twórczość, ziny

Big Poster Zin — „To ja, Narcyz się nazywam”

„Panie, kiedyś to były plakaty” — usłyszał Grzegorz Myćka od ekspedientki sklepu spożywczego, która podpatrzyła w rękach swojego klienta czasopismo otwarte akurat na stronie z artykułem o nowej fali plakatu polskiego. Cieszy to bardzo, że ludzie jednak doceniali tamten styl, ale jakby się tak dobrze rozejrzeć, to dzisiaj młody plakat ma się nieźle. Postara nam się to przybliżyć wspomniany wyżej Grzegorz Myćka oraz jego kolega po fachu Bartosz Mamak. (więcej…)

dizajn, kreatywny biznes, rzeczy

„La Cité” — nowa seria wazonów Malwiny Konopackiej

Już trzeci raz pokazuję wazony Malwiny Konopackiej. Za każdym razem chodziło o tę samą podstawę, projekt o wdzięcznej nazwie „Oko”, czyli prosty, choć bardzo charakterystyczny kształt, wysoki z okrągłymi wgłębieniami imitującymi oczy. To, co różniło kolejne odsłony to sposób pomalowania wazonów — najpierw były serie „Kobalt” i „Gld/Pltna”, pierwsza pokrywana kobaltem, a druga płynnym złotem i platyną, potem seria „Jungle” i jej chromowa zieleń. Dziś chciałbym pokazać serię najnowszą, czyli „La Cité”. (więcej…)

animacje, twórczość

„Bardou — Two Wolfs”, czyli druga animacja Anny Chrzanowskiej

To już druga animacja Anny Chrzanowskiej, jaką pokazuję na blogu. Poprzednim razem była to „Chick Chaser”, żartobliwa opowiastka o nieporadnym „łowcy lasek”, ratującym kobiety z opałów w nadziei na płomienny romans. Tym razem otrzymujemy „Bardou — Two Wolfs”, historię znacznie poważniejszą, uczuciową i piękną, zbudowaną na dobrze znanym schemacie: jest stare, stworzone niegdyś z dobrymi intencjami, ale już przeterminowane, hamujące rozwój, więc musi przyjść nowe — aktualne i nastawione na przyszłość. (więcej…)

fajne sesje, fotografia, twórczość

Nastrojowa sesja od duetu Biały Kadr nad Zalewem Mietkowskim

Podoba mi się ta sesja, bo z jednej strony, oczywiście, że jest pozowana, ale z drugiej — ze względu na urokliwe miejsce i utrudnione okoliczności, bije z niej też coś takiego mimo wszystko spontanicznego, jakby to rzeczywiście był fotograficzny zapis mikroprzygody. Jako człowiek, który jod wdycha przez cały rok, nie pozostałem obojętny klimatowi tej mokrej sesji, nawet jeśli pokazuje tylko zalew, czy — jak kto woli — „dolnośląskie morze”, Jezioro Mietkowskie. W kadrach tych znajdziecie bardzo dużo wody, roślinności, łódek i jachtów, a na tle tego wszystkiego, piękną, fotogeniczną modelkę. Cudowny klimat tych zdjęć, a także ich niezwykła uroda techniczna (kolory, rozmydlenie, rozjaśnienie) podbiły moje serce, a świetne gify jedynie poprawiły efekt. (więcej…)

fajne sesje, fotografia, twórczość

„White Bird” — piękna sesja Katarzyny Czerniak

Fotograficzne połączenie roznegliżowanych kobiet i kwiatów niezwykle łatwo sknocić. Internet jest świadkiem ile tego typu sesji, zamiast poetyckością i prostym pięknym, epatuje pretensjonalnością i nieznośnym kiczem. Kiedy jednak ten motyw ująć dobrze, z wyczuciem i dobrym okiem, przy udziale modelki lubiącej się z obiektywem i fajnego analoga, otrzymujemy efekt przepiękny. Taki, który po raz enty udowadnia, że nie ma w tym świecie nic piękniejszego, niż naturalne kobiece ciało. Przykładem tego jest niniejsza sesja autorstwa Katarzyny Czerniak.„Zdjęcia wykonane były bardzo spontaniczne, podczas tworzenia zupełnie innego konceptu” — zdradza autorka. — „Poprosiłam wtedy moją znajomą, aby pozowała mi przy przepięknym wtedy kwitnącym owocowym drzewie. Była wiosna, pachniało cudownie kwiatami, a za nami było ogromne pole rzepaku. To był moment, chwila ulotna, podczas której wyjęłam z torby mojego Zenita TTL z Heliosem 58/2 i filmem Kodaka ColorPlus. Serię tych kilku portretów nazwałam »White Bird«, bo postać ze zdjęcia kojarzy mi się z białym ptakiem, kruchym, delikatnym i ulotnym jak ta chwila”. (więcej…)

miejsca, przygody

Wrocławski pub 4Hops w projekcie Kingi Offert

Chciałbym wam coś pokazać i zupełnie nie przeszkadza mi, że w rzeczywistości tego już nie ma (przynajmniej nie w takiej formie, jak na załączonych zdjęciach). Jestem po prostu zachwycony tym szalenie prostym, ale wyrazistym i przeuroczym projektem, jaki latem 2015 roku Kinga Offert zmajstrowała dla startującego wówczas wrocławskiego pubu z kraftowym piwem. (więcej…)

dizajn, rośliny, rzeczy

O domowej dżungli. Czyli pięć polskich marek, u których znajdziesz najpiękniejsze doniczki i kwietniki

Jest wiosna, a to najlepszy czas, żeby zadbać o swoje domowe dżungle. Praca z roślinami i ziemią to jedno z najbardziej odstresowujących mnie zajęć i również uzależniających. Zaczynasz od czterech kwiatków swobodnie mieszczących się na parapecie, a po roku okazuje się, że masz tyle roślin, że nie wiesz, w co je przesadzać i gdzie je stawiać. Już kiedyś pokazywałam wam kilka marek, w większości zagranicznych, tworzących produkty, dzięki którym możemy w ciekawy sposób wyeksponować domowe rośliny, tym razem zebrałam dla was produkty z Polski. Doniczki, kwietniki i osłonki, które znajdziecie w tym wpisie, są zarówno świetnym elementem wystroju, jak i pomocnym, w przypadku, gdy wydaje ci się, że kolejną doniczkę możesz sobie postawić co najwyżej na głowie.

(więcej…)

książki, twórczość

Czy centra handlowe są oazą dla matek? O „Jak pokochać centra handlowe” Natalii Fiedorczuk-Cieślak

Lubię obserwować ludzi na Instagramie, to moje wstydliwe hobby. Oni różnią się od tych z rzeczywistości, są jednocześnie mniej prawdziwi i bardziej sobą. Co to znaczy? Już wyjaśniam. Masz przed sobą Instagram młodej modelki, która zaczyna karierę — spodziewasz się mnóstwa selfie i zdjęć z sesji. Spodziewasz się, że jest pewna siebie, może nawet lekko arogancka. Wie, że faceci patrzą na nią z pożądaniem, a kobiety z zazdrością. Z zaskoczeniem odkryjesz, że ilość zdjęć jej kota, przyjaciół i miasta, w którym mieszka jest zdecydowanie większa niż ilość zdjęć z ręki, czy wykonanych w zachwycającym anturażu przez utalentowanych fotografów. Kobieta, na co dzień pani kierownik, surowa, wymagająca i zimna, zawsze elegancka i, jak ci się wydaje, zbyt poważna, żeby do sklepu iść na pieszo, publikuje swoje zdjęcie, gdzie siedzi na śniegu w stroju narciarskim z zamyśloną miną, w tle góry. Powiecie, że to tylko na pokaz, ale ja wierzę, że ta chwila „słabości” — zamyślenia, nie była planowana, a dzielenie się nią, to próba niezatracania siebie w pozie wymagającej szefowej. (więcej…)

książki, twórczość

Za czym tęskni Marcin Wicha? Czyli o książce „Jak przestałem kochać design”

W gdańskim Brzeźnie stoi billboard osiedlowego baru mlecznego reklamującego się hasłem: „Zobacz jak bardzo urosły nam piersi”. „Logo też mają całkiem w cipkę” — zauważyła czytelniczka, kiedy Michał podzielił się na naszym fanpejdżu zdjęciem tej wątpliwej jakości reklamy. Patrząc na takie projekty, nie dziwi mnie, dlaczego Marcin Wicha przestał kochać dizajn. Ku chwale podobnych perełek powstają społeczności zrzeszone na Grafik płakał jak projektował, Brief — co znosi psychika grafika, Polska Szkoła Plagiatu, wyrazem tej frustracji jest też książka Wichy — projektanta, którego estetyczny gust kształtował się od najmłodszych lat za sprawą ojca, cenionego architekta, Piotra Wichy. „Zmarnowałem dzieciństwo i młodość. Nie słuchałem Stonesów ani Depeche Mode. Moimi rockmanami byli graficy” — wyznaje z przekorą autor. I dlatego jest jedną z najbardziej odpowiednich osób, które mogą opowiedzieć o tym, co działo się i nadal dzieje, co było, i jest, złego, a co dobrego w dizajnie. (więcej…)

książki, twórczość

Czy kobiety mają do powiedzenia więcej niż mężczyźni? „Kaprysik” Mariusza Szczygła

Są trzy rzeczy, które zawsze poprawiają mi humor: słodko-słony smak, spacer nad morzem i pies liżący mnie po nosie. Do tej listy dopisuję „Kaprysik” Mariusza Szczygła. To króciutka i przyjemna lektura na wieczór — zbiór reportaży, których wspólnym mianownikiem są kobiety. „Jak wiadomo, kobiety mają więcej do powiedzenia niż mężczyźni. Uważam, że ludzkość nie robi z tego zjawiska wystarczająco dobrego użytku” — pisze we wstępie autor, po czym robi użytek z damskich historii i zbiera je w sześćdziesięciostronicowej książeczce z różową okładką i o wdzięcznym tytule „Kaprysik”. Jeśli myślisz, że infantylnie — pewnie masz rację. Ale kobiety (tak jak mężczyźni) bywają czasem infantylne i o ile nie dzieje się to bez przerwy i nie przybiera rozmiarów rozpuszczonego dziecka, nad którym nie można zapanować, jest to nawet rozczulające. Tak jak historie, które opowiada Szczygieł. Jest reportaż o kobiecie, która przez prawie sześćdziesiąt lat zapisywała szczegółowo i bardzo rzeczowo, co robiła każdego kolejnego dnia życia. Zeszytów zapisała ponad siedemset. Znajdziecie opowieść o Annie, która od 1991 roku, od dnia, gdy potrzebowała zdjęcia dyplomowego, regularnie odwiedza szczeciński zakład fotograficzny pana Sylwestra. Jest opowieść o pani profesorowej, która w gmachu Akademii Górniczo Hutniczej stanęła, a właściwie usiadła, cała z brązu, na ławeczce, z parasolką, dokładnie tak jak w tamtym dniu, kiedy zakochał się w niej pan profesor — rektor uczelni. A to jeszcze nie wszystko. Dowiesz się, czemu należy czytać znalezione przypadkiem kartki i poznasz bliżej wokalistkę Tercetu Egzotycznego. (więcej…)