Teraz czytasz
Ola Szmida podsumowuje swój 2020

Ola Szmida podsumowuje swój 2020

2020 był szalonym rokiem. Wcześniej maseczki noszone na ulicach i w komunikacji publicznej widywaliśmy głównie na zdjęciach z Azji, albo podczas zagranicznych wycieczek. Wydawało nam się to dziwaczne, nierzadko śmieszne. 2020 rok i panoszący się COVID-19 obrócił wszystko do góry nogami – dziś niemal każdy Europejczyk posiada przynajmniej jedną maseczkę; większość z nas nosi je w miejscach publicznych. Przeżyliśmy pełny lockdown, później najróżniejsze obostrzenia i wybiórcze zamrażanie poszczególnych branż. Dla niektórych, jak choćby dla gastronomii, pandemia okazała się ciosem niezwykle brutalnym, w wielu wypadkach śmiertelnym. Inne, jak sprzedaż internetowa, rozkwitają.

Tak sobie pomyślałem, że fajnie byłoby dowiedzieć się, jak w tym szaleństwie odnaleźli się twórcy sztuk wizualnych. W ostatnich dniach wysyłam do nich ten sam zestaw pytań, z prośbą żeby podsumowali rok 2020 ze swojej perspektywy. Na pierwszy ogień idzie Ola Szmida, ilustratorka i autorka animacji.

„2020 był dla mnie twórczo udany dzięki temu, że izolacja i pandemia lepiej pomogły mi zrozumieć siebie, na czym mi zależy, jakie prace chcę tworzyć” – czytam w mejlu od Oli. – „Mam też wrażenie, że zaczęłam się mniej przejmować opiniami innych na temat mojej twórczości. Także kilka bardzo stresujących współprac w 2020 przypieczętowało ostatecznie zasady, w jaki sposób chcę pracować. Kilka obiecujących projektów nie wypaliło z powodu pandemii, musieliśmy z naszą ilustracyjną grupą »Ilu Nas Jest« odwołać wystawy, ale nie ubolewałam nad tym, bo czułam, że jest to poza moją kontrolą i wierzę, że jeszcze się to wydarzy”.

„Kwarantanna wpłynęła dość mocno na moje plany, jeśli chodzi o pracę na uczelni – miałam ubiegać się o bycie tzw. nauczycielką wizytującą na Academy of Media Arts w Kolonii, gdzie kilka lat wcześniej byłam na stypendium. Z powodu pandemii zostało to oczywiście wstrzymane. Latem, kiedy izolacja była znacznie mniej ścisła i wydawało się, że trochę odetchnę, miałam wypadek i poważny uraz nogi unieruchomił mnie na jakiś czas. Musiałam odwołać kilka zleceń, a także nie mogłam poprowadzić zajęć z animacji w School of Form, gdzie uczę od kilku lat. Pandemia sprawiła, że moja operacja była przekładana kilkukrotnie i nadal się z tym trochę borykam. Z lepszych wieści: uziemienie sprawiło, że wreszcie w naszym domu pojawił się piesek, który bardzo pozytywnie rozszerzył mi świat”.

„Proces nie zmienił się zbytnio, ale ustalanie celów już tak. Pandemia pokazała wiele spraw w perspektywie – obecnie bardziej zależy mi na tworzeniu bez spiny, bez próby udowodnienia nikomu, że jestem dobra; na nowo odnalazłam radość w tworzeniu, wymyślaniu, próbowaniu nowych rzeczy. Więc może powinnam odpowiedzieć na to pytanie inaczej: zmieniły się i procesy i cele – te rzeczy są chyba od siebie bardzo zależne”.

„W 2020 pochłaniały mnie sprawy społeczne i polityczne – nagonka na osoby LGBT+, wybory, zaostrzenie prawa aborcyjnego. Oczywiście chodziłam, gdy mogłam, na protesty, podpisywałam petycje, wspomagałam finansowo organizacje, ale też przygotowałam kilka plakatów/ilustracji, które mogły być używane na protestach. Zdaję sobie sprawę, że jest to tak naprawdę drobnostka, ale spotkało się to z dużym odzewem i mam nadzieję, że może paru osobom przyniosło choć trochę otuchy. Prace przygotowywałam w ramach Pogotowia Graficznego, ale w przypadku zakazania aborcji, gdy działo się to bardzo szybko, pliki udostępniałam też sama, żeby było sprawniej”.

„Z innych spraw, po trzech latach skończyłam rysować komiks napisany przez Wandę Hagedorn »Twarz, Brzuch, Głowa« i w styczniu został on wydany przez Kulturę Gniewu. Ponieważ premiera była kilka dni temu, nie miałam jeszcze w rękach wydrukowanego egzemplarza, więc z ekscytacją na niego czekam.

Kadr z filmu „Not for Money, not for Love, not for Nothing”

„Będzie to z pewnością komiks »Twarz, Brzuch, Głowa«” – odpowiada, zapytana o prace/projekty stworzone w 2020 roku, które są jej największą dumą. – „Cieszy mnie również film dokumentalny »Not for Money, not for Love, not for Nothing«, który opowiada historie kilku pracownic seksualnych – w tym filmie byłam odpowiedzialna za reżyserię i animowaną część filmu, a głównym reżyserem był John Robert (film obecnie jeździ po festiwalach i otrzymał już parę nagród). Na pewno jestem zadowolona z plakatów społecznych, które robiłam na szybko i w gniewie. Bardzo dużą przyjemnością były dla mnie moje rysunki tuszem, które robiłam dla siebie, zwykle czarno-białe, dość proste w porównaniu do obfitych w kolory i patterny prac, które również nadal lubię”.

Olę Szmidę znajdziecie w różnych zakątkach internetu: na jej stronie, na Fejsie, na Instagramie, na Behance, na Tumblrze i na Vimeo.

Skomentuj jako pierwszy/a

Skomentuj

Your email address will not be published.

© 2013-2021 Róbmy Dobrze