kreatywny biznes, rośliny, rzeczy
Skomentuj

Plantarium Kamili Ciszek. Czyli stacja kosmiczno-botaniczna dla oplątw i sukulentów

Robiłam śniadanie, kiedy Michał próbował policzyć wszystkie moje roślinki. Wiedziałam, że nie jest to łatwe zadanie, bo sama kiedyś próbowałam, bez rezultatu. Spora doniczka kaktusów na małym stoliku. Dwie ławy i cały parapet zastawiony gęsto doniczkami różnej wielkości. Mnóstwo roślin na podłodze w różnych zakątkach pokoju. I spora doniczka zaczepiona nad oknem, z której zwisała bardzo długie i bujne Epipremnum złociste. Jest sporo dorosłych osobników, ale zdecydowana większość to młodziutkie sadzonki żyworódki, nad której rozmnażaniem już dawno straciłam kontrolę. Nie zdziwiło mnie wcale, gdy wracając do pokoju z talerzem kanapek i kawą usłyszałam bezradny głos Michała: „Próbowałem, ale zgubiłem się przy trzystu osobnikach, za to doliczyłem się ponad pięćdziesięciu doniczek”.

Większość mojej domowej dżungli stanowią wspomniane już żyworódki, które w postaci czterech ledwo od ziemi odrastających kurduplów Michał wiózł do mnie przez pół Polski. Mam też wyciągniętą ze śmietnika monsterę i kilka roślin odebranych interwencyjnie, za rażące niedbalstwo. Cudownie jest patrzeć, jak odżywają. Jakieś sadzonki dostałam od sąsiadki, która za każdą nawet najdrobniejszą przysługę, czuje wewnętrzny przymus odwdzięczenia się, a odwdzięcza się często właśnie roślinami. No i wreszcie do tej gromady dołączyły także dwa maleństwa od niezwykłej pracowni artystycznej Plantarium. A wyglądają tak:

Niezwykłej z dwóch powodów. Wyszukuje niebanalnych sposobów przechowywania roślin oraz stawia na bardzo ciekawe, ale jeszcze dość egzotyczne w naszym kraju rośliny powietrzne — oplątwy i nieco bardziej popularne, ale podobnie jak oplątwy niewymagające wielkiej uwagi właściciela — sukulenty. Wybór takich właśnie gatunków utrudnia uśmiercenie roślinki nawet seryjnym mordercom z ewidentnym brakiem ręki do kwiatów. Dzięki temu każdy może mieć u siebie kawalątek dżungli.

Plantarium to dziecko Kamili Ciszek, które powstało z miłości właśnie do sukulentów i oplątw, oraz potrzeby realizowania własnej wizji marki. Kamila jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie ukończyła PR i Marketing Medialny. Pracowała w mediach społecznościowych dla wielu szefów, nie mogąc nigdy w pełni realizować swoich pomysłów. Plantarium to miejsce gdzie wreszcie może je urzeczywistniać, od początku do końca, bez żadnych ograniczeń. Jej miłość do sukulentów zaczęła się od przeglądania instagramowych zdjęć tych roślin. Natomiast oplątwy poznała na wystawie kaktusów i sukulentów. Te niezwykłe rośliny nie potrzebują do życia ziemi, wystarczy im woda i powietrze stąd angielska nazwa — airplants. W naturze rosną w koronach drzew wytwarzając malutkie korzonki tylko po to, żeby się do tego drzewa przyczepić, nie pasożytując na nim. Lubią oświetlone stanowiska, ale niesłoneczne, a cała ich pielęgnacja ogranicza się do spryskiwania dwa, trzy razy w tygodniu lub całonocnej kąpieli wodnej dwa razy w miesiącu.

Mimo niewielkich kształtów oplątwy wyglądają naprawdę zachwycająco, ale doniczki, jakie proponuje Kamila dla tych maluchów, to dopiero prawdziwa uczta dla oka. Szklane terraria, kule oraz żarówki, oplątwy w brzozie, kamieniu i soli oraz moje ulubione — Plantasaury, czyli oplątwy mieszkające w brzuchu dinozaura, byka, konia, słonia i innych ręcznie malowanych zwierząt. Kolory są przeróżne od żywego różu, intensywnego niebieskiego, po bardziej stonowaną zieleń — khaki, biel czy czerń z elementami złota lub srebra. Barwę Plantasaura można ustalić z Kamilą przed realizacją zamówienia.

Zaletą może okazać się również niewielki rozmiar oplątw. Nie musimy się martwić, że roślince zacznie brakować miejsca. „Oplątwy, kiedy wysiewa się je z nasionka rosną od jednego do dwóch milimetry przez dwa, trzy lata. Teraz pomyślcie, że te roślinki z Plantosaurów to staruszki. Jest też drugi sposób rozmnożenia oplątwy. Kwitnie ona tylko raz w życiu i po kwitnieniu z kwiatostanu może wytworzyć się nowe maleństwo. Tak czy siak, nie jest to roślina szybko rosnąca, sama jej uprawa do sprzedaży jest praco- i czasochłonna. Także to, że jest super malutka, nie oznacza, że jest tania. Plus jest taki, że nie ma zbyt dużego ryzyka, że wyrosną ze swoich »doniczek«” — tłumaczy Kamila.

Plantasaury i inne cuda od Plantarium można nabyć na Dawandzie i Pakamerze. Z każdą „doniczką” dostajecie w parze oplątwę i „instrukcję postępowania” ze swoim nowym zielonym przyjacielem. Sklep stacjonarny znajdziecie w Warszawie przy ulicy Puławskiej 38. A jeśli wam mało, zaglądajcie na Fejsa i Instagrama Plantarium.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi