Teraz czytasz
Jacek Staniszewski. Ten, co zaprojektował pisuary w kształcie gorylich fejsów

Jacek Staniszewski. Ten, co zaprojektował pisuary w kształcie gorylich fejsów

+17
Zobacz galerię

Czym różni się Open’er, OFF, Jarocin czy Coke Live od Fląder Festiwal i Festiwal Metropolia jest Okey? Rozmachem? Zasięgiem? Ceną biletów? Tak, też, ale dla mnie różnią się przede wszystkim jakością plakatów promujących.

O ile największe festiwale ograniczają się do wymienienia na swoich plakatach nazw zaproszonych gwiazd i to – w zamyśle organizatorów – ma przyciągnąć rzesze publiczności, o tyle Fląder robi po prostu piękne plakaty, które nie szpecą miasta, wręcz przeciwnie, tworzą uliczną galerię sztuki. Może Openery i reszta śmietanki nie musi zabiegać o uwagę siląc się na dobry plakat, ale panie i panowie, byłoby po prostu miło zobaczyć coś ładnego na słupach ogłoszeniowych, billboardach, wiatach przystankowych i innych nośnikach reklamowych.

Autorem plakatów Flądra i Metropolia jest Okey jest Jacek Staniszewski. Gwarantuję, że warto zapoznać się z jego pozostałymi projektami.

Staniszewski to autor kilku moich ulubionych plakatów, kilkudziesięciu fenomenalnych prac i kilkuset plakatów w całym swoim dorobku. Poza tym, jest grafikiem, pedagogiem na ASP w Gdańsku, a także muzykiem. Nie jest typem nauczyciela, którego trzeba się bać, ale dla swoich uczniów jest, jak sam przyznaje, raczej wymagający.

Wcielając się w dr. Jahkilla daje upust emocjom śpiewając i grając na gitarze jako lider formacji Maszyna do Mięsa. Polecam również uwadze jego pozostałe muzyczne projekty: Chlupot Mózgu i Biafarę. Jednak gdyby ktoś miał ochotę na jakiś jego koncert, to nie będzie tak łatwo. Staniszewski o swojej muzycznej pasji opowiedział mi tak: „Z moim graniem jest jak z samopoczuciem. Jak się jest smutnym, trzeba to jakoś przerobić w sobie grając. Albo jak się jest wkurzonym to równie skutkuje. Obecnie jestem pośrodku tych stanów, nie mogąc się zdecydować na żaden z nich”.

Muzyczne zamiłowania Jacka Staniszewskiego przekładają się także na pracę grafika – projektuje plakaty do koncertów i festiwali oraz okładki płyt, między innymi dla zespołów: Bielizna, Apteka, Ego, Blenders, Ścianka, Centrala, Miasto mężczyzn, Mordy, Kury, Łoskot.

Plakatem zainteresował się, bo pociągała go jego siła – możliwość nawiązania kontaktu z widzem. Nie tylko takim, który chodzi do galerii, ale z każdym przechodniem, który rozglądając się po mieście, szuka czegoś, czego jeszcze nie widział. Z pasażerem autobusu, który zmęczony wraca do domu i walcząc z sennością, wygląda przez okno pojazdu skupiając uwagę na plakatach. Z turystą rozglądającym się po mieście, którego nie zna, koncentrując od czasu do czasu uwagę nie na architekturze, ale na plakatach.

Artysta łączy różne techniki: kolaż, grafikę, rysunek, pastel i zdjęcia. Jego prace zaskakują – są zabawne, inteligentne, wyraziste, oryginalne. Tworzenie plakatu porównuje do pisania piosenki według wzoru: motyw i możliwość odczuwania go plus stan „podwyższonej wrażliwości”, który artysta nazywa w swoim przypadku „smutkiem optymistycznym” lub „nostalgią radosną”. Podoba mi się to określenie. Na marginesie dodam, że pewnie spodobałoby się też Michałowi, który nazywa siebie najszczęśliwszym człowiekiem z depresją.

Uwielbiam plakaty, w które wplata morskie elementy: marynarza, syreny czy wieloryba. Plakatami do Fląder lub Metropolii z chęcią obkleiłabym cały pokój i nie wychodziłabym z niego przez tydzień. Doszły mnie głosy, że fani Flądra i dobrego plakatu, próbowali zdobyć jakiś egzemplarz zrywając je ze słupów. Dla tych wszystkich zapaleńców mam dobrą wiadomość, jest już nowy plakat X Flądra i można go zobaczyć poniżej.

Nie mniej podoba mi się plakat wyróżniony w konkursie Galerii Plakatu AMS Dzisiaj Polska, moim zdaniem równie ciekawy, jak zwycięski plakat Magdaleny Wosik. Domyślam się, że jurorzy konkursu musieli mieć trudne zadanie z wyborem najlepszej pracy. „Schizofrenia otwórzcie drzwi” to mój kolejny faworyt, w pełni ukazujący talent Staniszewskiego.

Warto też zobaczyć „Crystal Love”, pracę wysłaną przez artystę na Biennale Plakatu w Katowicach. O rany, jest tego dużo, ale szczególnej uwadze polecam jeszcze plakaty do „Damskiego Śledzika”, „VI bałtyckiego Uniwersytetu Tańca” i wystawy „Muzeum osobliwości”. Miejmy nadzieję, że niedługo ruszy strona internetowa artysty, bo to co do tej pory pojawiło się w sieci to niewielki procent znakomitych prac.

Pierwszy raz o Staniszewskim i jego pracach usłyszałam, a raczej przeczytałam w artykule Przemysława Guldy „Ostre plakaty, czyli artyści na ulicy”. Ostre, kontrowersyjne, wyraziste, prowokacyjne to określenia, które świetnie pasują do twórczości Staniszewskiego. Weźmy przykładowo okładkę Bielizny „Taniec lekkich goryli”. Postać z aureolą kładzie dłoń na ramieniu pana oddającego się fizycznej rozkoszy z leżącą pod nim panią. Kontrowersyjna? Znam ludzi, którzy mogliby się skrzywić.

Dalej historia z plakatem do transopery „Sen nocy Letniej” z muzyką Leszka Możdżera, w reż. Wojciecha Kościelniaka, przygotowany na zlecenie Teatru Muzycznego w Gdyni. Plakat zaprezentowano w niemieckiej Kilonii, gdzie znani trójmiejscy artyści, przybyli na zaproszenie Przewodniczącego Parlamentu Schleswig-Holstein.

Jedna Pani posłanka tak się poczuła urażona wspomnianym plakatem, że postanowiła wystosować list protestacyjny w tej sprawie z żądaniem usunięcia z wystawy, jak uznała „propagującej seksistowskie treści” pracy. No i się zaczęło: ona wysłała list, przewodniczący wysłał odmowną odpowiedź, ona zdjęła plakat, jej koledzy ponownie powiesili, ona się złościła, a im się podobało. Tak mniej więcej i w wielkim skrócie to wyglądało. Osobiście uważam, że nie ma się o co wściekać, też jestem kobietą, a plakat bardzo mi się podoba.

Nie mniejsze kontrowersje wzbudza projekt sopockiego szaletu miejskiego przy Monciaku. Głosy oburzenia kierowane są do wizji męskich pisuarów z głowami goryli. Sam artysta przyznaje, że chciał zrobić coś w duchu Monty Pythona.

Osoby zaangażowane w sprawę słusznie zauważyły, że dziecięce toalety też przybierają formy zwierzątek. Czy ktoś krytykuje rodziców uczących swoje dzieci załatwiania potrzeb w takich plastikowych kaczuszkach, słonikach czy pieskach? Szczerze wątpię czy człowiek, który organizuje proekologiczny performance, w którym wycinane piłą mechaniczną drzewo krwawi chciałby celowo obrażać lub zachęcać do agresji wymierzonej w jakiekolwiek zwierzęta. Ostatecznie władze wycofały się z realizacji tego projektu.

Niezależnie od tego czy takie wyjście jest złe czy dobre Staniszewski widzi pozytywne strony decyzji władz, przytoczę całą wypowiedź, bo jest bezbłędna: „Nie chciałbym umrzeć i wylądować w Wikipedii jako ten, co zaprojektował pisuary do sikania w kształcie gorylich fejsów, źle łypiących na fiuty. To jak Chopinowi zapamiętano by, że wymyśli chociażby materac dmuchany… wtedy by pisano: F. Chopin wynalazca materaca dmuchanego”.

Podsumowując już kwestię kontrowersji, mam wrażenie, że to produkt uboczny działalności artystycznej. Plakaty mają zwracać na siebie uwagę, ale nie chodzi tu o tanie sensacje i skandale. Celem prowokacji jest dawanie ludziom do myślenia, skłanianie do refleksji nad jakąś kwestią, dopiero wtedy ma to jakiś sens. Plakaty i prace Staniszewskiego są przykładem pozytywnej prowokacji.

Jest jeszcze mnóstwo ciekawych projektów Staniszewskiego, wspomnę tylko o trzech. Pierwszy to Galeria Miejska na sopockim słupie. Rewelacyjny pomysł. Protest przeciwko zalewającej nas fali komercji i banerów reklamowych. Pierwsza odsłona prezentowała plakaty antywojenne, druga pod hasłem „Jestem człowiekiem” nawołuje m.in. do walki o prawo do wolności, do ochrony, do słusznego procesu, do prywatności i nietykalności osobistej.

Kilka dni temu, pierwszy raz widziałam Sopot nie tylko z okna „Dokera” albo „Stoczniowca” jak to PKP nazwało dwa ze swoich pociągów pospiesznych, jadących do i z Gdyni. Przechodziłam w pobliżu wspomnianego słupa i teraz wisi tam jeden plakat Staniszewskiego przedstawiający banana z podpisem „Pomimo skrzywienia normalny” i dwa plakaty jego studentów.

Drugi projekt to Antygaleria Visual Voice czyli nowa galeria na wydziale grafiki ASP. Miejsce stworzone z myślą o sztuce społecznie zaangażowanej. Co dobrze obrazuje jeden z billboardów Jacka Staniszewskiego „W czasach konsumpcji – o wolności”.

Zapytałam artystę, jak ocenia funkcjonowanie galerii przez prawie pół roku istnienia. Odpowiedział: Średnio na jeża. Po wystawie „Resistance” otwierającej działalność galerii, niespecjalnie się coś działo, ale plany są. Niebawem kolejna wystawa, a w czerwcu następna artysty z Berlina A.Tassano, również pod koniec czerwca zaprezentuje się Teatr Tańca A.Lubos. Podsumowując odpowiedź na moje pytanie Staniszewski napisał „tak więc jakiś kwiat zakwitnie w tejże galerii o naturze i kondycji fantomu”.

Numer trzy w sensie projektów, to istny hit. „Cykl Pani J.” jest odpowiedzią na zachowanie upierdliwej sąsiadki. Pomógł wrócić do równowagi i nawiązania porozumienia z dokuczliwą panią. Tak więc jeśli wkurza cię czepialski kolega, denerwuje stara ciotka, zrzędliwa sąsiadka, a może teściowa wypróbuj artoterapię. Zaleca dr. Jahkill Staniszewski. Efekty zadziwiające, a ze źródłem problemów, które budziło w tobie najgorsze instynkty, możesz się nawet zakumplować.

Jeśli ktoś dotrwał do tego momentu mojego tekstu, zaciekawiły go prace Jacka Staniszewskiego i chciałby je nawet nabyć drogą kupna to uwaga! W sieci znalazłam tylko jeden plakat do sprzedania w Pigasus-Gallery, ale plakaty można kupić u samego autora. Po każdym druku zabiera dla siebie około dwudziestu sztuk plakatu.

A gdyby nagle ktoś chciał się rzucić na plakat „Świętojańskie Świętowanie”, to jest ich w posiadaniu artysty całkiem sporo, bo cały nakład dwieście/trzysta sztuk, który przed rozlepieniem został ocenzurowany przez Duszpasterza Środowisk Twórczych. Nie podobała się duszpasterzowi goła pupa, co dziwi Staniszewskiego, bo przeciw urwanej głowie nikt się nie obruszył.

Staniszewski napisał mi, że nikt nie wie i nikogo nie informował, że można u niego nabyć plakaty. Ja uważam, że dodają one charakteru wystrojowi wnętrz i niedługo będzie na nie wielki boom. I nie mówię tu o plakatach kotków, piesków i Wieży Eiffla, ale prawdziwych dzieł sztuki, którymi dla mnie są plakaty Staniszewskiego i wielu wspaniałych artystów, których w Polsce nie brakuje. Choć Staniszewskiego korci „by odejść w zapomnieniu”, to ja bym mu na to tak szybko nie pozwoliła.

Skomentuj jako pierwszy/a

Skomentuj

Your email address will not be published.

© 2013-2020 Róbmy Dobrze