Now Reading
Powroty: Aleksandra Szajnecka

Powroty: Aleksandra Szajnecka

Zaraz po tym, jak opublikowałem pierwszy odcinek, napisała do mnie Aleksandra Szajnecka. Jeżeli chodzi o cykl «Powroty», to naprawdę zgraliśmy się w czasie – pisała. Wczoraj wyciągnęłam ze starych albumów rodzinne zdjęcia i opublikowałam je na moim blogu. Są to dla mnie na tyle szczególne fotografie, że chciałam podzielić się nimi z innymi. A może nawet nie tyle podzielić, co uporządkować je dla samej siebie, udowodnić, że jeszcze o nich pamiętam. Cykl nazwałam »pozo/stałość«, ponieważ moja rodzina już prawie nie istnieje. A przynajmniej nie taka, jak ją pamiętam i nie z tymi ludźmi, którzy ją dla mnie tworzyli. Jednocześnie gdybym miała opisać czym jest rodzina, odpowiedziałabym, że stałością. Niezależnie od tego, co dzieje się między wami, co robicie i mówicie.

Oto zdjęcia z archiwum rodziny Aleksandry wraz z opisami, które stworzyła w duecie z mamą, Iwoną. Jestem szczerze wzruszony, że pozwoliły mi te piękne zdjęcia tu pokazać.

To jedno z tych zdjęć, których najbardziej mi szkoda, ponieważ nie ma już nikogo, kto mógłby mi o nim opowiedzieć. Ani kiedy zostało zrobione, przez kogo i gdzie. Wiem, że babcia uwielbiała piesze wycieczki. Miała z nich mnóstwo fotografii, zawsze z tymi samymi ludźmi. Zmieniały się tylko góry.

To moje ulubione fotografie rodziców. Na pierwszym zdjęciu patrzą w różne strony, a już po chwili spoglądają w jednym kierunku – przed siebie. Nie poznałam ich takich, ale w taki sposób chciałabym ich zapamiętać.

Tutaj nawet mogę posłużyć się cytatem: »Twój tata zrobił mi te zdjęcia, gdy jeszcze prowadzaliśmy się razem. Nie pamiętam czy byliśmy wtedy w liceum, czy już na studiach. Szedł za mną i nie chciał się odczepić«.

(po lewej) Wyjazd do Sulejówka ze znajomymi. Czas, okoliczności, pogoda – nieznane. (po prawej) Tata siedzący na ganku przed swoim rodzinnym domem. Na wielu zdjęciach ma tę koszulkę. Musiał ją naprawdę lubić.

(po lewej) »Nie zabronię ci iść na ASP, ale nie myśl nawet o liceum plastycznym. Nie będziesz powtarzać moich błędów« – mama. (po prawej) »Nigdy nie chciał chodzić do szkoły. W podstawówce chował się w krzakach przed wejściem i dyrektorka musiała namawiać go do wejścia słodyczami. I średnio trzy razy w tygodniu uciekał z domu. Zakładał swoje futerko z królika, dochodził obrażony do końca ulicy i stwierdzał, że jednak wraca« – o tacie.

Mama – jeszcze zanim zaczęła sięgać głową sufitu i jej babcia – ta, o której zawsze opowiadano mi śmieszne historie.

(po lewej) »Twój tata zawsze lubił, żeby dużo się działo. Ja nie przepadałam za tłumami. Ten wyjazd, to był ukłon w moją stronę. Nareszcie byliśmy tylko we dwoje«.

»– Czemu masz tutaj taką niezadowoloną minę?
– Bo twój tata zawsze uśmiechał się za mnie«.

(po lewej) Jeden z wielu wyjazdów mojej mamy. Lubiła ośrodki w lasach, gdzie mieszkało się w ciasnych, drewnianych domkach. Pakuje rzeczy. Pewnie wraca do taty. (po prawej) Nikt już nie pamięta, gdzie zostało zrobione zdjęcie, ale to było po maturze mojej mamy. Pojechali z tatą i babcią nad morze. Uwielbiali spędzać razem czas, tata był wymarzonym zięciem.

(po lewej) Mieszkanie, w którym każdy zdążył zamieszkać. (po prawej) Janek, Jasiu, Januszek – tak zawsze wołali na tatę. Nie było nigdy bardziej upartego człowieka.

Oczy mojej mamy zawsze są innej barwy. Szmaragdowe, turkusowe, błękitne – ona twierdzi, że to kwestia światła. Ja wiem, że to kwestia humoru.

(po lewej) »Byłaś naprawdę ogromna. Wyglądałam jakbym połknęła arbuza. Kiedy obudziłam się po porodzie, pierwsze co zrobiłam, to złapałam się za brzuch. Nie mogłam uwierzyć, że tak po prostu zniknął«. (po prawej) Ta fotografia jest dla mnie jedynym dowodem, że mój tata kiedykolwiek pił herbatę. Nawet gdy poprosił o herbatę w czasie choroby, nie dopijał połowy.

Babcia miała najpiękniejsze włosy, jakie widziałam. Jako dziecko mogłam bawić się nimi godzinami. Wkładałam dłonie między jej loki i zawijałam je na palce. Chociaż podziwiali je wszyscy, sama za nimi nie przepadała. Ciężko było o nie dbać. Nie zniszczyły ich nawet lata przerywanej chemioterapii – zawsze odrastały mocniejsze i śliczniejsze. Nikt w rodzinie, ani przed, ani po babci, nie miał takich włosów.

Jedna z młodzieńczych wycieczek mojej mamy. Ubierała się wtedy w rzeczy, które sama chciałabym dziś założyć. Lubię myśleć o tych fotografiach, jak o obrazach. Ten pejzaż zdaje się być namalowany.

Był najmniejszy, a najbardziej rwał się do bicia.

View Comments (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2013-2020 Róbmy Dobrze