomysł pojawi się znienacka, czasem na długo przed filmem. Niedawno stworzyłem poster »Marii Magdaleny«, która swoją premierę będzie miała w sezonie oskarowym, w listopadzie tego roku. Plakat »Interstellar« powstał ponad dwa lata przed filmem, kiedy jedynym znanym faktem, oprócz oczywiście nazwiska Nolana, był podany fakt tematyki tuneli czasoprzestrzennych. Więc dochodzi również pewnego rodzaju przewidywanie, które lubię. Bywa i tak, że improwizuję i w pewnym sensie odkrywam plakat »tu i teraz«. A, jako że Plakiat to projekt bardzo osobisty, można z niego wyczytać także więcej o mnie samym. Ukrywam w nim wiele symboli, to taka plakatowa »Incepcja«, plakat w plakacie”. Nie chciał zdradzić, nad czym aktualnie pracuje, ale uchylił rąbka tajemnicy, pisząc — „Mam przed sobą bardzo duży plakatowy projekt, o którym nie mogę na razie nic powiedzieć. Dla bardzo znanej marki i znanych w Hollywood osób, projekt komercyjny, choć autorski”.

Jest perfekcjonistą, zawsze dąży do tego, by poziom jego projektów był jak najwyższy, a każdy plakat przemawiał do odbiorców charakterystycznym dla siebie językiem i stylem. Nie lubi pracować jednocześnie nad kilkoma projektami, więc stara się by nie nachodziły na siebie czasowo, a kiedy nie czuje weny albo nie jest do pewnych rozwiązań przekonany, to tego nie robi. Inspiruje go twórczość od lat dwudziestych na osiemdziesiątych kończąc. Jego plakaty często nawiązują do stylu retro, ale nie chce się tylko do tej stylistyki ograniczać — „Nigdy nie chciałem wpaść w pułapkę jednej techniki. Chciałem różnorodności, braku nudy i powtórzeń, poczucia humoru, niespodzianek, zaskoczeń, rebusów, gier słownych i wielu sposobów, by je ukazać”. Wśród plakacistów, którzy mieli wpływ na jego twórczość wymienia: Janusza Stannego, Henryka Tomaszewskiego, Waldemara Świerzego oraz Saula Bassa.

Jako artysta ciągle się rozwija, co widać, bo w moim odczuciu jego plakaty są coraz lepsze. „Staram się wciąż być stymulowany przez to, co oglądam. Wciąż czytam o plakacie, oglądam filmy, okładki książek, magazyny, obserwuję nowe media, reklamę, obserwuję wielu twórców, dociekam i bardzo często staram się przekraczać własne bariery i obawy. Jestem grafikiem, nie jedynie plakacistą, więc mam kontakt z różnymi formami promocji wizualnej. Jest tak wiele wątków, których jeszcze nie podjąłem, a chciałbym, że kolejne postery wychodzące spod mojej ręki są odzwierciedleniem motywów tematycznych, na które miałem i mam ochotę. To tak, jakbym robił listę z zakupami, co chciałbym jeszcze kupić, czego się podjąć” — opowiada.

Maks nie prowadzi komercyjnego sklepu ze swoimi plakatami, ale jeśli chcecie mieć którąś z jego prac u siebie na ścianie, napiszcie do niego prywatną wiadomość. Natomiast okazja do zobaczenia jego prac na żywo, nadarzy się już w najbliższy piątek (4 sierpnia 2017 r.). W trakcie festiwalu Nowe Horyzonty ozdobią one wnętrza kawiarni Cocofli. Tutaj wydarzenie na Facebooku.

Plakiat znajdziecie na Blogspocie, Fejsie, Instagramie i Behance.

plakaty, twórczość

Autor,

Lubię herbatę, stare zdjęcia, kwaśne jabłka i ładne słowa. Opiekuję się nieokrzesanym psem rasy husky, chciałabym mu kiedyś pokazać morze. Lubię się przyglądać ludziom i na podstawie urywków zdań, drobnych gestów, mimiki, wyglądu pisać w głowie ich biografie. Pokój, w którym mieszkam, powolutku zamieniam w ogród botaniczny. Znajdziesz mnie na Instagramie i Twitterze.

4 komentarze

  1. Szkoda, że zapomnieliście spytać, skąd ogromna popularność Maksa wśród osób z Indii. Lajki lecą w tysiącach. Pytałem go o to na FB, ale niestety usunął mój komentarz 🙁

    • Ola Wilk says

      Nie zapytałam, bo interesują mnie plakaty, a nie ilość lajków i ich pochodzenie.

    • Michał Nowakowski says

      Piotrze, przepuściłem ci ten komentarz przez moderację, bo nie jest wulgarny i nie atakuje bezpośrednio osoby, ale przyznam szczerze, że nie do końca wiem, co chcesz nim osiągnąć. To, że Bereskiemu szalenie zależy na lajkersach wie każdy, kto regularnie szpera za sztuką w sieci — swojego czasu jego komentarze wisiały na tablicach niemalże każdego fanpejdża z tej tematyki i to nie jest żadna tajemnica, widziały to grube tysiące internautów. Tylko jakie to ma znaczenie pod tym tekstem? Ola skupia się na jego pracach, bo tylko to nas na blogu interesuje. Zdarzało nam się pisać o twórcach z wielotysięcznymi fanpejdżami i o twórcach, których na Fejsie obserwowało dosłownie kilkadziesiąt osób (co oczywiście szybko się zmieniało). To nie ma znaczenia, liczy się tylko to, czy podoba nam się twórczość. A prawda jest taka (piszę w swoim imieniu), że Bereski zrobił ogromny przeskok — z twórcy, którego plakaty wahały się między słabymi a przeciętnymi z plusem (z pojedynczymi wyjątkami, które były dobre), do twórcy, który potrafi zaprezentować naprawdę solidne plakaty. To czy korzysta z pomocy indyjskich kolegów, czy nie, w żaden sposób nie przesłoni tego, że plakaty pokazane w tym wpisie są naprawdę dobre.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi