przygody, wydarzenia
Skomentuj

„Jesteś najpiękniejsza na całym peronie” i „Pan się chyba wykoleił”, czyli Traffic Design odmienia peron w Gdyni Redłowie

Kocham miasto. Inspiruje mnie skubane, jak mało co. Szwendam się po nim godzinami, przeważnie bez planu innego niż kolejny krok. I kolejny, i kolejny, i kolejny. Wyszukuję fajne miejsca, czasem też znane, ale przeważnie te mniej oficjalne – takie sortu B. Bardziej porośnięte mchem wysokie murki, niż parki. Bardziej schody za ciekawymi budynkami lub łąwka pod trzepakiem, niż place przed centrum handlowym. Bardziej niszowe wspierające sztukę knajpki, niż modne tańcbudy na Monciaku. Bardziej alejka, niż jedna z głównych ulic. Bardziej spękany chodnik, niż ten równiutki. Bo ja nie znoszę miejsc sztywnych, zbyt szpanerskich, pozbawionych zwykłej, prostej frajdy, że się w nich jest. I z każdym rokiem widzę to – jak ten „błysk” ogarnia kolejne fragmenty miasta, przeganiając mnie i moje szwendanie na coraz mniejsze rewiry. Dziś chciałbym napisać o jednym z najfajniejszych wyjątków tej patowej sytuacji.

I nie zrozumcie mnie źle. Bo choć z optymizmem obserwuję, jak Polska się rozwija, jak budują się błyszczące budynki, odświeżane są ulice, pojawiają się nowoczesne autobusy z cyfrowo wyświetlanymi nazwami przystanków, i choć miesiącami nie mogłem się napatrzyć, jak piękny zrobili dworzec w Gdyni, to wciąż z podekscytowaniem odkrywam wszelkie pozostałości starej Polski. Jako przykład niech padną dwa miejsca w Gdańsku: starówka i niezwykłe Dolne Miasto. Ale chodzi też o przejawy drobniejsze, te wszystkie zakątki zupełnie nietknięte przez czas – sklepiki z naklejkami Frugo (trwające tam od czasów pierwszej ery napoju, po który skakano w reklamach), budy z firankami w oknach, odzieżówki osiedlowe z komunikatami do klientów drukowanymi zwyczajnie, w drukarce lub napisane ręcznie. Miejsca w Gdyni Orłowo – lasy nad Wielkopolską czy opuszczony, na wpół podniszczony budynek sanatorium „Zdrowie”. Dworzec w Gdańsku, szczególnie część w pobliżu pekaesów i Polskiego Busa, ze stoiskami z rzeczami, których wydawałoby się już nikt nie chce, a jednak, ktoś to musi kupować (może z rozpędu?) skoro jeszcze tam stoją. I ten tunel, którym można wyjść na stanowiska, mijając drewnianą ścianę i neon „mini-bar”, zwracający uwagę na pokój, w którym odgrzewają w mikrofali mrożone zapiekanki (może tam kiedyś coś zjem, zamiast skakania na banji albo przechodzenia kryzysu wieku średniego).

Zwykle żeby odnaleźć miejsca, w których czuję się dobrze jestem zmuszony szukać tych zaniedbanych, niespecjalnie przez „blask” tykanych. Ale co gdyby było miasto, które nie tylko daje przyzwolenie, ale również zachęca i finansuje, by tworzyć miejsca użyteczne, odświeżone, pasujące do rozwijającej się Polski, ale równocześnie niepozbawione duszy? Gdynia ostatnio postanowiła, przynajmniej na bardzo wstępnej, raczkującej, ale jednak wartej dużej pochwały płaszczyźnie, spróbować być takim miastem. Udzielając ludziom stojącym za Traffic Design zielonego światła na stanie się prawdziwym „festiwalem sztuki miejskiej”, wychodzącym poza murale. Otóż oddano w ich ręce rewitalizację peronu w Redłowie.

Już te zdjęcia pokazują o co chodzi, ale oglądajmy dalej.

Poza kasą biletową i wszystkimi elementami peronu, które przemalowano na srebrno-granatowo, powstały też piękne, dizajnerskie napisy, a także neon „Redłowo”.

W połączeniu z kolumnami podtrzymującymi most przebiegający nad peronem, które swoimi pracami pokrył Jay Pop, wszystko wygląda minimalistycznie, spójnie i stylowo.

Autorzy tej rewitalizacji wykorzystali jednak nie tylko wygląd, by uprzyjemnić oczekiwanie na skmki – na platformie pojawiły się też tzw. Witacze, czyli dwa ekrany w kształcie chmurek dialogowych, które wisząc przy obu torach, pełnią funkcję organizacyjną, wskazując kierunki.

Co chwilę jednak Witacze zaczepiają różnymi tekstami ludzi na peronie. I to jest część, która mi – gościowi od słów – najbardziej przypadła do gustu. To jest absolutny czad, szczególnie, że lista wyświetlanych komunikatów jest nie tylko szalenie długa, ale również dość odważna, jak na projekt miejski. Witacz rzuca między innymi takie rzeczy: „Bywa, że jestem hedonistą i chce mieć to wszystko”, „Mianuję Was królem i królową peronu”, „Ludzie zmienili miłość do życia w miłość do wódki”, „Z ostatniej chwili: w Warszawie nie ma morza”, „Są tu jakieś kanary?”, „To NIE jest miejsce na Twoją reklamę”, „Jesteś z twarzy podobny zupełnie do nikogo”, „Jestem skrajnie wyczerpany, a przecież jest rano…”, „Dopóki nie skorzystałem z Internetu, nie wiedziałem, że na świecie jest tylu idiotów”, „Wiesz… gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca…”, „Pan się chyba wykoleił”, „Zadzwoń do mamy”, „Jakie bileciki?”, „Już się nie dąsaj…”, „O której wracasz?”, „Pozdrów ją ode mnie”, „Ale masz śmieszne wdzianko”, „Przecież moje życie, moje! miało wyglądać zupełnie inaczej…”, „Co za ponury absurd… Żeby o życiu decydować za młodu, kiedy jest się kretynem?”, „Przyszłem wcześniej gdyż nie miałem co robić”, „Człowiek człowiekowi wilkiem a kiwi kiwi kiwi”, „Houston, mamy problem”, „Hakuna matata”, „Coco jambo i do przodu”, „Nigdy nie wiesz gdzie czai się sztruks”, „Jesteś najpiękniejsza na całym peronie”.

A to jest tylko część tekstów, które napisała lub zebrała z różnych miejsc ekipa Traffic Design z pomocą Macieja Drzewika. Szalenie podoba mi się pomysł zagadywania oczekujących na peronie ludzi, wybijania ich z rutyny, wprowadzając w zadumę albo przynajmniej zmuszając do krótkiego uśmiechu. Jak dla mnie miasta 2.0 będą miały dużo takich właśnie kreatywnych rozwiązań, zwiększających ludziom frajdę z mieszkania w nich. Zresztą podobno w przyszłym roku, z okazji piątej edycji Traffic Design, odświeżone zostanie kolejne miejsce (miejsca?) – twórcy wspominali mi coś o peronie Gdynia Stocznia. Z niecierpliwością wyczekuję kolejnych przeróbek, a póki co, polecam śledzić ich Facebooka.

Załączone zdjęcia strzeliła Alka Murat.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi