muzyka, przygody, wydarzenia
Skomentuj

Kosmos w Gdańsku, Gdańsk w kosmosie — kogo usłyszymy na SpaceFest 2017

„Wyczekiwane niczym pierwsza gwiazdka grudniowe święto gitarowych przesterów, noisowych dronów i wszelkich tajemniczych dźwięków kreowanych pod wpływem kosmicznej energii”. Te słowa możemy przeczytać w materiałach prasowych SpaceFesta 2017. Pewnie odbieracie je z przymrużeniem oka, jako trochę marketing, a trochę żarcik, ale wśród moich znajomych to zdanie jest najzupełniej prawdziwe. My czasami już w październiku rozmawiamy o „nachodzącym Spejsie”. Zresztą ja, tu czy ówdzie, zapowiadałem każdą dotychczasową edycję tego festiwalu. Tym bardziej się cieszę, że po raz pierwszy logo Róbmy Dobrze znajdziecie na plakacie (autorstwa Patryka Hardzieja, ale to wiecie od pierwszego wejrzenia) tegorocznej, siódmej już, odsłony. Zapraszam do pławienia się w kosmosie przy okazji próbek tegorocznych muzycznych kosmonautów!

Brytyjski Mugstar, czyli transowa powtarzalność gitar, duch space-rocka i krautrocka, inspiracja takimi projektami, jak Hawkwind, Sonic Youth czy wczesne Pink Floyd. Jestem szalenie ciekawy, na ile uda się ten klimat oddać na żywo!

Jak określają sami muzycy, João Pimenta (bębny, wokal), Pedro Pestana (gitara) i André Couto (bas), 10 000 Russos powstało z mrocznego, dekadenckiego miasta w peryferyjnym państwie i peryferyjnym kontynencie — Porto w Portugalii. W ich muzyce aż gęsto od industrialnej atmosfery, przesterów i powtórzeń, które w połączeniu z płynącym gdzieś w tle wokalem, dają efekt iście szamański.

Proszę, bądźmy wszyscy bardzo nietrzeźwi, kiedy szwajcarski duet Blind Butcher będzie grał. No i tańczmy jak pojebani! Oni lubują się w kolorkach, rytmicznych czadowych zagrywkach, uśmiechach i… w obcisłych, błyszczących ciuszkach. Muzycznie słychać u nich dużo inspiracji — rock’n’roll, disco, blues, country, punk (ja tam słyszę też dużo Devo). Wszystko to połączyli po swojemu i nazwali nowym gatunkiem: disco trash sound.

Pozostając w sferach szaleństwa, berlińska dziwna para, czyli Odd Couple. Jascha Kreft (gitara, wokal) i Tammo Dehn (perkusja) serwują słuchającemu szalone, pełne rock’n’rollowej energii dźwięki.

Wilcze Jagody, czyli żeńskie trio zafascynowane synthpopem, shoegazem i brzmieniem lat osiemdziesiątych na wschodzie. Nela Gzowska (bas, laptop), Zosia Hołubowska (wokal, syntezatory) i Ania Włodarczyk (wokal, gitara) określają swój projekt „feminizmem w rytmie vintage”.

30 Kilo Słońca, czyli trio z Kołobrzegu łączące muzykę improwizowaną, yass i post-rocka. Na ich Bandcampie możemy przeczytać: „Spotkanie pierwotnej materii i zgiełku współczesnej cywilizacji. Grind free jazzowe trzęsienie ziemi, postrockowa melancholia i ambientowe przestrzenie”.

Meksykański Tajak, czyli intrygujący mariaż noise-punku i transowych, niemalże szamańskich wokali. Perkusja, bas i gitara. Ściana hałasu, w której można wychwycić wpływy psychodelicznego rocka, dronów czy shoegaze’u.

Fernando Nuti (wokal, gitara, sitar), Diego Menegaldo (gitara, wokal), Stefano Bidoggia (bas) i Dario Lucchesi (bębny, perkusja) — dla tych panów, muzyków weneckiego New Candys, będzie to pierwszy koncert w Polsce.

Dead Rabbits, czyli brytyjska załoga — Thomas Hayes (gitara, wokal), Neil Atkinson Jr (gitara) Suzanne Sims (perkusja), Paul Seymour (klawisze) i Colin Fox (bas). W notce o zespole możemy przeczytać, że biorą psychodeliczny styl Brian Jonestown Massacre i przełamują minimalizmem gitar Lou Reeda.

Za muzykę do tańca odpowiadać będzie tradycyjnie pochodzący z Kaliningradu Danil Akimov aka Dr. Switchoff. „Swoje dźwiękowe struktury tworzy, korzystając z różnych technologii i metod interakcji, takich jak zepsuty sprzęt hi-fi, radzieckie syntezatory analogowe, nagrania terenowe czy niezidentyfikowane obiekty dźwiękowe”.

Nie zapominam również o spacefestowej tradycji, czyli projekcie Pure Phase Ensamble — zespołu, którego skład zmienia się co roku. Za każdym razem pojawiając się tylko na okres warsztatów, podczas których muszą stworzyć materiał na cały album, później zagrany podczas SpaceFesta i wydany na płycie. W tym roku na czele PPE stanie Maciej Cieślak (Ścianka, Cieślak i Księżniczki, PTKCSS, Niewolników Saturnu, PTKCSS), który zapowiada: „Spróbujemy wymyślić muzykę od nowa i oczywiście nam się nie uda, ale może przy tej okazji powstanie coś ciekawego”. Poza nim, w składzie pojawią się również: Michał Gos (Oczi Cziorne, Lonker See, Band_A), Karol Schwarz (7faz, KSAS), Adam Neubauer (Pedal Distorsionador), Łukasz Sasko (Ze Velocipedes), Łukasz Żurawski, Juliusz Kapka (No toca co), Michał Pollok-Andrys oraz Emilia Pollok-Andrys.

Tegoroczny SpaceFest odbędzie się (co jest szalenie dobrą wiadomością!) w klubie B90, położonym w mega klimatycznych postoczniowych okolicach i wyposażonym w zajebistej jakości nagłośnienie. Bilety jednodniowe (na dzień pierwszy lub drugi) dla studentów (pula ograniczona) kosztują 25 zł, dla pozostałych osób — 35 zł w przedsprzedaży i 45 zł w dzień koncertu. Karnety dwudniowe dostępne są tylko w przedsprzedaży — 60 zł, w pierwszej puli 75 zł, w drugiej.

Lubię przed każdą edycją SpaceFesta przesłuchać w sieci muzykę wszystkich projektów, a potem porównać odczucia sprzed laptopa do tych spod sceny. W tym roku najbardziej jestem ciekawy, czy 10 000 Russos będzie tak industrialne, Mugstar tak transowe, Blind Butcher i Odd Couple tak pozytywnie czadowe, a Wilcze Jagody tak wintydżowe, jak na nagraniach studyjnych. W poprzednich latach wiele razy zdarzało się, że coś, co w sieci w ogóle mnie nie nakręciło (w tym roku są to przykładowo New Candys i Dead Rabbits), na żywo bardzo (i odwrotnie).

Nie zapomnijcie puścić w obieg wydarzenia na Fejsie, zajrzeć na stronę festiwalu, a także do nich na Fejsa. Odsyłam też do plejlisty, którą zmajstrowałem na Spotify. Do zobaczenia w kosmosie!

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi