duszek
Skomentuj

Ulubione majtki też trzeba prać

Jakiś czas temu odstawiłem smartfon na rzecz telefonu bardziej tradycyjnego — z porządną baterią, fizyczną klawiaturą i podstawowymi funkcjami. Zamiast bawić się mniej lub bardziej głupimi aplikacjami, wysyłam morze esemesów. Poza tym, dużo szwendam się po mieście, rozmawiam z ludźmi, czytam książki, myślę. Znów więcej wiem o innych, a oni o mnie. Znowu jakby bardziej żyję.

Rutyna coś w nas zabija. Odbiera zapał, pozostawia tylko działanie z rozpędu. Żeby nie zwariować i żeby odkrywać coraz to nowsze pytania, wciąż coś zmieniam. Wracam do domu inną trasą. Śpię odwrotnie niż zwykle. Wychodzę w środku nocy na spacer. Siadam na peronie, choć wcale nie czekam na pociąg. Wysyłam papierowe listy. Wychodzę na miasto i włażę w zakamarki, które dotąd mijałem idąc na autopilocie. Stoję w nich, zastanawiam się jak bym wyglądał stamtąd gdybym przechodził tak jak zwykle. Wychodzę wieczorem na balkon i obserwuję domowników przez szyby. Zaczepiam obcych ludzi na przystanku, pytam jak minął im dzień. Znajduję w mieszkaniu miejsce, z którego rzadko korzystam i siadam tam na dłuższą chwilę.

To mogą być rzeczy drobne, to mogą być zmiany chwilowe — ważne jest samo zmienianie, dostarczanie nowych bodźców. Ważne, by nie skisnąć. Ważne jest przyspieszenie myśli. Odkrycie nowych pomysłów, nowego nastawienia. Rytuały są ważne, człowiek musi mieć stałe punkty w życiu, takie schrony, ale przyzwyczajenia są jak majtki — można mieć swoje ulubione, ale trzeba je czasem ściągnąć, wyprać, a póki nie wyschną, pochodzić w innych. To odświeża, rodzi nowe, ulepsza życie.

W Nokii, którą obecnie używam, mam dwie ulubione funkcje. Pierwszą z nich są właśnie esemesy, które wysyłam do przyjaciół i znajomych z sieci. Drugą jest latareczka. Tak, latareczka. Bo w tym telefonie jest tak słabiutki aparat, że producent nawet nie udawał — to nie miał być flesz, nie zamontowano tego przy aparacie, tylko na szczycie, jak w jakimś breloczku. Zawsze lubiłem siedzieć przy zgaszonych lampach, ale teraz mam dodatkowe bodźce. Bo tam jest dpad (przyciski góra, dół, lewo, prawo). I są dwa tryby. Dwie szybkie góry odpalają latarkę aż do momentu odwołania pojedynczą górą. Przytrzymanie góry odpala latarkę aż do momentu jej puszczenia. Absolutny czad, ciągle się tym bawię, testuję możliwości, sprawdzam, jak przedmioty zmieniają się przy oświetleniu z różnych kątów, jak cienie się przesuwają, zmieniają długość, obiekty istnieją lub znikają. Niesamowita aplikacja ta rzeczywistość. Warto ją czasem odkryć na nowo.

duszek

Autor,

Lubię słuchać ambientu podczas długich spacerów. Nie wychodzę z domu bez plecaka, w którym pomieszkują: latarka, papierowe magazyny, książki, zeszyty, no i mnóstwo papieru, żebym w każdej chwili mógł napisać kolejny list. Fotografuję wyłącznie analogiem, a mój telefon jest ode mnie głupszy. Zbieram płyty muzyczne, książki, skasowane bilety autobusowe. No i listy. Często wracam do tych archiwalnych, na nowo je czytając i oglądając wrzucone do kopert załączniki. Kocham ukorzeniać nowe roślinki, oglądać mapy i dotykać drzew. Znajdziesz mnie też na Fejsie i na Twitterze.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi