muzyka, przygody, wydarzenia

Zero grawitacji, maksimum atmosfery – kogo usłyszymy podczas SpaceFesta 2018

To już jest tradycja, że co roku SpaceFesta, w tej czy innej formie, zapowiadam. Nie jest żadną tajemnicą, że „Spejsa” kocham przede wszystkim za atmosferę, która dzięki zajebistym ludziom i rozmowom przy piwie dopisuje bez znaczenia na lajnap. Oczywiście, jak na imprezę muzyczną przystało, przyciąga mnie również dobór specyficznych dźwięków. Muzyka, jaką na SpaceFeście można usłyszeć, jest mi bliska – melancholijna i nieoczywista, czasem hałaśliwa, innym razem cicha i oszczędna, ale zawsze transowa, wprowadzająca w zamyślenie.

Nie ukrywam, że w tym roku najbardziej czekam na występ Spoiwa, zespołu z Gdańska, którego jedynego albumu, „Salute Solitude”, słuchałem już tyle razy, że nie umiałbym tego nawet zliczyć. Ich muzyka wydaje się bezkresna, zupełnie jakby bezustannie rozlewała się coraz dalej i dalej, w lodowatą próżnię, swoim światłem na moment ją ogrzewając. Lubię kontrast zimna i ciepła. Lubię wszystkie trzy inspiracje, na których zbudowali ten krążek – post-rock, muzykę filmową i klasykę. No i lubię energię, jaka powstaje z ich połączenia.

Medicine Boy, czyli pochodzący z Kapsztadu damsko-męski duet Lucy Kruger (wokal i klawisze) i André Leo (wokal i gitara). Ich muzyka wędruje od dream popu, aż po noise i post-rocka (stąd określenie, którego wobec siebie używają: dream noise).





Sonic Jesus, to przede wszystkim bardzo fajny, niski głos, ale też ładne, zapadające w pamięć kompozycje. Założony przez multiinstrumentalistę Tiziano Veronese we Włoszech. (Niestety, ze względu na awarię wana, zespół nie dojedzie na festiwal.)



(Na miejsce Sonic Jesus wskoczy niemiecki zespół Gewalt.)



Wrocławski projekt XDZVØNX to dwie osoby ukrywające się pod wymyślnymi pseudonimami xBørAx i xSnufkiNx. Obie te osoby odpowiedzialne są za wokale, syntezatory i inne dźwięki. Serwują odbiorcy niepokojąco dobrą mieszankę rapu, muzyki cerkiewnej i mrocznych bitów.

Zespół Rakta dał bardzo fajny występ dla kultowego amerykańskiego radia KEXP, z którego jasno wynika, że na żywo towarzyszy im fajna energia. Pochodzące z Brazylii dziewczyny grają ciekawe połączenie garażowego hałasu z czymś bardziej transowym i plemiennym.

Sami o sobie piszą „eksperymentalny noise’owy duet z Meksyku”. Trzeba podkreślić jedno – bez znaczenia, czy mowa o kawałkach powolnych, jak „Roads”, rytmicznych, jak „Hajime”, czy łupankach w stylu „Death”, Sunset Images potrafią stworzyć wciągający klimat, przy którym można odlecieć myślami.


Popsysze tworzy trzech gości: Jarek Marciszewski (gitara, wokal), Kuba Świątek (perkusja) i Sławek Draczyński (bas). Najbezpieczniej jest chyba napisać, że nie jest im obcy rock lat sześćdziesiątych/siedemdziesiątych, space rock i rock psychodeliczny. Na swoim Bandcampie napisali: „Trio nie boi się muzyki tanecznej, ale bywa też tak, że ma ochotę wszystko zepsuć długa improwizacją”. Na SpaceFeście zagrają materiał z poprzedniego krążka, „Kopalino” (2017), a także premierowo, materiał z nadchodzącej nowej płyty.

Pochodzący z Wielkiej Brytanii zespół The Lucid Dream proponuje psychodelicznego rocka, wzbogaconego romansem z kilkoma innymi gatunkami.

Nest Egg piszą o sobie: „nastrojowa muzyka dla nihilistów”. Ja mogę dodać, że ich muzyka to rozpędzona machineria; rytmiczna i ciężka, spowalniająca jedynie sporadycznie, by przez kilka chwil budować bardziej szamańskie, mroczne skojarzenia. Trio pochodzi z Północnej Karoliny.

Eyre Llew to brytyjskie ambient-rockowe trio. Organizatorzy festiwalu obiecują, że występ spodoba się miłośnikom dźwięków Sigur Rós i Mogwai.




Za Pin Park odpowiada duet Maciek Bączyk i Maciek Polak. W muzyce, którą stworzyli słychać echo elektroniki lat siedemdziesiątych, krautrocka i ambientu. Przez kolejne kompozycje przepływamy niesieni zapętlonymi syntezatorami, nieznacznie reagującymi na zmieniające się tło i wyraziste, choć oszczędne detale.

Columbus Duo to projekt z Gdańska. Hasła, które ich opisują: drone, ambient i minimal.

Tradycyjnie pojawi się również projekt Pure Phase Ensemble, czyli kolektyw muzyków z całego świata. Co roku jest inny skład, ale ta sama idea: podczas warsztatów odbywających się tuż przed samym festiwalem nagrać materiał, a potem zagrać go podczas SpaceFesta. W tym roku ekipę prowadzi Will Carruthers (Spacemen 3, Spiritualized, Dead Skeletons).

To tyle, jeśli chodzi o wykonawców.

Odsyłam również do plejlisty na Spotify, w której zebrałem utwory tegorocznych wykonawców. Zajrzyjcie również na fanpejdż festiwalu, jego stronę i do fejsbukowego wydarzenia. Plakat imprezy wykonał Patryk Hardziej.

Tym razem lot w kosmos jest zapowiedziany na 7 i 8 grudnia. Startujemy w gdańskim klubie B90 o 19:00 (wchodzić można od 18:30). Bilety można kupować już od dłuższego czasu, będą również dostępne w dniu festiwalu, przy kasie – jednodniowy za 45 zł, dwudniowy za 75 zł.

PS Zdanie z tytułu podkradłem z festiwalowej prasówki. Bardzo mi się spodobało.

, 4 grudnia 2018