duszek
Skomentuj

Rzeczy wielkie, rzeczy małe

Prawda jest taka, że gdybym miał wystawić temu światu oceny w skali szkolnej, to „rzeczy wielkie” dostałyby „pałę jak ta lala”. Zarówno te, za które odpowiada jakaś tam siła stwórcza — długość życia (niepozwalająca na zdobycie prawdziwej mądrości), choroby i ogólna kruchość naszego ciała — jak i rzeczy zbudowane przez ludzkość — podział dóbr, rynek pracy, służba zdrowia, ustroje polityczne, szkoły, banki. Powiedzmy to sobie szczerze: rzeczy wielkie są fundamentalnie spartolone.

Jedyne, co w tym świecie jest udane, to „rzeczy małe”, wszelakie drobnostki, które, jeśli masz odpowiednie nastawienie, napływają do ciebie wartkimi potokami. Jak moment, kiedy próbujesz odchudzić otyłego kota swoich rodziców i sięgając po kocimiętkę w spreju (z nadzieją, że pachnące nią elementy zmobilizują futrzaka XXXL do jakiegoś ruchu), odkrywasz nadrukowane na odwrocie: „Nie spryskiwać kota”. Albo jak, wracając nocą do bloku, w którym mieszkasz, po raz enty odkrywasz, że miasto nocą wygląda jak makieta — zupełnie jakbyś mógł poprzewracać budynki z kopniaka.

Jak stoisz pod latarnią morską i próbujesz w gęstej mgle wypatrzyć linię, w której zamydlone błękitnoszare niebo spotyka się z zamydlonym błękitnoszarym morzem, ale ambient sączący się z twoich słuchawkach, podpowiada ci zupełnie inne obrazy: że dryfujesz w bezkresnej próżni, a twoje rozterki są pozbawione sensu, bo nie istnieje coś takiego, jak dół i góra, tylko jeden wielki kosmiczny kisiel, w którego centrum utkwiłeś w bezruchu, a wszystko, co ciebie otacza, jest niczym więcej, jak obrazami i kolorami, wyświetlanymi w próżni przez rzutnik twojej duszy.

Kiedy wracasz do domu po trudnym dniu, wyprany z energii, ale odkrywasz w skrzynce pocztowej pękatą kopertę, więc twoja wyobraźnia szaleje, tworząc paletę pomysłów na rzeczy, które mogą być w środku. Albo kiedy wchodzisz do biblioteki i mówisz:
— Przepraszam, szukam „Niewidzialnych Miast” Italo Calvino, tylko nic o tej książce nie wiem. Może mi pan sprawdzić na jakim dziale?
— Jeśli „niewidzialnych” to chyba ezoteryka.

Kiedy odkrywasz, że kanapka z serem smakuje zupełnie inaczej niż kanapka z serem złożona. Albo kiedy oglądasz „Ukrytą Prawdę”, a tam facet płaci dwóm prostytutkom po stówce, żeby «nie» uprawiać z nimi seksu. Kiedy wiesz, że bibliotekarz jest gejem, tylko dlatego, że użył określenia „w pipetkę”. Kiedy oglądasz reklamę odkurzaczy tak dobrych, że rodzina specjalnie rozsypuje różne rzeczy, żeby potem na zmianę odkurzać.

Albo kiedy dowiadujesz się, że istnieje planetoida o nazwie „(243) Ida” (od nimfy kreteńskiej z mitologii greckiej, która miała wychowywać małego Zeusa), która mimo swoich maleńkich rozmiarów, pi razy drzwi 60 na 25 na 19 kilometra, i kształcie kosmicznego ziemniaka, posiada swój własny księżyc, Daktyla (nie od owocu, tylko od mitologicznych Daktylów, bóstw opiekuńczych lub demonów z mitologii greckiej), a potem, kiedy masz podły nastrój, wyobrażasz sobie czasem, że jesteś doktorem Manhattanem z „Watchmenów”, teleportujesz się na powierzchnię Idy i siedzisz tam setki lat, w całkowitym milczeniu, myśląc i obserwując maciupkiego (średnica równikowa 1,4 km!) Daktyla.

Albo kiedy ustawiasz w podpisie bloga „Blog dla kreatywnych. Fajnie, że jesteś” stawiając zupełnie na równi tematykę bloga i jego odbiorców (którzy, prawdę mówiąc, zawsze fascynowali cię jeszcze bardziej niż sztuka), a potem dostajesz niekończący się potok mejli, w których czytasz gdzieś jako dodatek „fajnie, że jesteś, Michał” i „fajnie, że jesteście, Róbmy dobrze”, co miło kontrastuje z chłodem, jaki się w tych czasach między ludźmi wytwarza.

Kiedy dowiadujesz się, że gdzieś w „ciepłych krainach” motyle czają się nad żółwiami, a potem nadlatują, żeby wypić ich łzy (podobno jest w nich jakiś składnik, którego potrzebują). Albo kiedy pływasz nago w Zatoce Gdańskiej, podczas jednej z tych gorących letnich nocy i chociaż boisz się nurkować, bo wtedy otacza cię absolutna, nieprzenikniona czerń, to jednak mimo wszystko, raz po raz, próbujesz ten lęk pokonać.

duszek

Autor,

Lubię słuchać ambientu podczas długich spacerów. Nie wychodzę z domu bez plecaka, w którym pomieszkują: latarka, papierowe magazyny, książki, zeszyty, no i mnóstwo papieru, żebym w każdej chwili mógł napisać kolejny list. Fotografuję wyłącznie analogiem, a mój telefon jest ode mnie głupszy. Zbieram płyty muzyczne, książki, skasowane bilety autobusowe. No i listy. Często wracam do tych archiwalnych, na nowo je czytając i oglądając wrzucone do kopert załączniki. Kocham ukorzeniać nowe roślinki, oglądać mapy i dotykać drzew. Znajdziesz mnie też na Fejsie i na Twitterze.

Skomentuj, jesteśmy ciebie ciekawi