muzyka, przygody, wydarzenia
Skomentuj

Czarna dziura w Gdańsku. Kogo usłyszymy na SpaceFeście w 2016 roku

SpaceFest to gdański festiwal skupiający się na kosmicznej, melancholijnej i nastrojowej muzyce — rozmaitych eksperymentach, muzyce psychodelicznej, shoegazie i space-rocku. Już niedługo, bo 2 i 3 grudnia, w Klubie Żak odbędzie się szósta edycja imprezy. Jak dotąd, na pięć edycji, byłem na czterech. W 2014 przygotowałem zapowiedź, a potem wrażenia. W 2015 pochłonęła mnie czarna dziura. A teraz, w 2016, znów będę, więc stworzyłem tę tekstową pigułkę, żeby was nakręcić.

Pełną rozpiskę znajdziecie na stronie festiwalu, tu zaprezentuję wam próbki muzyczne niektórych twórców tegorocznej edycji. Zacznę od dwóch projektów, na które czekam najbardziej. Pierwszy to MDME SPKR z Wielkiej Brytanii. Po odsłuchu epki „Humanoid” (2015) stwierdzam, co następuje: w muzyce garaż, punk, ale też stoner i psychodelia, podane w energetyzującej i charakternej formie; prawdziwym skarbem jest jednak głos tej kobiety — potężny, charyzmatyczny, dziki, brutalnie seksowny. Poniżej odsłuch wspomnianej epki.

Drugi wymaga odwiedzin w ciemniejszym fragmencie galaktyki — gdyńskie Lonker See, którego płytę zamówiłem kwadrans po tym, jak pierwszy raz ją przesłuchałem. Przecudowna muzyka — gęsta, mroczna, wciągająca, korzeniami sięgająca zarówno do space rocka, stonera, ambientu, jak i jazzu. Koniecznie posłuchajcie krążka „Split Image” (2016).

Przejdźmy do dwóch wykonawców, których powinniście już znać, jeżeli uważnie chłonęliście moją składankę empetrójek, „Turbomiks #1”. Na pierwszy ogień niech pójdzie żeńska formacja Rosa Vertov, grająca rocka nastrojowego, sennego i nieco brudnego, w tym zdecydowanie cudownym sensie. Poniżej plejerki singla „Obsessive Thinking” (2016) i epki „Rosa Vertov” (2015).

Drugim turbomiksowym wykonawcą jest Wild Books, warszawski zespół tworzący w nurcie diy lo-fi, czyli nagrywamy sami i po swojemu, w niskiej jakości. Takie granie zawsze wiąże się z niebezpieczeństwem, że jeśli materiał nie będzie miał „muzycznej charyzmy”, niczym już się nie obroni. Dla Wild Books nie stanowi to jednak problemu, bo swój charakter mają, bardzo zresztą fajny! Poniżej kawałek „Planes” zapowiadający ich album „2”, który ma ukazać się na początku 2017 roku, a także poprzedni materiał, „Wild Books”.

Jak się słucha kolejnych materiałów włoskiego trio Be Forest, tak samo łatwo jest wyłapać rzeczy dla nich stałe — senne wokale, umykające gdzieś w przestrzeń nienachalne gitary, rytmiczna perkusja; jak i rzeczy ewoluujące — stopniowe ocieplanie atmosfery, oczywiście z zachowaniem melancholii, ale jednak wyczuwalne (wystarczy po pierwszych singlach odpalić krążek „Earthbeat” i wszystko staje się jasne). Poniżej materiały w kolejności chronologicznej: singiel „Cold” (2011), singiel „Hanged Man” (2012) i krążek „Earthbeat” (2014).

Czesi z DIV I DED mieli fajny pomysł z tym podzieleniem słowa „divided”, zgodnie z jego angielskim znaczeniem („divided” — podzielone, rozdzielone). Muzyka też jest fajna — troszkę shoegaze, troszkę dream pop. Poniżej epka „Born To Sleep” (2014).

Islandczycy mają słowo, które opisuje Polaków, Niemców, czy inne nacje, które postanowiły zamieszkać na ich wyspie — jest to „innflytjandi”, czyli po prostu imigrant. Oczywiście Polacy i Niemcy również mają słowa, które opisują Islandczyków, którzy postanowili u nich zamieszkać — jest to „Verrückter” po niemiecku, „psychol” po polsku. Otóż teraz będzie islandzki, choć rezydujący w Niemczech, konkretniej w Berlinie, zespół The Third Sound grający bardzo ciekawy shoegaze. Posłuchajcie krążka „Gospels of Degeneration” (2016).

Niemieckie Camera to szalony i bardzo intrygujący instrumentalno-elektroniczny trans. Oto dwa klipy jako dowód.

W porównaniu do wszystkich tych melancholijnych, sennych czy mrocznych klimatów, dominujących podczas tego festiwalu, występ trójmiejskiego The Fruitcakes będzie jak rock’n’rollowa bibka na stacji kosmicznej, następująca po tygodniach dryfowania w próżni.

Oprócz tego, jak zwykle, odbędzie się występ tak zwanego Pure Phase Ensemble, czyli zmieniającego się co rok kolektywu muzyków z różnych zakątków świata, który podczas specjalnych warsztatów wspólnie tworzy materiał do zagrania podczas SpaceFesta i wydania na płytce (#1, #2, #3, #4, #5). W tym roku na czele PPE stanie Anton Newcombe (The Brian Jonestown Massacre), a w skład wejdą również: Emil Nikolaisen (Serena Maneesh), Olga Mysłowska (Polpo Motel), Maciej Karmiński (Jesień), Jakub Żwirełło (Oslo Kill City), Marcin Lewandowski (Judy’s Funeral), Kacper Graczyk (Aiodine) i Karol Schwarz (7faz).

Cudowny plakat tegorocznej edycji stworzył oczywiście Patryk Hardziej.

Jeśli macie szansę wybrać się na ten festiwal, kosmicznie zachęcam! Także kupujcie bilety, zapisujcie się do wydarzenia na Fejsie i do samego fanpejdża SpaceFestu, a potem widzimy się w próżni! (A jeśli nie możecie być, to chociaż wylećcie w orbitę dzięki zebranym tu plejerkom.)

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi