Now Reading
Rycerz Janek i instrukcja prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom

Rycerz Janek i instrukcja prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom

Zamówiłem ten komiks, bo liczyłem na barwną przygodę, wartką akcję i wciągający świat. Potrzebowałem odrobinę śmiechu na ten niełatwy czas. Albo przynajmniej uśmiechu.

Oficjalny opis bardzo trafnie naprowadza na to, czego powinniśmy się spodziewać. „W królestwie Zacnegostawu nie dzieje się dobrze. Poziom przestępczości rośnie w zastraszającym tempie, królewska para pada ofiarą śmiertelnego wypadku, a książę Mścigniew, choć dopiero co objął tron, już wzbudza niepokój mieszkańców swoimi radykalnymi pomysłami i zamiłowaniem do okultyzmu. Jakby tego było mało, do stolicy przybywa pewien nieznajomy wędrowiec. Nie wiadomo do końca skąd przyszedł, ani kim jest. Prowadzony przez tajemniczą wiedźmę, a być może i samo przeznaczenie, zawsze pojawia się tam, gdzie potrzeba bohatera. Nie wiemy o nim nic, poza tym, że jest miły. I silny. I prawy. No, wiemy też jak się nazywa. Mówią na niego Janek. Rycerz Janek”.

Nad scenariuszem pracowały dwie osoby – Robert Sienicki („Scientia Occulta”, „Sklepik z Robotami”) i Jan Mazur („Tam, gdzie rosły mirabelki”, „Koniec świata w Makowicach”). Trudno jest wyłuskać, który z nich, co rzeczywiście dorzucił, więc będę o nich pisał w liczbie mnogiej. W komiksie nie ma narratora, wydarzenia czytamy z rysunków. Wszystko jest jednak rozpisane na tyle umiejętnie, że całą historię, jej emocje i charakter, chłonie się mimowolnie. Dialogi są zabawne, ale naturalnie, nie na siłę. Oczytanie autorów w popkulturze jest oczywiste; drobnych inspiracji można by się doszukać sporo, jednak tą najbardziej oczywistą (i w materiałach dodatkowych poprzez dobór słów wskazaną właściwie wprost) jest „Ruchomy zamek Hauru”.

Scenarzyści trochę sobie żartują z konwencji fantasy, ale też mocno jej hołdują. Wymyślili barwny i intrygujący świat – fantastyka, osadzona w średniowieczu, ale z humorystycznie wplecionymi elementami współczesnymi. Jak komputery w zamku. Przyczepa kempingowa z neonem, w której mieszka wiedźma. Dorożka zatrzymująca się na pasach. Komnata przyozdobiona sznurem lampek z Ikei. Czy pad od konsoli leżący niedaleko miecza i tarczy. W komiksie poznajemy dwie krainy – Zacnystaw i Bogację. Większość akcji dzieje się w tym pierwszym, natomiast Bogacja jest bardziej planem, ostatecznym celem czarnego bohatera; miejscem, które pojawia się dopiero w finale. Zresztą powód, dla którego książę Mścigniew w ogóle chce tam dotrzeć i sposób, w jaki jest to przywołane w jego dialogach, jest świetnym motywem, który dodaje drugie dno stricte przygodowej historyjce.

Tytułowy Janek, jest bohaterem wręcz niemożliwie głupim – jego umysł wyłącza się przy każdym dłuższym i bardziej skomplikowanym zdaniu. Janek rozumie tylko jedno: że zło jest złe i nie godzi się go czynić. Bez zastanowienia rzuca się na pomoc każdemu, kto jest w potrzebie. Jego prawość i dobre maniery są urocze do tego stopnia, że w jednej ze scen zwraca się do przeciwnika słowami: „Proszę, zaprzestań czynienia zła”. Bez wątpienia jest to jeden z najsympatyczniejszych bohaterów, jakich znalazłem w komiksie. Skoro Janek jest kupą mięśni, które „klepią zło”, to scenarzyści potrzebowali jeszcze mózgu; kogoś kto dodałby do scenariusza sprytu, sensu i intrygi. I tu wkracza Lena – ruda okularnica, inteligentna intrygantka, aktywistka, z zamiłowaniem do kapturów. Najciekawsza postać tego tomu, na tyle charakterystyczna, że mogłaby spokojnie „uciągnąć” swoją własną historię.

Kiedy przed zamówieniem oglądałem przykładowe plansze z tego komiksu na laptopie, to podobały mi się, ale bez jakiegoś zachwytu. Dopiero, kiedy wziąłem ten spory, bo nieco większy od A4, tom do rąk i zacząłem lekturę, zrozumiałem, ile rysunki Igora Wolskiego zyskują w takim formacie. On ma niesamowitą wyobraźnię, jeśli chodzi o przestrzeń i ruch. Nie boi się nawet najbardziej złożonych kadrów; z akcją rozsianą na różnych poziomach miasta widocznego w tle albo ukazujących zniszczenie, katastrofy na wielką skalę. Świetnie radzi sobie ze scenami dynamicznymi, jak walka czy gonitwa. Cudownie rysuje otoczenie – te wszystkie rośliny, drogi, maszyny, budynki; konstrukcje wygięte od nietypowej perspektywy. Nawet ogromny, zajmujący dwie strony rysunek zamku, który zaczyna się przemieniać, widzimy z perspektywy chat zbudowanych poniżej, jakby oczami mieszkańców wychylających się przez okno i wychodzących na dachy. Dobry kwadrans przeglądałem wszystkie szczególiki w tym widoku. To trzeba podkreślić, że rysunki Wolskiego są niesamowicie szczegółowe; spędziłem dużo czasu przeczesując je wzrokiem w poszukiwaniu różnych smaczków poukrywanych na drugim planie. Jak rabuś, który ucieka z domu. Stragan z kartką „Otwieracze do drzwi”, na którym ktoś oferuje klamki. Rysunek w notesie, który naukowiec trzyma na stronie czternastej. Czy tytuły książek na półkach.

Jeśli chodzi o projekt bohaterów, najciekawsza i najbardziej wyrazista jest Lena. Udanych projektów jest jednak więcej. Właściwie wszystkie istotne postaci są charakterystyczne, łatwe do rozpoznania, a ich emocje łatwe do odczytania. Janek i jego ciągle zamknięte oczy. Mścigniew i jego sztuczna, doczepiana broda. Tymek i jego błyszczące okulary. Mim i jego reakcja na stronie czterdziestej szóstej (to jeden z moich ulubionych motywów tego komiksu), albo to jak narysowane są miny biskupów w ostatnim kadrze na piętnastej stronie, kiedy książę zadaje im pytanie.

Na zupełnie osobne pochwały zasługuje Tomek Grządziela aka Spell, który rysunki Wolskiego pokolorował. Kolorystyka świetnie pasuje, budując fajny przygodowy klimacik, zarówno w scenach z neutralnym światłem, na zewnątrz, w pełnym słońcu, jak i tych bardziej stylizowanych, wewnątrz przyczepy kempingowej wiedźmy, w lochach, czy nocą. Oczywiście kolor, to nie tylko dobór barw, ale też technika. W wielu fragmentach zatrzymywałem się, żeby obserwować, jak to wszystko jest ładnie wypełniane. Nawet takie detale, jak maleńki strumyk płynący przez miasto na stronie dziewiętnastej, stworzony z fajnym efektem półprzezroczystości. Kolory są używane bardzo świadomie. Budują nastrój, szczególnie w ciemniejszych scenach, kiedy mniej istotne postacie i przedmioty zlewają się w niemal jednolite tło, z którego czytamy zaledwie kontury, a rzeczy istotne wyróżniają się intensywniejszą barwą i pięknym światłem. Przykładowo duży kadr na stronie trzynastej. Albo strona trzydziesta pierwsza, na której widzimy karczmę z zewnątrz, nocą, więc wszędzie jest ciemno, poza ciepłym światłem, które wylewa się przez okna.

Nie ukrywam, że ten komiks podbił moje serce i dał mi frajdę, której bardzo potrzebowałem. Świetnie się bawiłem czytając go, uśmiechnąłem się nie raz, a nawet zaśmiałem w głos. Mam ochotę wrócić jeszcze kiedyś do alejek Zacnegostawu; zarówno do tej części, jak i, mam nadzieję, kolejnych. Cieszę się, że autorzy przysiedli na tyłkach i stworzyli pełnoprawny tom, bo wolę je ponad króciutkie historyjki. Cieszę się również, że Kultura Gniewu postanowiła go tak ładnie wydać.

Kupujcie „Rycerza Janka”, bo jest to przyjemność, przy okazji której można wesprzeć polski komiks. Ceny zaczynają się od 36 zł.

„Rycerz Janek i instrukcja prawidłowego składania ofiar zapomnianym bóstwom”; scenariusz Robert Sienicki i Jan Mazur, rysunki Igor Wolski, kolory Tomek Grządziela, 2020, Kultura Gniewu.

View Comments (0)

Leave a Reply

Your email address will not be published.

© 2013-2020 Róbmy Dobrze