Teraz czytasz
Patrycja Podkościelny podsumowuje swój 2020

Patrycja Podkościelny podsumowuje swój 2020

2020 był szalonym rokiem. Panoszący się COVID-19 obrócił wszystko do góry nogami. Przeżyliśmy pełny lockdown, później najróżniejsze obostrzenia i wybiórcze zamrażanie poszczególnych branż. Dla niektórych, jak choćby dla gastronomii, pandemia okazała się ciosem niezwykle brutalnym, w wielu wypadkach śmiertelnym. Inne, jak sprzedaż internetowa, rozkwitają. Tak sobie ostatnio pomyślałem, że fajnie byłoby dowiedzieć się, jak w tym szaleństwie odnaleźli się twórcy sztuk wizualnych. Od kilku dni wysyłam do nich ten sam zestaw pytań, z prośbą żeby podsumowali rok 2020 ze swojej perspektywy. Dziś przyszedł czas na Patrycję Podkościelny, ilustratorkę i grafika.

Projekt deski dla Alternative Longboards

„Początek 2020 był ciężki dla mnie jako twórcy i jako wykładowcy” – czytam w mejlu od Patrycji. – „Chaos na początku roku opanował wszystkich, kilka projektów zostało anulowanych ze względu na zaistniałą sytuację. Odcięłam się od świata zewnętrznego na czterdzieści trzy dni, komunikując się z ludźmi jedynie poprzez internet. Absurdalnie prowadziło się zajęcia z litografii onlajn, to pracownia opierająca się głównie na technologii znajdującej się w ścianach uczelni. Pierwszy miesiąc spędziłam przytłoczona depresją, która w trakcie pandemii nieźle dała o sobie znać. Później jednak izolacja pozwoliła się skupić na własnym rozwoju. Stworzyłam parę ilustracji dla siebie, takich, które długo czekały na skrawek wolnego czasu. Druga połowa roku przyniosła mi projekty, z których jestem bardzo zadowolona. Stworzyłam ilustracje dla klientów takich jak Huffington Post, WeTransfer czy Levis, byłam też prelegentką na jednym z największych wydarzeń w świecie kreatywnym, jakim jest Cannes Lions Festival. Niestety w roku 2020 zrobiłam tylko jedną litografię, uczelnie zamknięto na parę miesięcy. W listopadzie przeżyłam największy dramat ilustratora – do zaprojektowania miałam cztery okładki książek, parę ilustracji prasowych, a mój komputer nagle pożegnał się z tym światem. Jednak podsumowując, tak jak dla mnie rok 2019 był ciężkim orzechem do zgryzienia, tak 2020 nie był taki zły”.

„Fulfilled”
„Queen of hearts”

„Kwarantanna wpłynęła na mnie pod wieloma względami. Przede wszystkim, nigdy sobie nie zrobiłam porządnych wakacji i myślałam, że w końcu po tylu latach sprezentuje sobie wyjazd do jakiegoś cieplejszego kraju. Wszyscy wiemy jednak, jak sytuacja się rozwinęła. Mam wrażenie, że kwarantanna obudziła we mnie mojego pierwotnego introwertyka, którego jakoś przez lata starałam się tłamsić. Tak jak pierwszy miesiąc był ciężki, pełen tęsknot, to potem, nawet jeżeli mogłam, nie miałam zbytnio ochoty wychodzić. Twórczo, jak już wcześniej wspomniałam, parę zleceń odpadło, inne zostały przesunięte w nieznaną przyszłość. Człowiek musiał szukać dodatkowych źródeł dochodów. Mam jednak wrażenie, że im dalej w pandemię tym było łatwiej. Nawet udało mi się mieć solo wystawę w Galerii Zacnie w Poznaniu”.

„Mine”

Zapytana, czy przez kwarantannę bardzo zmienił się jej proces tworzenia, odpowiedziała: „Nie za bardzo. Zawsze pracowałam głównie z domu (z wyjątkiem uczelni), więc dużo się tutaj nie zmieniło. Jedynie pojawiły się utrudnienia w procesie, których wcześniej nie było. Mieszkam parę kroków od spożywczaka, więc nie było problemu z chodzeniem parę razy dziennie, bo akurat czegoś zapomniałam. Teraz bardziej planuję zakupy i robię je zazwyczaj na parę dni wprzód. Podobnie drukowanie i wysyłka prac. Zupełnie to ograniczyłam, aby siebie bez sensu nie narażać”.

„Bloom”
„Poland”

„Jedyną inicjatywą, która mnie w tym roku pochłonęła, to zaostrzenie prawa aborcyjnego. Musiałam zareagować szybko (tak jak i inne osoby z branży), by mój plakat każdy mógł sobie wydrukować i zabrać ze sobą na protest, bądź wystawić w oknie. Poczułam potrzebę stworzenia czegoś, co chociażby w małym stopniu wspomoże wysiłek i walkę o rozsądek w tym kraju”.

Spytana o prace stworzone w 2020 roku, z których jest szczególnie dumna, odpowiedziała: „Duma to zbyt wzniosłe słowo. Ja swoje prace najwyżej akceptuję lub znoszę. »Mine« jest pierwszą po dłuższym czasie ilustracją zrobioną dla siebie w stu procentach ręcznie, na papierze, więc ma specjalne miejsce w moim małym mrocznym serduszku. Lubię też moją grafikę dla Alternative Longboards i akurat robię teraz coś podobnego na swój użytek. »Queen of hearts« była zrobiona na konkurs Playing Arts, mimo że nie zostanie wdrożona, uważam ją jako jedną z ciekawszych z tego roku.

„Hers forever”

»Hers forever« była stworzona na wystawę Trisity 4 i pod względem technicznym była dla mnie i Mateusza Żywickiego niezłym wyzwaniem (naświetlonych zostało parę siatek sitodrukowych). Wcześniej wspomniana litografia »Fulfilled«, która tak naprawdę wyszła przypadkiem, gdyż testowana przeze mnie nowa kredka, którą była rysowana praca, w późniejszych testach zupełnie nie działała. Plakat do »Stalkera« był niezłą zabawą, chociaż ja, jak i moi obserwujący wolimy wersję sprzed uwag klienta. No i może na sam koniec riso »Bloom«, które przypomniało mi, jak bardzo lubię rysować odcięte głowy”.

„Tworzę tak samo, jak kiedyś, tylko bardziej cenię swój czas, niż wcześniej. Ale na pewno jestem inną osobą. W 2020 zamieszkałam kompletnie sama (z wyjątkiem moich dwóch kocich towarzyszy) i polubiłam to. Zaczęłam stawiać siebie i swoje dobro na pierwszym miejscu. Znalazłam trochę spokoju, którego od dawna było mi potrzeba”.

Patrycję znajdziecie w następujących zakątkach internetu: na jej stronie, na Fejsie, na Instagramie, na Twitterze i na Behance.

Skomentuj jako pierwszy/a

Skomentuj

Your email address will not be published.

© 2013-2021 Róbmy Dobrze