Now Reading
O komiksie „Alois Nebel: Biały Potok”

O komiksie „Alois Nebel: Biały Potok”

Oryginalne wydania trylogii „Alois Nebel” ukazywały się w Czechach kolejno w 2003, 2004 i 2005 roku; w Polsce zaś w latach 2007-2008, w ramach współpracy Centrali i Zin Zin Press. Nie ma znaczenia, że to nie jest nowość – ta seria zasługuje na większą, ponadczasową popularność. U Czechów powstało na jej podstawie przedstawienie teatralne, film rysunkowy i cykl krótszych komiksów w prasie, a w 2013 w rozkładzie kolejowym pojawił się pociąg nazwany „Alois Nebel R 1412/1413” kursujący na linii kolejowej nr 292 z Czech do Polski. U nas Alois istnieje niestety wyłącznie w świadomości niektórych osób co bardziej wkręconych w komiks.

Ja sam „Alois Nebel” odkryłem przypadkiem, kiedy z ciekawości wszedłem do łódzkiego antykwariatu Book Się Rodzi i w dziale komiksowym znalazłem trzy żółto-czarne tomy. Zanim zdążyłem rozchylić strony i zobaczyć styl rysunków, dotarło do mnie, że na okładce jest napisane „Jaroslav Rudiš”. Ucieszyłem się i od razu – bez zaglądania do środka – ustawiłem się w kolejce do kasy. Otóż „Aleja narodowa” Rudiša wydana w Polsce przez wydawnictwo Książkowe Klimaty, to jedna z powieści, jakie w ostatnich latach zrobiły na mnie największe wrażenie. Pomyślałem wtedy, że jeśli scenariusze do komiksów pisze chociaż w połowie tak dobrze jak powieści, z pewnością będę zadowolony. I wziąłem w ciemno.

Akcja pierwszego tomu dzieje się w miasteczku Bílý Potok, leżącym na tyle blisko granicy czesko-polskiej, że kiedy Rudiš pisze „Ludzie przychodzili tu przeważnie z północy i nie byli sami, bo ten kraj samotników połyka”, ma na myśli Polaków. Głównym bohaterem jest Alois Nebel, zawiadowca dworca Bílý Potok. Jego całe życie jest związane z koleją. Dla kolei pracował najpierw jego dziadek, a później również ojciec, przez co Alois dosłownie wychowywał się przy torach. Koleją żyje. Kolej kocha. Kolekcjonuje rozkłady jazdy, które później czyta siedząc na kiblu. Zresztą czuć, że u Rudiša to coś więcej, niż tylko przygotowanie do pisania scenariusza. Jak rozwiniecie okładkę, to w notce o autorze nawet znajdziecie fragment: „Zbiera stare rozkłady jazdy i mapy kolejowe”.

Jest bohaterem skromnym, wycofanym i uległym. Za czasów Czechosłowacji wstąpił do partii komunistycznej, tylko po to, żeby pozwolono mu pracować przy pociągach (co Alois skwitował słowami: „Myślę, że człowiek powinien mieć ideały”). Kiedy trafił do psychiatryka, bardzo szybko poddał się temu miejscu, a nawet je polubił („Tutaj można chodzić w kapciach nawet po dworze. To jest zaleta tego miejsca”), z niecierpliwością wyczekując, kiedy znów podadzą kapuśniak na kolację i przehandlowując u lokalnych hipisów czerwone tabletki na piwo.

On bardzo dużo obserwuje, bardzo dużo myśli i – jeśli przydarzy się okazja – bardzo dużo mówi. Rdzeniem tej opowieści jest właśnie monolog, którym Alois zalewa Niemego, tajemniczego mężczyznę, który nadszedł z północy. Oni razem siedzą w tym psychiatryku. Niemy, ponieważ pojawił się nagle, przekraczając granicę i milcząc pytany o cokolwiek. Alois, ze względu na dręczące go zwidy, w których z gęstej mgły wyjeżdżają parowe pociągi niegdyś kursujące na tamtych terenach i przywożące ze sobą brudy historii, te nazistowskie i te radzieckie.

Rudiš ze względu na swoje zainteresowania i wykształcenie (studiował historię i germanistykę) wplata sporo wątków historycznych, przybliżając przeszłość terenów na styku Polski, Niemiec i Czech. Przy czym nie ma mowy o natłoku nudnych faktów. On ma talent do tworzenia narracji bardzo wiarygodnej, wciągającej poprzez swoją naturalność, przemycającej do książki prostotę i bezpośredniość, z jaką ludzie myślą i mówią w rzeczywistości. U niego wszystko jest jakbym sztafetą anegdot, płynnie przechodzących jedna w drugą. Rzeczy, które bohater wypowiada i myśli są precyzyjnie wybrane, zakorzenione w nim nieprzypadkowo i przefiltrowane przez jego osobowość.

Scenariusz „Białego Potoku” nie przewiduje żadnych zwrotów akcji. Jeżeli czytasz w miarę uważnie i jesteś odrobinę domyślny, to zakończenie nie będzie dla ciebie żadnym zaskoczeniem. Wartość tej opowieści leży w czymś innym – w umiejętności wyciągnięcia fragmentu świata i wklejeniu go na papier w sposób tak sugestywny, że podczas lektury ten zaczyna, cegła po cegle, rozbudowywać się w twojej wyobraźni. Już na stałe. W komiksie znajdziemy cały koloryt elementów – zbrodnie i okrucieństwa wojny, fascynację koleją, rodzinną historię Aloisa, historie miłosne, samobójstwo, zwykłe życie. Sam Alois jest bardzo udanym, zapadającym w pamięć głównym bohaterem. Jest łagodny i flegmatyczny, jakby utkany ze stereotypowego obrazu Czecha, ale przełamany wielkim dramatem psychicznych zaburzeń. Bo mgła (z niemieckiego „nebel”), która co jakiś czas do niego przychodzi, zwiastując zwidy, druzgocze nawet jego pogodną naturę.

Rysunki Jaromíra 99 (Jaromíra Švejdíka) są świetne. Bardzo kontrastowe; z gwałtownymi przejściami między czernią i bielą, bez żadnych odcieni szarości. Uproszczone, chociaż nie na tyle, żeby stać się kreskówkowymi, stawiają wyraźny przekaz ponad szczegółowością. Kadry są czytelne i dobrze rozplanowane, podkreślają charakter poszczególnych scen. Warstwa wizualna i opowieść współtworzą się w harmonii. Ten duet po prostu powinien tworzyć razem.

Komiks możecie kupić w sklepie Centrali. Dostałem też cynk, że Zin Zin Press wciąż jeszcze mają egzemplarze, także możecie pisać wiadomość prywatną na ich fanpejdż – koszt 25 zł, z wysyłką.

„Alois Nebel: Biały Potok”; scenariusz Jaroslav Rudiš, rysunki Jaromíra 99, Zin Zin Press, 2007.

View Comments (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2013-2020 Róbmy Dobrze