Kamil Czapiga (2014)

Jest przeraźliwie dużo paskudnych tatuaży – kiczowatych, kolorowych, bez pomysłu, kiepsko wykonanych. Widzę ja na ulicach, na ciałach znajomych, w sieci, a nawet w magazynach o tatuażu. Niekończący się strumień motylków, róż, tribali, kretyńskich sentencji. Czy jest od tego ucieczka?

Oczywiście, że jest. Jak zawsze. Alternatyw w Polsce znajdziemy garść, a dziś chciałem pokazać jedną z nich – Kamila Czapigę. Jego prace spełniają trzy cechy dla mnie niezwykle ważne: są proste, czarne i ciekawe. Żadnego przepychu, żadnego kiczu, żadnego powtarzania (każdy z wzorów wykonuje tylko raz). Projekty świetne, w większości autorskie.

Kamil jest w tatuowaniu świeżakiem, ale na brak chętnych nie narzeka (kiedy zerkałem na jego blogu w grudniu, zapisy miał wznowić dopiero w lutym, a terminy miały być na drugi kwartał 2014). Wcześniej zajmował się ilustracją i plakatem, najpierw w plastyku, później na ASP – oba w Katowicach, gdzie mieszka i pracuje. Właściwie wcale nie planował być tatuatorem – wciągnął go w to kolega.

Kamil korzysta z prostych, ale bardzo urodziwych motywów. Nie pozwala im jednak być zwykłymi – zawsze dorzuca do tego jakiś element X. Czasem jest to ciekawa geometria, czasem jakiś osobliwy dodatek. Coś, co powoduje, że efekt jest wart skóry.

Kamila Czapigę i jego prace znajdziecie na jego blogu i na Instagramie.

Lubię słuchać ambientu podczas długich spacerów. Nie wychodzę z domu bez plecaka, w którym pomieszkują: latarka, papierowe magazyny, książki, zeszyty, no i mnóstwo papieru, żebym w każdej chwili mógł napisać kolejny list. Czasami fotografuję bezlusterkowcem Fujifilm X-A10, gram na Nintendo Switchu. Zbieram komiksy, książki, no i listy. Często wracam do tych archiwalnych, na nowo je czytając i oglądając wrzucone do kopert załączniki. Kocham ukorzeniać nowe roślinki, oglądać mapy i dotykać drzew. Znajdziesz mnie też na Fejsie i na Instagramie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zamknij
Sign in